Nowy numer 43/2020 Archiwum

Promieniowanie ojcostwa

– Był zwyczajnym, dobrym człowiekiem, jednak jego modlitwa nie była zwyczajna, tak jak nie były zwyczajne Msze przez niego odprawiane – wspominał św. Jana Pawła II ks. prał. Paweł Ptasznik, jeden z jego współpracowników w Watykanie.

Rektor kościoła św. Stanisława BM w Rzymie i duszpasterz mieszkającej tam Polonii był kolejnym gościem cyklu „Takim go pamiętamy”, organizowanego przez Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II dla uczczenia 100. rocznicy urodzin Ojca Świętego. Od 1996 r. ks. Ptasznik pracował w polskiej sekcji Sekretariatu Stanu. Jego posługa wiązała się przede wszystkim z redagowaniem tekstów papieskich. – Ale nie tylko. Moja praca dotyczyła też m.in. przygotowania pielgrzymek, opracowania dla Ojca Świętego informacji na temat życia poszczególnych lokalnych Kościołów przed wizytami biskupów ad limina – precyzował podczas spotkania w Wadowicach.

Pracowałem z mistrzem słowa

Duchowny spotykał się z Janem Pawłem II, by zapisywać jego homilie i dokumenty. – Papież nie traktował mnie jak maszynisty, chciał, abym twórczo z nim współpracował. Często pytał, co sądzę na temat przygotowywanych dokumentów czy wystąpień – opowiadał. Jak przyznał, był zdumiony, że Ojciec Święty interesował się opinią młodego księdza. – To nie były pytania pro forma. Jan Paweł II cenił sobie możliwość dialogu – dodał.

– Chciał słuchać, co Pan Bóg mówi przez innych ludzi. Nie czuł się wyrocznią – mówił ks. Ptasznik. Przykładem takiej współpracy jest „List do osób w podeszłym wieku”, ogłoszony przez Ojca Świętego 1 października 1999 roku. Jak opowiadał wadowicki gość, starość była dla papieża przede wszystkim czasem przygotowania na spotkanie z Panem. – Jednak ma ona wiele innych wymiarów. Pan Bóg posługuje się ludźmi w podeszłym wieku, by kształtować społeczeństwa – zwracał uwagę duchowny. Papieżowi bardzo zależało na tym, by ludzi w podeszłym wieku widzieć jako mędrców. W efekcie wielu rozmów i dyskusji dokument został przepracowany tak, by wartość starości została podkreślona. Jan Paweł II pisał swoje teksty w języku polskim, co nastręczało tłumaczom sporo trudności. Lubił gry słów, których często nie da się oddać w innych językach. Tak było w przypadku „Listu do artystów”. Papież oparł wstęp do tego dokumentu na nieprzetłumaczalnej grze słów „twórca” i „Stwórca”.

– W tym i w innych przypadkach podawaliśmy w nawiasach wyjaśnienia – opowiadał ks. Ptasznik. Najprzyjemniejszą częścią jego pracy było redagowanie książek Ojca Świętego. – To osobiste wypowiedzi Jana Pawła II, ujawniające jego wrażliwość. Wyrażał w nich samego siebie – argumentował ks. Ptasznik.

Był dla mnie jak ojciec

W ciągu długoletniej współpracy duchowny odkrywał Jana Pawła II jako człowieka Chrystusowego, zanurzonego w medytacji. – Był zwyczajnym, dobrym człowiekiem i nie myślałem o nim w kategoriach świętości. Jednak jego modlitwa nie była zwyczajna, tak jak nie były zwyczajne Msze przez niego odprawiane – tłumaczył. Z papieżem łączyła go relacja synowska. – Okazywał mi, że ja, zwykły współpracownik, jestem dla niego ważny – wyznał. Podobne odczucia mieli inni pracownicy Sekretariatu Stanu.

– Ludzie pracowali dla niego z oddaniem, bo promieniował ojcostwem – mówił o panującej wówczas atmosferze. Dodał, że nawet windziarze wspominają czasy Jana Pawła II z nostalgią. Wyjawił, że kiedyś na klęczniku Ojca Świętego znalazł listę jego współpracowników – znak, że papież modlił się za nich. Papież lubił spotkania z Polakami. Dużo radości sprawiało mu zwłaszcza kolędowanie. Za najpiękniejszą, najgłębszą teologicznie uważał pieśń „Bóg się rodzi”, jednak najchętniej, z wielką czułością, śpiewał „Oj, Maluśki, Maluśki”, dodając od siebie kolejne zwrotki. Kiedyś zadzwonił w Wigilię do Krakowa, do przyjaciół ze Środowiska, i przez telefon śpiewał z nimi polskie kolędy. Najtrudniejszym momentem posługi dla Jana Pawła II było tłumaczenie jego testamentu.

– To było nawet trudniejsze niż jego śmierć – wyznał ks. Ptasznik. O pracę nad dokumentem poprosił go kard. Stanisław Dziwisz. – Na placu św. Piotra i na całym świecie ludzie modlili się o cud, o uzdrowienie papieża, a ja tłumaczyłem testament. To nie było łatwe – podkreślił. Wskazał na pochodzący z tego dokumentu fragment, zapisany w 1980 roku. Jan Paweł II modlił się o to, by jego odejście służyło „najważniejszej sprawie”: dobru Kościoła i świata. – Patrząc na ludzi zgromadzonych wokół niego w dniach jego umierania, miałem poczucie, że ta modlitwa znajduje odpowiedź – stwierdził.

Jak zauważył, przykładem tego oddziaływania była postawa dziennikarzy relacjonujących odchodzenie papieża, którzy do pewnego momentu szukali informacji po to, by jak najszybciej je przekazać swoim odbiorcom. Chcieli być pierwsi. W miarę upływu czasu przestało im na tym zależeć, zmienił się też ich język. Nie mówili o umieraniu Jana Pawła II, ale o jego odejściu do domu Ojca. Zaangażowali się po ludzku. – Jan Paweł II nauczył mnie wrażliwości na drugiego człowieka. Nauczył mnie również czytać wszystko, co dzieje się w moim życiu, w świetle Ewangelii – mówił ks. Ptasznik. – On był w tym niedościgniony – podsumował.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama