Nowy numer 21/2022 Archiwum

Jałówka w bagażniku

Nowotarska wystawa pt. „Podhalańskich kółek czar” ukazuje w bardzo ciekawy sposób historię motoryzacji pod Tatrami, ale przy okazji stanowi okazję do zobaczenia codziennego życia górali na przestrzeni 100 lat.

Wernisaż odbył się w nowotarskiej restauracji Ruczaj. Wewnątrz zaparkował nawet fiat 126p, zwany popularnie maluchem. Był też motor pamiętający czasy PRL. – To naprawdę niezwykła podróż, którą zaczęliśmy w okresie przedwojennym. Dawniej samochody były wyznacznikiem odpowiedniej pozycji społecznej, bo przecież kogo na nie było stać? – tłumaczy Łukasz Worwa, jeden z inicjatorów wystawy. Nowotarżanin prowadzi w mieście zakład samochodowy, który przejął po śmierci swojego taty Adama Worwy, znanego społecznika. W tym roku mija 60 lat od założenia rodzinnej firmy.

Czym przyjechał prezydent?

Świetnym przewodnikiem po wystawie okazał się Jacek Sowa, dziennikarz zajmujący się tematyką motoryzacyjną. Nie pominął żadnego zdjęcia przy opisie. Do szczególnych fotografii, które znalazły się na wystawie, należy m.in. ta, na której widać, jak swoim samochodem w 1928 r. przejeżdżał przez Nowy Targ prezydent Ignacy Mościcki. Polityk na zdjęciu prezentuje się na tle amerykańskiego packarda o mocy 100 KM. Jest to najstarsza fotografia na wystawie. Z lat 50. ubiegłego wieku jest zdjęcie zrobione przy wjeździe do Nowego Targu na drodze od strony Gronkowa. – Pewnie to był czwartek, bo ruch na drodze jest spory. Tyle że zamiast samochodów do miasta zmierzają furmanki – śmieje się Ł. Worwa. – Historia motoryzacji wiąże się z historią kraju czy regionu, bo widzimy, jak ludzie byli ubrani, dokąd jeździli – zauważa dziennikarz. – W czasach, kiedy na naszych podhalańskich drogach widziało się więcej pojazdów zaprzęgowych niż budzących powszechną zazdrość samochodów, każda możliwość przejażdżki stanowiła nie lada atrakcję – podkreśla J. Sowa

Syrenki, a nawet ople

Cenne są też zdjęcia autobusów, które zabierały gości z dworca kolejowego w Nowym Targu czy odjeżdżały z dworca usytuowanego dawniej na rynku. Są i takie fotografie, na których widzimy, jak górale potrafili przewieźć w dużym fiacie... małą krowę. Z fotografii uśmiechają się też nowotarżanie prowadzący syrenki, warszawy, a nawet... ople. – Były i zachodnie marki w naszym mieście. Proszę jednak pamiętać, że trzeba było mieć fortunę na ich obsługę, np. odpowiednie oleje, które należało kupić za dolary, stąd górale specjalizowali się w robieniu podmianek – mówił z wielką satysfakcją J. Sowa. Dzięki eksponowanym zdjęciom poznajemy wielu bohaterów związanych z motoryzacją w stolicy Podhala. Jednym z nich był Władysław Łapsa, który miał warsztat przy ul. św. Anny. – Nie było dla niego rzeczy niemożliwych, o czym przekonał się turysta z Francji, który na początku lat 60. dotarł na Podhale. Tu zepsuła mu się skrzynia automatyczna w jego citroenie. Na nową, oryginalną część właściciel musiałby wówczas czekać kilka tygodni. Nasz mechanik utoczył mu wał, dzięki któremu samochód mógł jechać dalej – opowiadał J.Sowa. Ale to nie koniec tej historii. Obywatel Francji sowicie odpłacił się za usługę motoryzacyjną, stąd pan Władysław stał się jedną z najbogatszych osób w mieście. W rodzinie Łapsów i dzisiaj nie brakuje cudotwórców samochodowych. Wnukiem W. Łapsy jest Mariusz Szewczyk, który już dwukrotnie zdobył tytuł Mechanika Roku.

Czas na album

Wystawa „Podhalańskich kółek czar” jest niewątpliwie przedsmakiem przygody z historią motoryzacji na nowotarskiej ziemi i nie tylko. – Zdjęcia umieszczone na wystawie, ale także wiele innych złożą się na album z opowiadaniami J. Sowy. Chcielibyśmy wydać go jeszcze w tym roku – zapowiada Ł. Worwa i zaprasza do zobaczenia wystawy. Ekspozycja będzie dostępna do końca roku. Powinni się też z nią zapoznać uczniowie szkół średnich w mieście, bo to będzie dla nich bardzo ciekawa lekcja historii o małej ojczyźnie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama