Nowy numer 42/2021 Archiwum

Katedrą żył do końca

Wstępując na wawelskie wzgórze, doskonale zdawał sobie sprawę, że musi zmierzyć się z ogromnym skarbem chrześcijańskiej wiary, a jednocześnie historii i kultury naszej ojczyzny. Egzamin zdał celująco.

O tym, że ks. Zdzisław Sochacki, proboszcz parafii archikatedralnej św. Stanisława i św. Wacława, choruje na serce, wiadomo było od dawna, jednak sam twierdził, że to nic poważnego. – Był przygotowywany do operacji, ale w czwartek 2 września (który był pierwszym czwartkiem miesiąca) miał wyjść ze szpitala. No i wyszedł, ale do domu Ojca, bo Bóg wezwał go do siebie w Godzinie Miłosierdzia – mówi ks. inf. Bronisław Fidelus, emerytowany proboszcz bazyliki Mariackiej, należący do Kapituły Metropolitalnej.

Ksiądz prof. Robert Tyrała, rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła i prokurator Kapituły Metropolitalnej, wspomina natomiast, że kiedy ks. Sochacki w 2007 r. został proboszczem na Wawelu, mówiło się, iż będzie odnowicielem katedry. – I rzeczywiście tak się stało, bo była coraz piękniejsza i otwarta dla ludzi. Ogromne znaczenie miał też dla niego kult świętych. Święta Jadwiga, królowa, św. Stanisław, biskup i męczennik, i św. Jan Paweł II byli jego przewodnikami w codzienności – podkreśla ks. prof. Tyrała.

Nie ma również wątpliwości, że zmarły był bardzo gorliwym kapłanem i mocno wierzącym chrześcijaninem. – Czasem sprawy stawiał twardo i jednoznacznie, co nie wszystkim się podobało, ale za tą jego postawą kryła się nade wszystko wielka miłość do katedry, do powierzonego mu skarbu. Katedrą i jej duchem żył bowiem każdego dnia, od początku do końca, i pewnie nawet wtedy, gdy był na urlopie, to myślał o Wawelu – mówi ks. prof. Tyrała. Dodaje także, że ks. Sochacki bardzo dbał o szczegóły przez innych może niedostrzegane i troszczył się o ludzi, choćby o wawelskich dzwonników. Zawsze gdy ktoś miał problem, starał się podać rękę i znaleźć rozwiązanie. – Ta troska o człowieka była również widoczna w dyskusjach, jakie się z nim prowadziło, także na tematy trudne i bardzo poważne. I to było w nim piękne – zaznacza ksiądz profesor.

Ksiądz prof. Jacek Urban, dziekan Kapituły Metropolitalnej, wspomina natomiast, że gorliwość była cechą charakterystyczną ks. Sochackiego od samego początku jego kapłaństwa. – W parafii Chrystusa Króla w Bielsku-Białej-Leszczynach, gdzie razem pracowaliśmy, po dniu spędzonym w kościele i salce katechetycznej wieczorami podejmował duszpasterstwo oazowe i duszpasterstwo rodzin. Troszczył się o wspólnoty, dobrze rozumiejąc ich znaczenie dla Kościoła dziś i jutro – opowiada ks. prof. Urban.

W 1989 r. ks. Sochacki został skierowany do pracy w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej jako prefekt i ekonom. Spędził tam 18 lat, a zdobyte doświadczenie wykorzystał później, obejmując probostwo na Wawelu. – Dzięki niemu kaplica Batorego stała się miejscem całodziennej adoracji Najświętszego Sakramentu, a każdy dzień w katedrze kończyły nabożeństwo i wieczorna Msza św. Kaplica króla Jana Olbrachta stała się miejscem nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, a kaplica bp. Jana Konarskiego – miejscem nabożeństwa do św. Jana Pawła II. Odnowiony został też ołtarz krzyża św. Jadwigi. Po lewej jego stronie ksiądz prałat polecił w gablotach umieścić składane na tym miejscu wota. Dbał również o nowennę przed świętem św. Jadwigi. Gromadził przy krzyżu i integrował Federację Szkół św. Jadwigi Królowej. Odnowił też groby królewskie, które stały się wizytówką katedry – wylicza ks. prof. Urban i dodaje, że zmarły kapłan stał się także kustoszem grobu pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich, poczynając od organizacji ich pogrzebu, przez przewodniczenie miesięcznicom smoleńskim, po troskę o sarkofag.

Co ważne, mimo choroby ks. Sochacki cały czas snuł plany na przyszłość. – Katedrą zawiadywał także ze szpitalnego łóżka. Nieoczekiwana śmierć plany udaremniła, ale to, co pozostawił, to bogate naręcze owoców jego pracy – podkreśla ks. prof. Urban.

Arcybiskup Marek Jędraszewski, żegnając wawelskiego proboszcza podczas uroczystości pogrzebowych, mówił z kolei, że obejmując pieczę nad katedrą, ks. Sochacki miał świadomość, iż obejmuje ogromne dziedzictwo, za które jest odpowiedzialny i które ma przedłużać oraz przekazywać kolejnym pokoleniom Polaków. Zdaniem metropolity krakowskiego, katedra była wręcz jego „ukochaniem”. Za wszystkie zasługi w pracy duszpasterskiej i działalności społecznej prezydent Andrzej Duda pośmiertnie odznaczył proboszcza wawelskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Z kolei prezydent Węgier Janos Ader przyznał Krzyż Kawalerski Węgierskiego Orderu Zasługi, za „aktywną rolę w pielęgnowaniu kultu wspólnych świętych i rozwoju stosunków między polską i węgierską wspólnotą kościelną”.

Ksiądz Sochacki spoczął w grobowcu Kapituły Metropolitalnej na cmentarzu Rakowickim.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama