Nowy numer 50/2019 Archiwum

Tam, gdzie wczoraj nie było nadziei

Błoto, w którym trzeba się umazać, by dojść na kalwaryjską Golgotę, jest niczym metafora grzechu. Czy pozwolisz Chrystusowi, by cię z niego uwolnił?

Owocem jest spowiedź

W Wielki Czwartek, wczesnym popołudniem, tłumy zebrane na kalwaryjskim wzgórzu obserwują już przejmujące sceny ostatniej wieczerzy, umycia nóg apostołom i wieczornego sądu u Kajfasza. Brat Leoncjusz, grając po raz pierwszy arcykapłana Annasza, początkowo miał kłopot z tym, by wziąć udział w wydaniu Chrystusa na śmierć. – „Przecież ja Go kocham, więc jak mogę to zrobić?!” – myślałem. Bałem się też, z jakim odbiorem spotkam się ze strony widzów. Efekt był taki, że nie potrafiłem się w pełni otworzyć. Nadal jest mi trudno, ale staram się pokonywać tę blokadę – wyznaje. Zaskakuje tym Agnieszkę Mandat, aktorkę telewizyjną, filmową i teatralną, pedagoga i byłą dziekan Wydziału Aktorskiego PWST w Krakowie, która już po raz trzeci sprawuje artystyczną pieczę nad misterium. – Widziałam, że br. Leoncjusz ma problem z rolą, ale nie przypuszczałam, że przyczyną było zmaganie się z samym sobą – przyznaje. Mocno docenia też fakt, że Kalwaria stała się dla niej miejscem duchowego oczyszczenia. – Na co dzień żyję w świecie laickim, w którym Bóg jest czymś absolutnie nieoczywistym, a tu spotykam ludzi, dla których On jest sensem życia. To pomaga mi wrócić do mojego środowiska i mocno trwać w wierze – zapewnia. Z całą mozaiką emocji mierzy się też br. Waldemar Jagieła OFM. – Moja wiara jest bardzo prosta. Staram się widzieć nadprzyrodzone aspekty rzeczywistości i czuję w niej dotyk Boga, jednak jest też we mnie czysto ludzka skłonność do grzechu i do niedostrzegania Boga w codzienności. Może więc dzięki temu, że wyciągam wnioski z bycia saduceuszem, czyli kimś, kto neguje zmartwychwstanie, udaje mi się uniknąć okazji do stania w szeregu tych, którzy Go krzyżują? – zastanawia się. Przekonuje też, że grając, stara się z całych sił pociągać innych ku Bogu. – Cieszę się, widząc, że ludzie zastanawiają się nad swoim życiem, dostrzegają, że są jak faryzeusze, którzy tylko oskarżają Jezusa, i zaczynają rozumieć, że powinni iść do spowiedzi. Owocem tego są długie kolejki do konfesjonałów i ogromna liczba osób przystępujących później do Komunii św. – dodaje br. Waldemar.

Tajemnica Serca Jezusa

Wzniesienie się na wyżyny gry aktorskiej to jednak nie wszystko, bracia bernardyni starają się bowiem zadbać o każdy drobiazg – o to, by kapliczki były odpowiednio przygotowane i udekorowane, by stroje były maksymalnie zbliżone do oryginalnych, i o to, by dzięki odpowiedniej charakteryzacji nikt nie miał wątpliwości, że kalwaryjskie dróżki przemierzają prawdziwi rzymscy żołnierze i arcykapłani. W nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek klerycy prawie nie śpią, bo ubierać się, malować i doklejać brody zaczynają już między godz. 2 a 3. O 5.30 wszyscy muszą być gotowi do wyjścia z seminarium, bo o 6.00 rozpoczyna się „Poranny sąd u Kajfasza”, a niedługo później – „Dekret u Piłata” i Droga Krzyżowa na Wzgórze Ukrzyżowania. – Podczas liturgii, która rozpoczyna się tuż po niej, jesteśmy już tak zmęczeni, że wyglądamy jak zdjęci z Jezusowego krzyża. Kalwaria uczy nas, że modlimy się nie tylko ustami, ale i całym ciałem, a sił dodaje świadomość, że ta ziemia jest zroszona i pobłogosławiona potem tysięcy osób, które przychodzą tu od setek lat. Dziękuję Bogu, że i ja jestem zaproszony, by z tego błogosławieństwa czerpać, by dotykać tajemnicy serca Jezusa – mówi, nie kryjąc wzruszenia, br. Celestyn. Dla br. Idziego niezwykłe jest też to, że podczas misterium może uczyć się wiary od pielgrzymów. Do jego zadań podczas inscenizacji należy też przygotowywanie kaplic tak, by mógł wejść do nich Jezus. – Bywa, że trudno jest przekonać ludzi, by się odsunęli, bo jest w nich ogromne i bardzo piękne pragnienie, by być jak najbliżej Niego, dotknąć Jego szat, spojrzeć Mu w oczy, zobaczyć Go takim, jakim jest naprawdę. Wierzą, że Chrystus, słysząc ich gorącą modlitwę, delikatnie zadziała w najgłębszych zakamarkach duszy. Tam, gdzie jeszcze wczoraj nie było nadziei. Wiele osób rzeczywiście doświadcza takiego spotkania – zauważa, a pielgrzymi potwierdzają, że z Kalwarii wyjeżdżają jakby odmienieni, czując, że zostali napełnieni wewnętrznym pokojem. Jak to możliwe? Odpowiedź na to pytanie musi pozostać tajemnicą wiary, gdyż kleryk grający Jezusa konsekwentnie nie daje się namówić na rozmowę z mediami. Zachęca jedynie, by wspólnie z nim przeżyć misterium Męki Pańskiej i wejść na drogę krzyża. Tam zaś zdaje się pytać swoim pełnym łagodności spojrzeniem: „Czy naprawdę wierzysz? Czy pomożesz mi nieść mój krzyż?”. On przecież jest symbolem zwycięstwa, które dokona się w wielkanocny poranek. Szczegółowy plan obchodów Wielkiego Tygodnia w Kalwarii Zebrzydowskiej – od Niedzieli Palmowej do Niedzieli Zmartwychwstania – można znaleźć na: www.kalwaria.eu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama