Nowy numer 33/2022 Archiwum

Wymyślony we śnie

Krakowski Salon Poezji Anny Dymnej obchodzi jubileusz dwudziestolecia działalności. W tym czasie odbyło się już kilkaset spotkań.

Obserwując, jak ludzie reagują na spektaklach teatralnych na strofy poezji, aktorka postanowiła niegdyś, by mogli z nią obcować bez barier, na bezpłatną wejściówkę, w pięknym wnętrzu. Swój salon poetycki zobaczyła... we śnie.

„Coraz mniej poezji w naszych czasach, a przecież jest nam ona bardzo potrzebna!” – tak pomysłodawczyni witała gości 20 stycznia 2002 roku, inaugurując w foyer Teatru im. Słowackiego spotkania Krakowskiego Salonu Poezji, w którego trakcie czytała wiersze ks. Jana Twardowskiego. Po darmowe wejściówki trzeba było długo stać w kolejce. „Jest to potwierdzenie, że człowiekowi bardzo potrzebny jest kontakt z poezją” – powiedział wówczas gospodyni salonu kard. Franciszek Macharski. Założycielka Salonu wspominała potem, że to właśnie wiersze ks. Twardowskiego o miłości przyniosły szczęście i powodzenie całemu przedsięwzięciu.

Od tej pory spotykała się z publicznością co niedzielę, najpierw w Teatrze Słowackiego, a od 2020 roku w swoim macierzystym Narodowym Starym Teatrze. Do współudziału zapraszała zarówno sławnych aktorów, jak i tych początkujących. Czytano i czyta się nadal zarówno wiersze klasyków, jak i poetów współczesnych. Słowu towarzyszy zawsze muzyka. Odbyło się już 700 salonowych spotkań. Wzięło w nich udział ponad 100 tys. słuchaczy.

Niekiedy odczytywane wiersze dostarczały szczególnych wzruszeń. Tak było, gdy w 2015 roku w trakcie 500. Salonu Anna Dymna i Jerzy Trela czytali wiersz Czesława Miłosza „Orfeusz i Eurydyka”. Żadna z osób na widowni, które wiedziały, że niedawno zmarła ukochana żona aktora, nie mogła bez poruszenia słuchać, gdy czytał słowa:

„Dniało. Ukazały się załomy skał/ Pod świetlistym okiem wyjścia z podziemi./ I stało się jak przeczuł. Kiedy odwrócił głowę,/ Za nim na ścieżce nie było nikogo./ Słońce. I niebo, a na nim obłoki./ Teraz dopiero krzyczało w nim: Eurydyko!/ Jak będę żyć bez ciebie, pocieszycielko!/ Ale pachniały zioła, trwał nisko brzęk pszczół./ I zasnął, z policzkiem na rozgrzanej ziemi”.

To, że owo przedsięwzięcie poetyckie potrwa tak długo, nie było wcale na początku pewne. – 20 stycznia 2002 roku w foyer Teatru Słowackiego zrobiliśmy pierwsze spotkanie z poezją, z wielkim niepokojem, bo było tysiące pytań. „A któż to pani przyjdzie?”, „A tu mi kaktus wyrośnie, jak to się uda!” – wspominała 23 stycznia Anna Dymna w trakcie spotkania w Starym Teatrze początki Salonu. Tych kaktusów musiało wyrosnąć od tego czasu całkiem sporo, skoro Salon odbył się już po raz siedemsetny. Tym razem, tak jak dwadzieścia lat temu, w całości poświęcony był poezji księdza Jana Twardowskiego. Wiersze czytali: Anna Dymna, Bronisław Maj, Waldemar Raźniak, Jacek Romanowski, Józef Opalski, Krzysztof Orzechowski i Maciej Jackowski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama