Nowy numer 37/2021 Archiwum

Nasz kardynał

Kraków nie ochłonął jeszcze po emocjach Światowych Dni Młodzieży, ulice miasta wciąż wypełniały grupy pielgrzymów, gdy umierał jego wieloletni metropolita. Odszedł 5 lat temu, 2 sierpnia, w odpust Porcjunkuli. „Matka Boża Anielska zabrała go do nieba” – mówił wówczas bp Damian Muskus OFM.

W Krakowie żywe jest przekonanie, że kard. Macharski swoim cierpieniem w ostatnich dniach życia „otaczał opieką” młodzież całego świata, zgromadzoną wówczas pod Wawelem. Mówił o tym już bp Grzegorz Ryś podczas pierwszej Mszy św. przy trumnie kardynała w sanktuarium Ecce Homo. „Ja mam odpowiedź, dlaczego te dni przebiegły w taki sposób. Myślę, że też macie tę odpowiedź i ona jest w tej trumnie. I kiedy ta miara, którą trzeba było dopełnić, została dopełniona, to Pan Bóg dziś rano o 9.37 powiedział: »Dość, już wystarczy. Miara jest dopełniona. Amen«. Ja też w tym miejscu mówię: amen. I mówię: księże kardynale, wszyscy cię kochamy” – podkreślał ówczesny krakowski biskup pomocniczy.

Ta miłość przejawiała się w prostych słowach. „Nasz kardynał” – mawiali o nim krakowianie. „Kiedyś wyraził taką myśl, że dla kapłanów krakowskich jego pokolenia, kiedy pada to słowo, myśl zwraca się spontanicznie do kard. Stefana Sapiehy. Dla kapłanów mojego pokolenia w archidiecezji krakowskiej słowo »kardynał« kojarzy się spontanicznie z postacią Franciszka Macharskiego” – wyjaśniał we wspomnieniu o następcy kardynałów Sapiehy i Wojtyły ks. Andrzej Dobrzyński.

Wiele osób ma nadzieję na proces beatyfikacyjny kard. Macharskiego. Na Facebooku powstała grupa, której członkowie modlą się o to każdego 2. dnia miesiąca. Z prośbą o wszczęcie procesu napisali już do Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Założycielem grupy jest Tomasz Kowacz, lekarz z Nowego Jorku. Spotkał kard. Macharskiego tylko raz, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. – Po odwiedzinach grobu św. Faustyny spacerowaliśmy z moją przyjaciółką, obecnie żoną, obok klasztoru, gdy wyszedł z niego kardynał. Podeszliśmy do niego, a ja pocałowałem go w pierścień – wspomina. Kardynał Macharski rozmawiał z nimi po angielsku, a na pożegnanie objął ich i przytulił. – Jak ojciec. Tego momentu nigdy nie zapomnę. Czułem jego świętość – mówi dziś z przekonaniem lekarz. – W mojej codziennej modlitwie pojawia się bardzo często – wspomina s. Bożena Leszczyńska OCV, która pracuje w dziecięcym szpitalu w Prokocimiu, gdzie często spotykała kard. Franciszka. – Widziałam, jak z czułą troską i z wielkim wzruszeniem pochylał się nad cierpiącymi dziećmi. To samo wzruszenie dostrzegałam wtedy, gdy odprawiał Mszę św. Ciche łzy płynące po jego twarzy mówiły same za siebie – dodaje.

Franciszek Mróz przyjechał na studia do Krakowa niemal 30 lat temu. Kardynał Macharski stał mu się bliski ze względu na wspólnego patrona. – Spotykałem go na ulicach, na Plantach, w kościołach, często chodziłem na odprawiane przez niego Msze – opowiada, podkreślając ciepło i życzliwość ówczesnego metropolity. Ostatnie wspomnienie kard. Franciszka wiąże się dla jego imiennika z odwiedzinami u sióstr albertynek. – To było kilka miesięcy przed jego śmiercią. Skądś wracał, wyszedł z samochodu z serdecznym uśmiechem i podniósł rękę na powitanie – mówi F. Mróz. Towarzyszką ostatnich lat kard. Macharskiego była albertynka s. Dolorosa. – Czuję jego wsparcie dziś chyba nawet bardziej niż wtedy, gdy żył. Nie prosiłam go o wiele, ale widziałam, jak modli się w sprawach różnych osób i jak skuteczna jest ta jego modlitwa – wyznaje.

W albertyńskiej chatce przy sanktuarium Ecce Homo kard. Macharski spędził lata emerytury. Siostry przechowują jego osobisty kalendarz z 2005 r., w którym pod datą 21 czerwca zanotował: „U sióstr albertynek z prośbą o przytułek”. – Tego dnia kard. Franciszek przyjechał do naszej wspólnoty i humorystycznie zapytał: „Czy siostry przyjmą mnie na przytułek?” – wspomina s. Michaela. Kolejny zapisek nosi datę 4 sierpnia: „Zamieszkałem u sióstr albertynek”. – Był naszym domownikiem. Gdy wychodził na spacery, widziałyśmy, jak cieszą go przyroda, kwiaty, jak u św. Franciszka z Asyżu – opowiada s. Michaela. – Imponowała nam jego cichość, nawet pewne wycofanie. Był jednak bardzo wrażliwy na drugiego człowieka, potrafił dostrzec to, co najważniejsze – dodaje s. Lidia. – Kiedyś szłam szybko przez ogród, on akurat stał w chatce na balkonie. Nagle słyszę wołanie: „Halo, halo, obywatelko!”. Chciał chyba, żebym zwolniła tempo – śmieje się zakonnica. Wielkim przeżyciem dla niej były Msze sprawowane przez kard. Macharskiego. – Gdy dochodziło do Przeistoczenia, łzy same płynęły mu po policzkach. Był zjednoczony z Chrystusem – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama