Nowy numer 29/2021 Archiwum

Serce mi pęka, ale muszę…

– Ten pionierski pomysł przetrwał, bo choć zrealizowali go ludzie, to natchnienie przyszło z nieba, od św. Jana Pawła II, a narzędziem w jego rękach była m.in. s. Cherubina, z którą przed laty współpracował – mówi o krakowskim, najstarszym w Polsce oknie życia Katarzyna Mader. W ciągu 15 lat uratowano tam 23 dzieci.

– Dzięki kontaktom pani Katarzyny z sądem i innymi instytucjami wszystko zostało maksymalnie uproszczone, bo na pierwszym planie postawiono dobro dziecka – zaznacza Agnieszka Homan, rzecznik krakowskiej Caritas. Nie kryje też, że prowadzenie kampanii informacyjnych dotyczących okna dostarczyło jej mnóstwo emocji. – Wszystkie dzieci były i nadal są dla mnie żywym cudem, a szczególnie mocno chwycił mnie za serce przypadek małego chłopczyka, przy którym mama zostawiła krótki liścik: „Kacperku, przepraszam Cię. Kocham Cię bardzo. Mama”. Nikt z nas nie miał wątpliwości, że ta kobieta musiała stoczyć dramatyczną walkę z sobą, a skoro zdecydowała się przynieść syna do okna, to znaczy, że nie miała innego wyjścia. Poprzez list dała mu jednak tożsamość. Inna mama też zostawiła przy dziecku karteczkę, na której napisała poruszające słowa: „Serce mi pęka, ale muszę to zrobić. Proszę Was, znajdźcie mu dobrych rodziców” – wspomina A. Homan.

Czasem zdarzało się, że mama (lub ktoś inny) zostawiała przy dziecku wyprawkę z ubrankami, a czasem było widać, że maleństwo trafiło do okna kilka chwil po porodzie, który nie odbył się w szpitalu, bo nawet pępowina nie była dobrze zabezpieczona. To oznacza, że okno stało się dla kobiety ukrywającej ciążę wentylem bezpieczeństwa i miejscem, gdzie postanowiła ocalić życie dziecka. – Kiedyś mieliśmy też happy end, bo mama chciała zostawić w oknie bliźnięta, a że się nie zmieściły, to zadzwoniła do nazaretanek, by dać im dzieci do rąk. Siostry porozmawiały z tą kobietą, zaproponowały konkretną pomoc i ostatecznie mama zdecydowała, że podejmie się wychowania dzieci – cieszy się ks. Kordula, a s. Estera dodaje, że podobne historie zdarzają się do dziś. – Czasem ktoś dzwoni i pyta, czy okno na pewno gwarantuje anonimowość, czy rodzice nie będą poszukiwani. Możemy wtedy rozmawiać, wskazywać sposoby rozwiązania kłopotów i zachęcać rodziców do zaopiekowania się dzieckiem. Raz na pewno to się udało. Kiedyś zadzwoniła też kobieta, pytając, czy pozostawione w oknie dziecko trafiło do szpitala. Chciała mieć pewność, że jest bezpieczne – podkreśla s. Estera.

Opatrzność czuwa nad nimi

Emocji nie brakowało też wtedy, gdy wokół okna rozpętała się burza wywołana słowami Marii Herczog z Komitetu Praw Dziecka działającego przy ONZ. W 2012 r. powiedziała ona, że okna nie służą najlepszym interesom ani dzieci, ani ich matek, że pozbawiają dziecko prawa do poznania swojej tożsamości i że należy doprowadzić do ich delegalizacji w całej Europie. Reakcja krakowskich radnych, którzy jednogłośnie stanęli po stronie okien, była natychmiastowa. – W przesłanej do premiera rezolucji napisali m.in., że „okno życia to uznana i budząca szacunek forma działalności Kościoła katolickiego na rzecz ochrony porzuconych dzieci i należy zrobić wszystko, aby mogła być kontynuowana” – zaznacza A. Homan.

Jedna z radnych – Agata Tatara – przekonywała wtedy np., że „prawo dziecka do życia jest najwyższą wartością, a prawo do znajomości rodziców jest ważne, ale z różnych przyczyn nie zawsze możliwe, bowiem matki porzucają niemowlęta z rozmaitych powodów. Bardzo często są to decyzje dramatyczne, dlatego istotne jest, że dzieci poprzez okno życia mają szanse na przeżycie”. Idei okna życia bronili także m.in. ówczesny rzecznik praw dziecka Marek Michalak, rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie Waldemar Żurek czy policja, wykazując, że nie tylko w Krakowie i w Małopolsce, ale też w całej Polsce (do dziś w różnych zakątkach kraju powstało ponad 60 okien) zmniejszyła się zarówno liczba porzuceń (były i nadal są to sytuacje absolutnie wyjątkowe), jak i zabójstw dzieci (w 2000 r. zanotowano w Polsce 47 takich przypadków, a w 2014 r. było ich tylko 4).

– W ciągu 15 lat istnienia okna pojawiały się też absurdalne zarzuty, że poprzez to miejsce zachęcamy do porzucania dzieci albo że uczestniczymy w handlu dziećmi. A my, jako Caritas, zawsze podkreślaliśmy, że oddanie dziecka do okna to ostateczność. Zawsze też dziękowaliśmy mamie pozostawionego dziecka, że nie naraziła jego życia na niebezpieczeństwo – podkreśla A. Homan, a K. Mader przekonuje, że wszystkie dzieci z krakowskiego okna życia są szczęśliwe w rodzinach adopcyjnych. Są zdrowe, dobrze się rozwijają, mają mnóstwo energii i wiele różnych talentów. – Serce się cieszy, gdy na nie patrzę, bo ze wszystkimi mam kontakt i jestem przekonana, że opatrzność Boża czuwa nad nimi – zapewnia K. Mader.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama