Nowy numer 49/2020 Archiwum

Ich los zależy od nas

– Jeśli nie uda się zdobyć pomocy od społeczeństwa, wiosną staniemy przed dramatycznym pytaniem: „Co dalej?”, a może nawet przed koniecznością ograniczenia opieki nad pacjentami – nie kryje Jolanta Stokłosa, prezes Towarzystwa Przyjaciół Chorych Hospicjum św. Łazarza w Krakowie.

Narodowy Fundusz Zdrowia pokrywa 67 proc. kosztów opieki hospicyjnej, a dokładna kwota uzależniona jest od liczby chorych pozostających pod opieką hospicjum stacjonarnego (ich pobyt tutaj jest bezpłatny) i domowego. Za 2019 r. było to 7,26 mln zł. Za pierwsze półrocze br. wpłynęło 3,48 mln zł, co oznacza, że za cały 2020 r. kwota będzie niższa niż w ubiegłym roku o kilkaset tysięcy złotych. – Co ważne, do refundacji z NFZ miesięcznie musimy dopłacać ok. 230–250 tys. zł (to również zależy od liczby chorych). Do ubiegłego roku nie mieliśmy z tym problemów. Pandemia sprawiła, że one się pojawiły, i teraz, jesienią, staramy się zdobyć brakujący w budżecie 1 mln zł – opowiada J. Stokłosa. 33 proc. wydatków hospicjum przez lata pokrywało bowiem społeczeństwo, czyli darczyńcy rozumiejący, że istnienie takiego miejsca jest bezcenne i że jego pomocy może kiedyś potrzebować każdy z nas – jeśli nie dla siebie, to dla swoich bliskich.

Nie przechodź obojętnie

Większość ofiarodawców wspierała hospicjum podczas corocznych Pól Nadziei, trwających zawsze od połowy marca do końca maja. Pieniądze umożliwiające bieżącą działalność zbierane były do 600 puszek, a wolontariusze kwestowali przy kościołach, w hipermarketach, centrach handlowych, szkołach, żonkilowym tramwaju. W tym roku akcja organizowana w tradycyjnej formie musiała zostać odwołana (dzień przed inauguracją), a pieniądze mogły być zbierane tylko do jednej puszki – wirtualnej, umieszczonej na www.hospicjum.krakow.pl. W efekcie na konto hospicjum wpłynęło nie ok. 500 tys. zł, jak zazwyczaj, ale tylko 80 tys. zł.

– Każda złotówka była i jest dla nas na wagę złota i za każdą jesteśmy wdzięczni – mówi Renata Połomska, koordynator Pól Nadziei. Budżet hospicjum w znacznym stopniu zasilały też kwesty prowadzone na pogrzebach, gdy rodziny zmarłych prosiły gości, by nie kupowali kwiatów, a pieniądze na ten cel wrzucili do żonkilowych puszek. W 2019 r. w ten sposób zebrano ponad 387 tys. zł. Wiosną br., gdy obowiązywały pierwsze pandemiczne obostrzenia i liczba uczestników uroczystości była ograniczona, kwesty nie mogły się odbywać, dlatego od stycznia do końca sierpnia udało się zebrać niespełna 134 tys. zł. Na szczęście kampania zachęcająca do przekazania hospicjum 1 proc. podatku dochodowego dała aż 2,1 mln zł, czyli tylko 200 tys. zł mniej niż przed rokiem. – Nie zostawili nas też przyjaciele i dzięki ich wpłatom – często niewielkim, nawet 100-złotowym – dostaliśmy już 860 tys. zł, ale ta kwota przeznaczana jest na comiesięczne dopłaty do kosztów refundacji oraz na prowadzenie poradni leczenia obrzęku limfatycznego i edukacyjne wparcie dla rodzin opiekujących się przewlekle chorymi – zaznacza J. Stokłosa.

Ok. 200 tys. zł przynosiła też Kwesta Listopadowa, organizowana w okolicach uroczystości Wszystkich Świętych na większości cmentarzy Krakowa i okolic. Bardzo zaangażowani byli w nią wolontariusze, czyli uczniowie żonkilowych (zaprzyjaźnionych z hospicjum) szkół. Tym razem, jeśli młodzież się pojawi, to tylko za zgodą i pod opieką rodziców. Kwestować będą więc głównie dorośli wolontariusze, którzy – nie mogąc obecnie posługiwać na oddziałach – chcą być potrzebni w inny sposób. Zbiórka będzie prowadzona przy bramach największych nekropolii Krakowa (a w miarę możliwości wolontariuszy także na mniejszych cmentarzach) i potrwa do 2 listopada. Wszyscy kwestujący będą wyposażeni w środki ochrony osobistej, bo ich bezpieczeństwo musi być najważniejsze. – Mamy nadzieję, że kwesta nie będzie naszą drugą straconą szansą. Zdajemy sobie sprawę, że dużo osób nie przyjedzie w tym roku na cmentarze. Prosimy więc tych, którzy będą, by zatrzymali się przy nas, a tych, którzy pozostaną w domach, o datki, które będzie można złożyć poprzez internet na www.hospicjum.krakow.pl/wirtualna-puszka – apeluje R. Połomska.

Pandemia tęsknoty

Krakowskie hospicjum działa nie tylko stacjonarnie. – Pandemia sprawiła nawet, że liczba chorych na oddziałach nieco się zmniejszyła, za to wydłużyły się kolejki pacjentów oczekujących na objęcie opieką hospicjum domowego. Prowadzenie go na najwyższym poziomie też wymaga pieniędzy – podkreśla J. Stokłosa. Powód tej zmiany jest prosty: już wiosną musiały zostać wstrzymane odwiedziny, które dawniej były nieograniczone. Rodziny mogły przychodzić o każdej porze (również w nocy, gdy sytuacja tego wymagała) i być z chorym nawet całą dobę. Teraz, z obawy, by nikt nie przyniósł do hospicjum wirusa, pozostaje kontakt telefoniczny lub wirtualny, a bliscy mogą przyjść tylko w wyjątkowych sytuacjach – gdy personel obserwuje, że tęsknota utrudnia choremu codzienne funkcjonowanie (używa się tu nawet określenia „pandemia tęsknoty”), i gdy widać, że czas już się kończy.

– Utrudnianie pożegnania i wspólnego przeżycia tych ostatnich chwil byłoby nieludzkie. Jednak i wtedy musimy przestrzegać określonych zasad bezpieczeństwa, dzięki którym nie mieliśmy w hospicjum zakażenia – podkreśla J. Stokłosa. – Nie dziwi nas, że rodziny robią teraz wszystko, by chory mógł być jak najdłużej w domu, a jeśli jest to możliwe, to nawet do końca. Ważne jest wtedy to, że nasi lekarze i pielęgniarki z hospicjum domowego są pod telefonem przez całą dobę i w razie potrzeby przyjeżdżają – dodaje. Towarzystwo Przyjaciół Chorych prowadzi także działalność edukacyjną, kształcąc lekarzy, którzy chcą związać swoją przyszłość z opieką paliatywną, a do marca organizowało również rozbudowane szkolenia dla wolontariuszy.

– Bez brakującego miliona nie wejdziemy bezpiecznie w nowy rok – nie ma wątpliwości J. Stokłosa. Przypomina też, że przez lata mówiło się, iż trzeba zwiększać dostęp do opieki paliatywnej, która dla chorych jest bezcenna, a teraz rysuje się konieczność jej ograniczenia. – Wierzymy, że koronawirus nie zmusi nas do tego, zwłaszcza że prognozy jasno pokazują, iż zachorowalność na nowotwory (oraz inne choroby kwalifikujące do opieki hospicyjnej) będzie rosła. Również dlatego, że z obawy przed zakażeniem w ostatnich miesiącach zaniedbaliśmy profilaktykę – przestrzega J. Stokłosa.

Obejrzyj i wpłać

Kłopoty nietrudno było przewidzieć już na wiosnę, dlatego jeszcze w kwietniu, szukając pomysłu na to, jak ratować sytuację, R. Połomska skontaktowała się z Dorotą Adamską, dobrym duchem Pól Nadziei, a na co dzień szefową komunikacji społecznej sieci stacji benzynowych BP. Opatrznościowo w tym samym czasie odezwał się też do niej Jakub Marczyński, który przez wiele lat związany był ze Szlachetną Paczką i tzw. rynek pomocowy zna od podszewki.

Gdy Dorota opowiedziała mu o kłopotach Hospicjum św. Łazarza, zadzwonił do Daniela Rusina (znanego w mediach społecznościowych pod pseudonimem Reżyser Życia), który na kanale YouTube publikuje adresowane głównie do młodego widza filmowe etiudy, poruszające trudne moralnie problemy. Temat od razu mu się spodobał, a w serce zapadły słowa Kuby, że gdy ktoś w rodzinie choruje, to tak naprawdę choruje cała rodzina. Daniel zaczął pochłaniać wiedzę o hospicjum i szukać osób, które mogłyby zagrać w filmie. – Nikt nie odmówił. Okazało się nawet, że Andrzej Grabowski niedawno odwiedzał w hospicjum przyjaciela i chciał spłacić dług wdzięczności wobec tego miejsca. Podobnie Hanna Bieluszko; oboje chętnie zaangażowali się w projekt – opowiada D. Rusin.

Propozycję chętnie przyjęły też Oliwia Bieniuk (córka zmarłej w 2014 r. aktorki Anny Przybylskiej), Weronika Sowa, czyli popularna wśród nastolatek „Wersow” (influencerka i gwiazda Instagrama) i wokalistka Magda Bereda. Osobiste przemyślenia związane z hospicjum oraz z opieką nad chorym mają także Piotr Cyrwus i Maja Berełkowska-Cyrwus. W filmie „Jak nie zgubić siebie” zagrali małżeństwo, które oddaje do hospicjum ojca Piotra (w tej roli A. Grabowski). – Działalnością hospicjum zafascynowałam się wiele lat temu. Ujęło mnie, jaką godnością i miłością otacza się tam chorych. To jest dom, który daje nadzieję, a nie instytucja – przekonuje M. Berełkowska-Cyrwus, a jej mąż dodaje, że gdy umiera ktoś bliski, trzeba razem z nim przejść przez ten trudny czas, podejmując często najważniejsze decyzje.

– Nie zawsze jest możliwe, by odejście nastąpiło w domu, a rodzina często ma dylemat, czy kogoś, kogo się mocno kocha, można oddać do hospicjum. Jeśli naprawdę chcemy pomóc, to nie tylko można, ale nawet powinno się to zrobić, by ten ktoś nie cierpiał. Warto, by widz zrozumiał tę prawdę – podpowiada P. Cyrwus. Trudne emocje, które towarzyszą chorobie przeżywanej przez głównych bohaterów (problemy z opieką nad starszym ojcem i teściem, nieprzespane noce, utrata pracy przez Piotra, wzajemne pretensje), odbijają się na ich córce, która nie radzi sobie w szkole i wśród rówieśników. To przestroga, by dziecko (młodsze lub starsze) nie było w takiej sytuacji „przegapione” i odsuwane od tego, co się dzieje, bo konsekwencje mogą być tragiczne. Film, który premierę miał na początku września, ma już niemal 3 mln odsłon i nie ulega wątpliwości, że dotyka serc młodych (i nie tylko) widzów. Na koncie towarzyszącej mu zbiórki (www.pomagam.pl/pola-nadziei) jest już bowiem 138 tys. zł. – Przed laty Hospicjum św. Łazarza było budowane dzięki wdowim groszom niezliczonej liczby osób. Teraz ten wdowi grosz znów jest nam bardzo potrzebny, a losy hospicjum zależą od każdego z nas – zachęca do włączenia się w zbiórkę J. Stokłosa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama