Nowy numer 43/2020 Archiwum

Co nam mówią nawyki z pandemii

– Znaleźliśmy się w momencie, kiedy sami zaczęliśmy się sobie przyglądać – mówi Dorota Majkowska-Szajer z Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Na pomysł, by w jakiś sposób zapisać doświadczenia z czasu epidemii, badaczki z Muzeum Etnograficznego wpadły tuż po tym, jak same zaczęły pracować zdalnie i zmieniać swoje codzienne przyzwyczajenia. – Zrozumiałyśmy, że to ważny moment, w którym możemy się dowiedzieć czegoś o sobie, o tym, jak żyjemy, co jest dla nas istotne – wspomina D. Majkowska-Szajer. – Poczułyśmy, że trzeba to zrobić szybko, bo i rzeczywistość, i nasze nastroje będą się zmieniały. Chciałyśmy to „łapać” na bieżąco – dodaje.

Ankiety bez limitu

Ze względu na panujące warunki i na konieczność szybkiego działania wybór padł na ankietę, którą każdy chętny może wypełnić przez internet. Do tej pory badania prowadzone przez Muzeum Etnograficzne opierały się raczej na pogłębionych rozmowach i przyglądaniu się życiu konkretnych osób, a nie na anonimowych ankietach. Dorota Majkowska-Szajer podkreśla jednak, że taka forma trochę nawiązuje do badań założyciela muzeum – żyjącego w latach 1857–1937 etnografa Seweryna Udzieli. W ramach swojej pracy rozdawał on swoim znajomym (a ci podawali dalej) zeszyty z pytaniami. Notesy do dziś znajdują się w zbiorach muzeum i stanowią cenny materiał badawczy na temat codziennych praktyk, relacji społecznych, zwyczajów, wierzeń. Kwestionariusz „Nasze życie w czasach zarazy” można uzupełniać już od kilku tygodni. Najłatwiej znaleźć go, wchodząc na stronę Muzeum Etnograficznego w Krakowie: etno-muzeum.pl.

Składa się na niego 45 pytań, dotyczących m.in. rytmu dnia, zakupów, sytuacji zawodowej, sposobów komunikacji z innymi ludźmi, obaw związanych z epidemią. Cała ankieta została przetłumaczona na język migowy. Do tej pory odpowiedzi przesłało 1,5 tys. osób, ale cały czas spływają dalsze i… zmieniają się. Częściowo wynika to ze zmieniających się przepisów (coraz mniej obostrzeń związanych z epidemią), a częściowo z oswajania całej sytuacji. Dlatego badaczki nie wyznaczają na razie ani terminu zakończenia ankiety, ani limitu kwestionariuszy, które chciałyby zebrać.

Przyglądamy się sobie

Większość odpowiedzi pochodzi od osób, które z powodu koronawirusa musiały zostać w domach, zmienić rytm codziennego bycia w pracy i dzięki temu zyskały trochę czasu na zastanowienie. – Są też tacy, którzy piszą, że normalnie chodzą do pracy, a dodatkowo zmagają się ze zdalnymi lekcjami dzieci – mówi D. Majkowska-Szajer. Trafiają się także odpowiedzi zahaczające o pierwszy front walki z epidemią. – Ludzie piszą: „Mój mąż jest lekarzem”, „Moja mama jest pielęgniarką”, „Tata pracuje w pogotowiu ratunkowym” – dodaje.

Badaczki nie odkładają czytania przesyłanych kwestionariuszy na później. Wypisy na wybrane tematy publikują w formie „wycinków” na stronie MEK. W jednym z tekstów Katarzyna Piszczkiewicz zebrała odpowiedzi dotyczące dezynfekcji. Jak pisze, „na liście zapachów kojarzących się nam z czasem epidemii zdecydowanie nie ma tłoku. Jak dotąd (połowa kwietnia) jest na niej tylko zapach środka odkażającego, niekoniecznie w roli herosa”. Jak podkreśla, w opisach czynności, które w czasie epidemii wykonujemy bezpośrednio po powrocie do domu, jesteśmy zgodni – przede wszystkim myjemy ręce. – Jedni myją „po prostu”, inni robią to „dokładnie” (lub „dokładniej niż zwykle”), inni – „starannie”, jeszcze inni – „długo”, ktoś nawet „obsesyjnie” – cytuje K. Piszczkiewicz.

Niektórzy mają całe procedury mycia i odkażania – rąk i przedmiotów. Inni wprowadzają w domach „strefy bezpieczeństwa” – w korytarzu czy na balkonie – gdzie przynajmniej na jakiś czas odkładają rzeczy, w których byli na zewnątrz. W jednej z ankiet ktoś napisał: „W ostatnich dniach do moich nawyków weszło nastawianie garnka z wodą do wygotowania uszytych maseczek. Tak wygląda każdy wieczór teraz”. Na stronie muzeum można już znaleźć krótkie teksty o tym, jakie dźwięki uczestnicy badania zapamiętają z czasów pandemii czy jak odnajdują się, spędzając czas niemal wyłącznie w domu.

– W tych dziwnych czasach odważyliśmy się na pewne myśli o tym, w jaki sposób żyjemy. Udało nam się zakwestionować oczywistości – zastanawiamy się, ile godzin spędzamy w pracy, czy rozporządzamy sensownie swoim czasem, czy żyjemy tak, jak rzeczywiście chcielibyśmy żyć. Pojawiają się też myśli na temat przestrzeni, która nas otacza. Okazało się, że wyludnione miasta są przygnębiające, niepokojące, ale też są ciche i przez to w jakiś sposób przyjemne do życia. W miastach zaczęły się pojawiać dzikie zwierzęta, ludzie zamknięci w domach zatęsknili za zielenią, zaczęli myśleć o przyrodzie, o naturze – podsumowuje D. Majkowska-Szajer. Dodaje, że pojawiają się refleksje na temat tego, skąd wziął się wirus. Jest w nich trochę poczucia winy – że jako ludzkość doprowadziliśmy naszą planetę do takiego stanu, iż w końcu musiało stać się coś takiego. Nieuchronne są także myśli o chorobie, śmierci, samotności, o których także piszą osoby wypełniające kwestionariusz.

– Doceniamy bliskość, także fizyczną. Wielu z nas zauważyło, że przez miesiąc nie mieliśmy okazji choćby podać komuś ręki. Ważne okazuje się coś, o czym wcześniej być może wcale nie myśleliśmy – mówi D. Majkowska-Szajer. – To potwierdza także zasadność tych badań. Znaleźliśmy się w momencie, kiedy sami zaczęliśmy się sobie przyglądać – dodaje.

Trudna część rzeczywistości

Zbieranie materiałów badaczki z Muzeum Etnograficznego rozpoczęły, kiedy trzeba było mieć powód, by w ogóle wyjść na ulice. Niektórzy na przebywanie w domu – i z domownikami – 24 godziny na dobę reagowali pozytywnie. Czerpali przyjemność z gotowania czy cieszyli się regularnymi posiłkami, jedzonymi razem przy stole. W czasach „przed koronawirusem” nie mieli na to czasu. Z drugiej strony dla wielu osób było to trudne doświadczenie. – Zapamiętałam jeden głos na temat przyszłości. Ktoś napisał, że gdyby coś takiego miało się znów wydarzyć, to nie pozwoli sobie na to, żeby być w takim osamotnieniu – mówi D. Majkowska-Szajer. Badaczka przytacza też wpisy o depresji, trudnościach w dostaniu się do lekarza, nawet o przemocy domowej.

– To jest też część tej rzeczywistości. Jest mnóstwo trudnych treści, z którymi jako czytające musimy sobie poradzić, nie mogąc tej konkretnej osobie pomóc. Ankiety są przecież anonimowe – przyznaje badaczka. Po wpisach dotyczących przemocy domowej na stronie muzeum pojawił się wpis zbierający informacje o telefonach, stronach internetowych i aplikacjach umożliwiających uzyskanie fachowej pomocy. Dorota Majkowska-Szajer ma też nadzieję, że dla niektórych wymiar terapeutyczny może mieć samo podzielenie się swoimi lękami, opowiedzenie o trudnościach.

– Być może świadomość, że inni przeżywają to w podobny sposób, będzie jakimś rodzajem ulgi – mówi. – Wiele osób, które biorą udział w tych badaniach, zostawia nam informację, że było dla nich ważne, iż mogli wypełnić taką ankietę, zmierzyć się z tymi pytaniami i czegoś się o sobie dowiedzieć. Myślę, że to też jest bardzo duża wartość tego przedsięwzięcia – dodaje.

Przedmioty z kwarantanny

Nie wiadomo, kiedy zakończą się badania „Nasze życie w czasach zarazy”, tak jak nie wiadomo, kiedy muzeum wróci do w pełni normalnego funkcjonowania. W planach jest jednak prezentacja zebranego materiału m.in. w formie wystawy. Także dlatego zbieraniu ankiet towarzyszy akcja „Kolekcja w kwarantannie”. „Wierzymy, że rzeczy pomogą nam w przyszłości opowiedzieć o tym, co teraz przeżywamy. Ponieważ jednak nie możemy obecnie prowadzić aktywnej zbiórki przedmiotów, zapraszamy do dzielenia się swoimi zbiorami w formie online.

Wspólnie wybierzemy rzeczy, które mogłyby się znaleźć w zbiorze związanym z czasem zarazy. Te, które wysunęły się na pierwszy plan, i te, które wkradły się do naszej codzienności, zmieniając nasze domowe praktyki” – zachęcają pracownicy Muzeum Etnograficznego. Zdjęciami i nagraniami wybranych przedmiotów można się dzielić w specjalnie utworzonej grupie na Facebooku (wystarczy wyszukać: „Kolekcja w kwarantannie”). Można też skontaktować się z muzeum, pisząc na adres: naszezycie@etnomuzeum.eu. W jednym z pierwszych wpisów w grupie „Kolekcja w kwarantannie” Olga Łuczyńska-Gawron dzieli się swoimi refleksjami o spędzaniu czasu w domu w czasie epidemii, a do kolekcji dołącza zdjęcia przedmiotów, które „uratowały nam niejeden ponury i nudny dzień izolacji”.

To własnoręcznie zrobione instrumenty – kij deszczowy z rolek po ręcznikach papierowych, taśmy izolacyjnej, folii i kaszy oraz grzechotki z buteleczek po lekach. Są też zabawki: potwór z opakowania po odplamiaczu (należy nakarmić głodnego stwora zakrętkami), kolorowy ryż zabarwiony barwnikami spożywczymi (jest zamiennikiem piasku, można go przesypywać, mieszać, gotować wymyślone potrawy), kulki z papieru i koszyk, do którego trzeba je wrzucić z pewnej odległości. Dorota Majkowska-Szajer zachęca do włączenia się w akcję, choć przyznaje, że „nie od razu mamy taki odruch”.

– Często trudno nam sobie wyobrazić, że coś z naszej codzienności mogłoby się znaleźć w muzeum, że mogłoby być znaczące. Ale to właśnie takie przedmioty, pochodzące wprost z życia ludzi, składają się na etnograficzną kolekcję, która w naszym muzeum powstaje od ponad 100 lat – mówi.

Badaczki mają nadzieję, że mimo epidemii nie tylko uda się zgromadzić opisy i fotografie, ale też przynajmniej niektóre ze zgłaszanych przedmiotów będą mogły trafić do zbiorów muzeum lub zostać wypożyczone na wystawę – już w tradycyjnej, a nie tylko wirtualnej formie, w siedzibie MEK na krakowskim Kazimierzu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama