Nowy numer 48/2022 Archiwum

Jedyny taki duet

Lekarz anestezjolog i artysta z Wydziału Architektury ASP w Krakowie ręce wykonywane w technologii 3D i modele przedoperacyjne tworzą od kilku lat. Dopiero teraz ich osiągnięcia zostały docenione za oceanem. To, co zrobili, pomogło uratować dziecko, które urodziło się z otwartą czaszką.

Maluch przyszedł na świat w Rzeszowie i szybko został przetransportowany do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu, na Oddział Patologii i Intensywnej Terapii Noworodka, gdzie wykonano szczegółową diagnostykę. Operować zgodził się prof. Łukasz Krakowczyk z Centrum Onkologii w Gliwicach. Do zabiegu, który finalnie odbył się w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, konieczne było jednak bardzo dokładne przygotowanie chirurga, a kluczem do sukcesu okazał się model czaszki dziecka. Zrobienia go podjęli się Krzysztof Grandys (pracujący na co dzień w USD w Prokocimiu, na Oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii), założona przez niego Fundacja „e-Nable Polska”, Paweł Ozga oraz firma technologiczna Sygnis SA.

150 rąk

Już pierwszy model czaszki, można powiedzieć roboczy, który powstał w maksymalnie krótkim czasie od wykonania tomografii komputerowej (5 dni), zyskał uznanie prof. Krakowczyka. Lekarz powiedział, że chce dostać taki model w skali 1:1. Tu już niezbędna była pomoc firmy Sygnis, która dysponuje odpowiednim sprzętem i która od momentu odebrania prośby o wydruk 3D modelu czaszki do wyznaczonego czasu operacji miała zaledwie 96 godzin na wykonanie zadania. I każda minuta była na wagę złota. Efekt był taki, że natychmiast rozpoczął się druk, i to na dwóch drukarkach, z wykorzystaniem dwóch różnych technologii, by wykluczyć ryzyko niepowodzenia i błędu podczas operacji. Po 26 godzinach modele były już transportowane do szpitala. – Po operacji profesor opowiadał, że model pomógł mu w podejmowaniu decyzji, co powinien zrobić, by wszystko dobrze się skończyło. Ostatecznie nie było potrzeby przeszczepiania płatów skóry, co u tak małego dziecka jest bardzo skomplikowane, a prof. Krakowczyk zadziałał – mówiąc żartobliwie – niczym czarodziej, bo przesunął płat skóry, który z definicji jest nieprzesuwalny i nieelastyczny. Jako anestezjolog pracuję od wielu lat, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Dziurę w głowie (mózg był przykryty jedynie przezroczystą, cienką błoną) udało się zamknąć i zabezpieczyć przed ewentualnym zakażeniem – mówi lekarz inż. K. Grandys.

Jego przygoda z drukiem 3D rozpoczęła się w 2006 roku. Techniką zawsze się pasjonował i gdy usłyszał, że Adrian Bowyer zbudował prototyp drukarki 3D z przeznaczeniem dla użytkowników domowych, postanowił zrobić sobie prezent. Chciał bowiem wykorzystać drukarkę do tego, by połączyć medycynę, czyli swój chleb codzienny, z nowoczesną technologią. Pierwsze, wtedy jeszcze małe sukcesy były zachętą, by doskonalić warsztat i szukać czegoś więcej. Po jakimś czasie trafił do organizacji e-Nable (Enabling The Future), będącej siecią kilku tysięcy rozsianych po całym świecie wolontariuszy pomagających ludziom, którzy nie mogą sobie pozwolić na tradycyjne protezy (nowoczesna proteza bioniczna kosztuje mniej więcej tyle, ile mercedes klasy S). Od 2016 r., kiedy został wolontariuszem e-Nable i założył fundację pod tą samą nazwą, wykonał już ok. 150 sztucznych rąk, z których korzystają osoby z wadami wrodzonymi, po wypadkach, amputacjach czy pacjenci onkologiczni. – Nie nazywamy ich jednak protezami, bo nie są produktami medycznymi – nie posiadają medycznych atestów i nie wprowadzamy ich na rynek, więc robimy je za darmo, choć mile widziane są datki na cele statutowe fundacji. Kończyny 3D wykonujemy na prośbę i odpowiedzialność konkretnej osoby – tłumaczy K. Grandys.

Co ważne, ręce wydrukowane w technologii 3D mają pewną przewagę nad protezami kosmetycznymi – posiadają funkcję chwytną. Warunkiem kwalifikacji osoby zgłaszającej się z prośbą o rękę 3D jest więc taki ubytek kończyny, który pozwala wykorzystać ruch zgięcia ręki w łokciu lub nadgarstku. – Protezy dostają głównie dzieci (z całej Polski; Kraków jest jedynym tego typu ośrodkiem w całym kraju, a dziecko musi mieć skończone 3 lata), które cieszą się, że mają kolorową rękę Supermana, stają się bardziej samodzielne i nie wstydzą się już przed rówieśnikami. Dorosłym też pomagamy, a największą radością jest świadomość, że w jakimś stopniu odmieniło się czyjeś życie – że ktoś może się samodzielnie napić, uczesać, jeździć na rowerze albo... odkurzyć mieszkanie – mówi K. Grandys.

Pawła Ozgę poznał kilka lat temu, gdy ten miał już na koncie wykonanie różnych części ciała 3D (np. modelu bioder dorosłej osoby), z których korzystali najpierw lekarze z Zakopanego, a potem już z całej Polski. Jak się okazało, gra była warta świeczki, bo ASP, jako jedyna uczelnia artystyczna w Europie, posiada licencję na oprogramowanie do wykonywania tzw. segmentacji 3D.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy