Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ważne, Kogo przyjmujemy, a nie od kogo

– Kiedyś też nie byłem przekonany do posługi szafarzy. Pan Bóg ma jednak poczucie humoru i dziś jestem ich opiekunem! – mówi ks. Ryszard Kilanowicz, duszpasterz świeckich pomocników w rozdzielaniu Komunii św. archidiecezji krakowskiej.

Misja nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. jest nie tylko cenna, ale również wymagająca ofiary i odpowiedzialności, która jest szczególnie ważna teraz, w czasie epidemii. Jeszcze w marcu ks. Kilanowicz przekazał więc szafarzom odpowiednie instrukcje i do dziś prosi ich, by odwiedzając chorych, działali w konsultacji z proboszczem i rodziną chorego. – Wiem, że wypełniając swoje obowiązki, muszę robić to z ostrożnością i że nie mogę być przeziębiony, bo mógłbym przenieść zakażenie. Myślę więc już nie tylko o tym, że trzymam w rękach samego Boga, ale i o tym, że trzeba dbać o innych – przyznaje Piotr Kuzera, który jest świeckim „szefem” szafarzy, odpowiedzialnym za wszystkich 535 mężczyzn posługujących w 197 parafiach naszej diecezji i ściśle współpracuje z ks. Ryszardem.

Tradycja Kościoła

Piotr został szafarzem 10 lat temu, niejako przez Boży przypadek. Ówczesny proboszcz Arki Pana szukał kogoś, kto pomógłby kapelanowi szpitala Rydygiera w udzielaniu Komunii św. chorym. – Kilka osób odmówiło. Ja zgodziłem się, choć prawie do samego końca nie byłem przekonany, że powinienem podjąć to wyzwanie. Przełom nastąpił dopiero podczas rekolekcji poprzedzających błogosławieństwo – wspomina. Dziś, z perspektywy czasu, bycie szafarzem traktuje jako zadanie dane mu przez Boga.

– Zawsze byłem blisko ołtarza. Może nawet Bóg chciał, abym został kapłanem, ale nie odczytałem tego wezwania i spełniam się jako mąż i ojciec (zdarza się, że do Mszy św. służę razem z synami!), a ta posługa sprawiła, że jeszcze bardziej uczestniczę w życiu Kościoła. Idąc do chorych, widzę, jak oni tęsknią za Ciałem Jezusa, zwłaszcza ci, którzy dawniej każdego dnia uczestniczyli w Mszy św., i jak przeżywają to, że mogą Go przyjąć częściej niż raz w miesiącu – przekonuje P. Kuzera. Ma też nadzieję, że bliskość z Chrystusem, którą przeżywa, choć trochę uświęca całą jego rodzinę. 15 lat temu duchowe potrzeby chorych dostrzegł kard. Stanisław Dziwisz, który 12 grudnia 2005 r. wydał dekret ustanawiający w archidiecezji krakowskiej posługę świeckich pomocników w udzielaniu Komunii św. Podkreślił w nim m.in., że „zwyczajnymi, konsekrowanymi szafarzami Komunii św. są biskupi, prezbiterzy i diakoni, jednak do rozdawania Ciała Pańskiego nie jest konieczne otrzymanie święceń kapłańskich”.

Pierwszym zadaniem, nałożonym przez kard. Dziwisza na szafarzy, było właśnie wspieranie kapłanów w odwiedzaniu chorych, pozbawionych możliwości uczestnictwa w Eucharystii. Drugim zadaniem była zaś pomoc – w uzasadnionych przypadkach – w rozdzielaniu Komunii podczas Mszy św. (np. wtedy, gdy duża liczba wiernych przystępuje do Komunii). Podpisanie dekretu było niejako wypełnieniem duchowego testamentu św. Jana Pawła II przez jego wieloletniego osobistego sekretarza, ponieważ to właśnie papież Polak w 1983 r. promulgował „Kodeks prawa kanonicznego”, w którym uregulowana została dyscyplina ustanawiania szafarzy.

W 2004 r. zatwierdził z kolei instrukcję „Redemptionis Sacramentum” (o zachowywaniu i unikaniu pewnych rzeczy dotyczących Najświętszej Eucharystii), wydaną przez watykańską Kongregację Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. – Ważne decyzje w kwestii działalności szafarzy zapadły też wcześniej, 15 sierpnia 1972 r., gdy papież Paweł VI wydał list motu proprio „Ministeria quaedam”. W styczniu 1973 r. podpisał on z kolei instrukcję „Immensae caritatis”, która dała ordynariuszom miejsca władzę do wyznaczania nadzwyczajnych szafarzy Komunii św. „spośród odpowiednich do tego osób”. Warto też wiedzieć, że tradycja niesienia Ciała Pańskiego chorym (i nie tylko) sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa – opowiada ks. Kilanowicz.

To nie jest profanacja

Pierwsze postanowienia dotyczące szafarzy Konferencja Episkopatu Polski ogłosiła 2 maja 1990 r., a 22 czerwca 1991 r. wydała „Instrukcję w sprawie formacji i sposobu wykonywania posługi nadzwyczajnych szafarzy Komunii św.”. Kolejne regulacje zostały podjęte podczas obrad II Polskiego Synodu Plenarnego (1991–1999). W polskich diecezjach weszły one w życie 28 stycznia 2001 r., a ostatnich modyfikacji w zasadach działalności świeckich pomocników w udzielaniu Komunii św. KEP dokonała w październiku 2006 roku.

– W archidiecezji krakowskiej kard. Dziwisz, oprócz dekretu z 2005 r., napisał też (w 2009 r.) list do proboszczów, w którym stanowczo przypomniał o konieczności powoływania szafarzy, mówiąc, że „pozostawienie cierpiących braci i sióstr bez radości przyjęcia Jezusa częściej niż raz w miesiącu będzie poważnym duszpasterskim zaniedbaniem” – przypomina ks. Jerzy Serwin, który był pierwszym opiekunem szafarzy w naszej diecezji. – Jeśli więc ktoś mówi, że dawanie Ciała Jezusa w świeckie ręce jest profanacją, a Kościół, godząc się na to, błądzi, zamyka się na Ducha Świętego. Z kolei ktoś, kto twierdzi, że z rąk szafarza nigdy nie przyjmie Komunii (a tak nadal się zdarza), odmawia Jezusowi przyjścia do swojego serca – dodaje ks. Kilanowicz. Przekonuje też, że nie wolno przenosić akcentu z tego, Kogo przyjmujemy, na to, w jaki sposób (na rękę czy do ust) oraz od kogo przyjmujemy Komunię św.

– Wszystko to jest szczegółowo zdefiniowane przez Kościół, a nas obowiązuje zasada posłuszeństwa. Niestety, obserwuję, że dla wiernych od głosu Kościoła bardziej liczy się głos publicystów (mieniących się katolickimi) lub kapłanów stawiających siebie w sprzeczności z nauczaniem Kościoła i podważających to nauczanie – nie ma wątpliwości ks. Ryszard. Nie kryje również, że w jego rodzinnej parafii nie było szafarzy, więc jako młody chłopak nie był przekonany, iż są oni potrzebni. Wszystko zmieniło się, gdy będąc diakonem, trafił na rok praktyk do parafii, gdzie szafarzem był kościelny. – Obserwowałem tego mężczyznę, mającego rodzinę i pracującego zawodowo. Jego pokora, bliskość Boga i głębia wiary robiły na mnie wrażenie, a owoce posługi chorym jasno pokazały, że ma ona sens – wspomina ks. Ryszard.

Na pytanie, czym powinien wyróżniać się szafarz, odpowiada krótko: – Ma żyć Eucharystią. Jeśli godnie przyjmuje Jezusa, doświadcza obecności żywego Boga, może nieść Go innym. Ksiądz Serwin wymienia jeszcze kilka innych cech, którymi powinni charakteryzować się świeccy pomocnicy w udzielaniu Komunii św. Są to: dojrzałość wiary połączona z intensywnym życiem sakramentalnym oraz wiedzą religijną, nienaganne życie rodzinne i moralne, duch apostolski, sumienność oraz łatwość w nawiązywaniu kontaktów z osobami starszymi i chorymi. W parafii św. Jana Chrzciciela w Krakowie-Prądniku Czerwonym, gdzie jest proboszczem, jest aż 17 szafarzy, z czego każdy ma pod opieką kilku chorych.

Jestem Jego nogami

Zarówno ks. Jerzy, jak i ks. Ryszard przyznają, że na przestrzeni 15 lat działalności szafarzy problemy z tym związane były, są i będą. Wciąż są bowiem proboszczowie, którzy mówią, że „w parafii nie ma chorych, więc i szafarze nie są potrzebni”. Inni wykorzystują szafarzy do rozdawania Komunii podczas każdej liturgii, nawet gdy nie ma do tego wskazań, co jest nadużyciem. Bywa również, że do proboszcza (a w konsekwencji na kurs przygotowawczy) zgłasza się nieznany mu bliżej mężczyzna, który chce zostać szafarzem. Zazwyczaj jednak to proboszcz, po przemyślanej i przemodlonej decyzji, zwraca się do kandydata z propozycją podjęcia takiej posługi.

– Bycie nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. nie jest bowiem trampoliną do awansu społecznego – podkreśla ks. Serwin. Zdarza się też, że szafarz odmawia chodzenia do chorych, chcąc udzielać Komunii jedynie podczas Mszy św. (wtedy jego posługa powinna zostać zawieszona), lub odwrotnie: ze względu na swoje przekonania nie służy on do Mszy św. (co jest obowiązkiem szafarza) i nie chce rozdzielać Komunii podczas Eucharystii, nawet gdy jest to konieczne. Wtedy także potrzebna jest rozmowa dyscyplinująca, zwłaszcza że podczas epidemii szafarze są wsparciem w parafiach, gdzie wykryte zostało zakażenie u kapłana. Są też potrzebni, by w osobnych miejscach można było udzielać Komunii do ust i na rękę.

– W naszej posłudze ogromnie ważna jest też rola żony. To ona musi wyrazić na nią zgodę i wspierać w wypełnianiu obowiązków. Moja żona od razu powiedziała: „Dlaczego nie?”, a ja długo mocowałem się z tą myślą. W końcu dałem Bogu „ultimatum”, że jeśli to Jego pomysł, to ma wszystko dobrze poukładać. Dziś wiem, że robię to, czego On ode mnie oczekuje, a wkładając na piersi bursę, myślę nawet, że jestem... nogami Chrystusa, dzięki którym może On dotrzeć do tych, którzy na Niego czekają. Kiedyś nawet przyniosłem Go chorej żonie – cieszy się Paweł Kmiecik, szafarz z 8-letnim stażem z parafii św. Jana Chrzciciela. Paweł Nowak, szafarz od czerwca br. w sanktuarium Macierzyństwa NMP w Dziekanowicach, wyznaje natomiast, że podjęcie posługi było dla niego próbą wiary.

– Ufam, że to nie był przypadek, ale zaproszenie od Jezusa, bym był Jego narzędziem i pośrednikiem w tym, co dzieje się pomiędzy Nim a chorymi. A to rzecz wielka – mówi. W czerwcu szafarzem został też Waldemar Krawczyk z parafii Matki Bożej Królowej Polski w Krakowie-Ruczaju. – Wciąż nie czuję się godny, ale rozumiem, że posługa jest moim świadectwem wiary. I każdego dnia dziękuję Bogu za to, co dla mnie zrobił – zapewnia. Szafarze mówią też zgodnie, że w ich codzienności wyraźnie widać, jak wypełniają się słowa z Ewangelii: „To nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama