O tym, dlaczego prowadzenie firmy opartej o wartości chrześcijańskie jest niezwykłym, ale i niełatwym doświadczeniem, rozmawiamy z Haliną Marchut i Tomaszem Balonem-Mroczką, właścicielami krakowskiego Domu Wydawniczego "Rafael", który niedawno obchodził 25-lecie istnienia.
Łukasz Kaczyński: Skąd pomysł, by w 2000 r. założyć firmę Rafael i czy było warto?
Tomasz Balon-Mroczka: Wspominam to jako sprawę opatrznościową. Po kilku latach spędzonych w mediach katolickich straciłem nagle pracę. Miałem 29 lat, żonę i małe dziecko, głowę pełną pomysłów, ale za mało odwagi, żeby realizować je "na swoim". Utrata pracy była jednak impulsem, by spróbować. Jestem przykładem, że trudne doświadczenie może być błogosławieństwem. Pan Bóg w bonusie postawił wtedy na mojej drodze ludzi, bez których nie byłoby Rafaela. Moją wspólniczkę, Halinę Marchut, z którą od 25 lat świetnie się rozumiemy i uzupełniamy, ks. Rafała Buchingera czy ks. Zygmunta Kosowskiego, który przez pierwsze lata bardzo nam pomagał i tak naprawdę był głównym napędowym dziecięcych lat Rafaela.
Co było najpiękniejszym, a co najtrudniejszym doświadczeniem w czasie tych 25 lat?
Halina Marchut: Mam nadzieję, że najpiękniejsze doświadczenia wciąż przed nami. Najbardziej cieszy mnie to, że Rafael jest stabilny i że tak się rozrósł. Cieszy, że dzisiaj nie tylko wydajemy książki, produkujemy i dystrybuujemy filmy w kinach, ale znajdujemy inwencję i radość z produkcji także innych drobiazgów z wartościami - słodycze, perfumy, drobne gadżety. Tak odczytuję naszą misję w świecie współczesnym, by ludzie dzięki kontaktowi z rzeczami z religijną nazwą czy przesłaniem nie zapominali o świecie sacrum.
T.B.-M.: Mógłbym stworzyć długą listę jednych i drugich. Ale pozwolę sobie na coś bardzo osobistego. Czymś, co szczególnie kolekcjonuję w pamięci, to spotkania z niezwykłymi ludźmi. Dzięki naszej działalności poznałem nietuzinkowe postaci Kościoła, dziennikarstwa, literatury, filmu bądź biznesu. W sposób wyjątkowy wspominam spotkanie z Newtem Gingrichem, byłym spikerem Izby Reprezentantów. Na początku lat 90. studiowałem politologię, byłem zafascynowany Ronaldem Reaganem, interesowałem się szczególnie polityką amerykańską. W tamtym czasie liderem republikanów w Kongresie był Newt Gingrich, który był autorem jednej z najbardziej błyskotliwych strategii wyborczych w dziejach polityki tzw. Kontraktu z Ameryką. Byłem zachwycony jego działaniami i postacią. Gdy 15 lat później - przy okazji dystrybucji w Polsce jego filmu - siedziałem z nim na kolacji przy jednym stole, gdy mogłem zapytać o tyle rzeczy, o których wcześniej mogłem tylko czytać, gdy mogłem pokazać mu mój ukochany sakralny Kraków to czułem, że dostałem z nieba nagrodę.
Czy łatwo jest prowadzić biznes oparty na wartościach chrześcijańskich w dzisiejszym świecie?
H.M.: - Jeszcze nie jest to zabronione. Powiem tak. 25 lat temu można było prowadzić ten biznes ,nie wychylając się zanadto poza niszę, w której się jest. Dzisiaj czasy są inne. Trzeba to oczywiście dostrzec, zrozumieć potrzebę chwili i robić swoje. Może dzisiaj mamy nawet łatwiej, jeżeli w hipermarketach przed świętami nie kupimy szopki, Pana Jezuska w żłóbku czy Świętej Rodziny.
T.B.-M.: - Nie mam porównania, nie prowadziłem biznesu "niemisyjnego". Staram się często przypominać sobie, ale też moim współpracownikom, że to nie jest zwykła praca, że mamy skromny udział w pielęgnacji winnicy Pańskiej. Niejednokrotnie przywołuję świadectwa osób, które po lekturze naszych książek przeżyły nawrócenie, mamy świadectwo dziewczyny, która po seansie naszego filmu odwołała wyjazd do Czech na aborcję, mamy list matki i żony, która opisała nam jak wspólny z mężem seans innego naszego filmu uratował ich małżeństwo. To jest paliwo do pracy, którego pewnie nie znajdzie się w innym biznesie.
Jakich wydarzeń z dziejów firmy nie można ominąć przy okazji jubileuszu?
H.M.: - Na pewno trudno nie wspomnieć wydawanych przez nas wielkonakładowych pozycji związanych z osobą Jana Pawła II. To złoty okres dla wszystkich katolickich wydawnictw. A że wyobraźni ludziom w Rafaelu nigdy nie brakowało, tych pozycji wydaliśmy naprawdę sporo. Wręcz anegdotycznie wspominamy dystrybucję kaset VHS z filmem "Pasja". To akcja, którą pamiętam do dzisiaj. Byliśmy malutką jeszcze firmą, a musieliśmy zebrać milion złotych (rok 2004!), by zakupić prawa do wyłącznej dystrybucji w Polsce. Kosztowało nas to ogromnie dużo stresu i pomysłowości, ale zahartowało firmę na lata.
T.B.-M.: - Bardzo znacząca i ważna była decyzja w 2014 roku o zaangażowaniu Rafaela w rynek filmowy. Rafael Film to dzisiaj jeden z najważniejszych podmiotów na świecie propagujących kino z ewangelicznymi wartościami.
Jak zmieniał się charakter firmy czy też poszczególne działy na przełomie tych lat?
T.B.-M.: - Rozpoczynaliśmy jako wydawnictwo, ale reagowaliśmy z jednej strony na potrzeby, z drugiej na wyzwania współczesnego świata. Połączenie tych dwóch elementów w zasadzie opisuje nasz charakter. Z potrzeby postanowiliśmy rozwinąć w Polsce dystrybucję i produkcję kina religijnego czy stworzyć firmę-córkę San Gabriele, która produkuje bardzo piękne i pełne ducha dewocjonalia. Tego wcześniej nie było. Ale już wejście w ostatnim czasie w produkcję słodyczy czy perfum to było wyzwanie. Bojaźliwość religijna wiernych, laicyzacja, agresywna retoryka antykościelna, coraz częstsze przekonanie, że nie ma miejsca w sferze publicznej na wartości religijne skłoniły nas przekornie do tego, by "zaatakować" świecki świat miękkimi, ciepłymi, przyjaznymi treściami religijnymi w sferze, w której się nie spodziewa.
H.M.: Św. Paweł pisał: "Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego robicie, wszystko na chwałę Boga czyńcie". Dlatego produkujemy słodycze z prawdziwym wizerunkiem św. Mikołaja, czekoladę z tradycyjnym podziękowaniem "Bóg zapłać" na opakowaniu, pyszne galaretki "Boguchwałki" czy rzemieślnicze bombonierki "Ogród Biblijny" z owocami, o których można przeczytać w Piśmie Świętym. Nasze najnowsze dzieło to kolekcja perfum inspirowana głęboką, duchową symboliką zapachów i roślin biblijnych. Być może nie są to dla nas najbardziej znaczące biznesowo produkty, ale ważny jest nasz przekaz: wiara to nie getto, wiara to codzienność. Nie dajmy sobie tego odebrać.
Czego szuka według Państwa człowiek wierzący obecnie w wydawnictwie - książek, filmów czy jeszcze czegoś innego?
T.B.-M.: - Szuka tego, co odpowie na jego potrzeby, pytania. Tego, czym podzieli się z innymi... Mniejsze znaczenie ma, czy będzie to książka, film czy różaniec.
Jakie są plany na przyszłość, na kolejne 25 lat - jaki cel sobie Państwo wyznaczyli z okazji tego jubileuszu?
H.M.: - Sukcesja. Marzymy, by Rafael trwał, działał, pokazywał dobro w świecie i uczył dobra, także wtedy, kiedy założycieli zabraknie lub nie będą decydować o jego kształcie. Nie jest to łatwa sprawa, ale już dziś uczymy się podejmować decyzje w gronie większego zespołu, w którym nasi młodsi koledzy przejmują coraz śmielej odpowiedzialność.