Nowy numer 37/2021 Archiwum

Pani na sześciu chałupach

Niełatwo tu trafić, nawet z pomocą nawigacji samochodowej GPS. Głęboko ukryta w lesie, na wzniesieniu na zakrzowskim Studzieńcu, ukazuje się Zagroda Apolonia – niezwykły prywatny skansen, gdzie mieszka znana konserwatorka zabytków Elżbieta Graboś.

Zagroda powstawała latami na bazie dwóch rodzinnych domów – prababki Apolonii i babki Marii. Później dołączyły do nich domy skazane na zniszczenie z Targowiska, Niepołomic i Podłęża. Teraz „składa się” zaś 200-letnia chałupa, przeniesiona z krakowskich Mydlnik. Zagroda na Studzieńcu koło Podłęża (gmina Niepołomice) nie jest zresztą skansenem w sensie ścisłym. Jej domy bowiem żyją. W jednym z nich mieszka gospodyni, w drugim gości pracowników i odwiedzających, w kolejnym ma swoją pracownię, a inne domy czekają jeszcze na swoje przeznaczenie.

U babki Marii

Na pierwszy rzut oka widać tu tylko jeden ukryty wśród zieleni, nieco bajkowy domek. Można go zobaczyć, gdy przejdzie się po chybotliwej desce, ułożonej nad rowem pełnym wody, a potem wspinając się na wzniesienie po kamiennych schodach, których czasem pilnuje dorodny kocur. Na zagrodę to nie wygląda, raczej na dworek. – Ta chałupka stała tu zawsze. Wychowałam się w niej. To dom mojej babki Marii Pirowskiej, najmłodszy z domów, które posiadam, wybudowany w 1933 roku. Miał być wyburzony, gdy mama wybudowała nowy, murowany. Po wielu prośbach i błaganiach odstąpiono mi prawnie dom babki. Był jednak w stanie „śmierci technicznej” i długo musiałam go remontować. Podobny „wyrok” otrzymały inne moje domy – mówi gospodyni. W pokoju gościnnym stoi drewniane łóżko z poduchami, na ścianach wiszą święte obrazy – pamiątki z odpustu w Kalwarii Zebrzydowskiej z 1902 r., a pod ścianą stoi barwna skrzynia wianowa prababki Apolonii. Kuchnię i łazienkę przerobiono z... kurnika, z kolei w miejscu, gdzie jest salon pani Elżbiety, była kiedyś mała stodółka. Teraz miejsce to jest nie do poznania. Powiększono je i podwyższono. Na wysokiej ścianie wiszą obrazy gospodyni, a nad nimi – hen, hen wysoko – umieszczono półkoliste okno z kwiatami na parapecie. – Gdy niektórzy pytają, w jaki sposób podlewam te kwiatki, zaczynam się śmiać i mówię: „No przecież baba to projektowała” – żartuje gospodyni. Zagadka podlewania kwiatów umieszczonych na poziomie I piętra wyjaśnia się, gdy przejdziemy na przestrzał przez dom babki Marii i wejdziemy schodami na najwyższy poziom wzgórka. Teraz okazuje się, że z tamtej strony parapet okna salonowego sięga... zaledwie do kolan.

Apolonia była pierwsza

Dopiero na samej górze widać też w całej okazałości chałupę prababki Apolonii. Stoi przy niej stara jabłonka, rosną malwy. Rośliny królują zresztą na całym terenie zagrody. Są tu glicynia, róże, marcinki, orliki, kocimiętka, janowiec, maciejka, kurdybanek, przytulia czepna, funkie. Dom prababki Apolonii Taraski z domu Baj zawsze stał w tym miejscu. Ona jako pierwsza osiedliła się na Studzieńcu. – Pochodziła z pobliskich Brzegów. Była ciekawą osobą. Tercjarka, związana z klasztorem franciszkanów reformatów w Wieliczce, przyjaźniła się z bratem Alojzym Kosibą. Bywał tu. Odwiedzał ją, gdy już była żoną i matką. Miała troje dzieci, między które podzieliła tę hektarową działkę. Pieniądze na nią zarobiła, będąc służącą w Krakowie w okresie Młodej Polski, m.in. u znanych lekarzy – mówi pani Elżbieta. – Dzieciom wybrała imiona związane z sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej, do którego pielgrzymowała pieszo. Córkę, moją babcię, ochrzciła jako Marię, synowi dała na imię Franciszek, a najmłodszej córce – Magdalena. Tradycja pielgrzymowania długo utrzymywała się w rodzinie. Gdy byłam dzieckiem, także chodziłam pieszo, wraz z siostrą mojej babki, „do Kalwaryi”, jak powiadano. Zachowały się nawet przyniesione stamtąd pamiątki – dodaje gospodyni. Prababka zamieszkała w swoim domu w 1890 roku. Tradycja mówi, że dostała go w wianie. Musiał być przeniesiony na to miejsce, a potem stopniowo rozbudowywany, co widać po zbadaniu cech konstrukcyjnych poszczególnych pomieszczeń. Jest to typowo podkrakowska chałupa. – Kupiłam ją w 1998 r. wraz z działką od spadkobierców osób, którzy z kolei kupili ten dom po wojnie. Byli po ciężkich przejściach wojennych, niezbyt zaradni, dlatego niewiele przy domu robili, nie przebudowywali go i dzięki temu przetrwał w stanie pierwotnym, choć wewnątrz był bardzo zapuszczony. Dach był pokryty eternitem, zmieniłam go na drewniany gont – wyjaśnia właścicielka. Za renowację domu prababki Apolonii właścicielka dostała w 2020 r. prestiżową Nagrodę im. Mariana Korneckiego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama