Nowy numer 3/2021 Archiwum

To nie jest prywatna sprawa

Pandemia sprawiła, że od marca dużo więcej czasu spędzamy z rodziną. Dla wielu osób oznacza to dramat, który trudno przerwać.

Nie znaczy to też, że wcześniej w ich domach nie było przemocy. – Teraz odkryliśmy jednak, że w wielu obszarach nie znamy się i nie potrafimy ze sobą rozmawiać, a zamiast wspierać się – walczymy. Są rodziny, w których na skutek lęku, stresu, utraty pracy i dochodu, pracy zdalnej połączonej z opieką nad dziećmi pojawił się wzrost zachowań agresywnych. I nie skupiajmy się tylko na przemocy fizycznej, bo najwięcej było tej psychicznej, którą trudno dostrzec – zauważa Iwona A. Wiśniewska, dyrektor Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie, prowadzonego w Nowej Hucie przez Caritas Archidiecezji Krakowskiej na zlecenie gminy miejskiej Kraków.

SOW pomaga nie tylko mieszkańcom Krakowa, ale – poprzez kontakt telefoniczny i mailowy – osobom z całej Polski, doświadczającym przemocy i będącym w kryzysie.

Najważniejszy jest człowiek

W poważne kłopoty wpadła pani Basia*, mieszkająca w jednej z małopolskich miejscowości. Znajomi od dawna wiedzieli, że jej mąż stosuje przemoc, ale nikt nie reagował. Wiosną, gdy cała rodzina została zamknięta w domu, sytuacja stała się niebezpieczna. Dopiero podczas zdalnej lekcji syn napisał do nauczycielki, że dzieje się coś złego i to właśnie ona powiadomiła SOW. – Na początku pandemii sprawcy czuli się wręcz bezkarni – osoby uwikłane w przemoc przez całą dobę były kontrolowane i nie miały możliwości ucieczki. Bywało, że ktoś do nas dzwonił, a oprawca wyrywał telefon. Już wtedy zastanawialiśmy się, co zrobić, by osoby uwikłane w przemoc miały z nami kontakt – wspomina I.A. Wiśniewska.

Z jednej strony rozwiązaniem okazały się popularne komunikatory (Messenger, WhatsApp), a nawet możliwość napisania zwykłego e-maila, ale z drugiej – anonimowość i możliwość szybkiego zakończenia rozmowy (i nienawiązania kolejnej) utrudniały skuteczną pomoc. Dlatego to jednak poprzez telefon można było z osobą doznającą przemocy opracować tzw. awaryjny plan bezpieczeństwa, czyli wskazówki, dzięki którym zagrożona osoba wiedziała, co powinna zrobić, jeśli na przykład będzie musiała uciekać (musi mieć przy sobie dokumenty lub ich skany, leki, telefon, ładowarkę, wiedzieć, gdzie może iść, i pod żadnym pozorem nie zostawiać dzieci ze sprawcą przemocy). Co więcej, problem pojawiał się także wtedy, gdy ofiara dodzwoniła się na policję, która wiosną… nie miała czasu na interwencję, bo pilnowała osób przebywających na kwarantannie.

– Bywało, że funkcjonariusze dawali dobre rady, by rodzina załatwiła sprawę we własnym zakresie, bo to tylko kłótnia rodzinna – przyznaje I.A. Wiśniewska. – Co ważne, w przeciwieństwie do wielu ośrodków, my cały czas przyjmowaliśmy (i przyjmujemy) osoby potrzebujące pomocy (zarówno kobiety, jak i mężczyzn oraz dzieci), narażając nawet swoje zdrowie, jeśli ktoś ma potwierdzony dodatni wynik testu na COVID-19. Zdarzyło się, że pewna pani o zakażeniu powiedziała dopiero po interwencji, bo bała się, że jeśli się przyzna, nie otrzyma wsparcia. Potem zadzwoniła, mówiąc, że ten kontakt z nami uratował jej życie. Ja nie mam wątpliwości, że w takiej sytuacji zagrożenia najważniejszy jest człowiek – dodaje.

To jest nasz obowiązek

Dzięki temu, że udało się wypracować rozwiązania, które sprawdzają się w praktyce, teraz, podczas drugiej fali pandemii, łatwiej jest działać. Z kolei osobom uwikłanym w przemoc łatwiej jest uciec z domu. Ważne jest też to, że pracownicy ośrodka cały czas mają kontakt z osobami, które znajdują się pod ich opieką, jednak jeśli ktoś zastrzega, by nie dzwonić do niego (i nie narażać na niebezpieczeństwo, gdyby sprawca przemocy był świadkiem połączenia), można tylko czekać, aż ta osoba się odezwie.

– I niepokoić się, gdy milczenie trwa zbyt długo, czy znów nie dzieje się coś złego. Tak jak w przypadku pewnej starszej kobiety, która była zamykana przez rodzinę w pokoju. Nie mogła nawet wyjść do toalety – opowiada dyrektor ośrodka w Nowej Hucie. A co zrobić, jeśli mamy podejrzenia, że w rodzinie, u znajomych czy u sąsiadów dochodzi do aktów przemocy? – Reagować, bo jeśli nie interweniujemy, to współuczestniczymy w przestępstwie. Przemoc nie jest niczyją prywatną sprawą. Powinniśmy zadzwonić na policję, do nas, do ośrodków pomocy społecznej albo do innych specjalistycznych instytucji, bo tak naprawdę jest to nasz obowiązek. I pamiętajmy, że na każdym etapie życia możemy rozpocząć je na nowo – bez strachu o jutro – podkreśla I.A. Wiśniewska.

Pomoc w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie (os. Krakowiaków 46, tel. 12/425 81 70, oodp.krakowiakow@caritas.pl) można uzyskać przez całą dobę.


Imię zostało zmienione.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama