Rozdajemy noworoczne prezenty, czyli książki "Ocalony" Karola Cierpicy

O tym, co wydarzyło się 28 sierpnia 2013 r. w bazie Ghazni w Afganistanie, i o tym, jak Bóg uleczył poranione serce, opowiadają Basia i Karol Cierpicowie.

Monika Łącka: Książka "Ocalony", w której dzielisz się wspomnieniami z czasu, gdy byłeś żołnierzem służącym na misjach, historią swego nawrócenia i odkrycia sensu służby w codziennym, rodzinnym życiu, podbija serca czytelników. Piszą, że wlewasz w nich nadzieję, dodajesz sił do walki o samego siebie, pokazujesz, Komu zaufać, gdy dzieje się coś złego. Spodziewałeś się tego, decydując się na tak osobistą publikację, dotykającą także tematu depresji i tego, że Twoja rodzina stała nad przepaścią?

Karol Cierpica: Kilka osób, a nawet mój starszy syn Kuba, zanim jeszcze książka się ukazała, zapytało, po co mi ona, jaki jest jej cel. To pytanie we mnie pracowało. I wiesz, co? Zrozumiałem, że nie mam pokusy znalezienia odpowiedzi na wszystkie pytania i zostawiam to Panu Bogu, bo skoro wydawnictwo Rób To Co Kochasz zaproponowało mi tę publikację, to znaczy, że On ma w tym jakiś cel. Teraz, gdy o książce zrobiło się głośno, gdy czyta ją coraz więcej osób, widzę, że ogień, który czułem w sercu i przynaglenie, by dzielić się moją historią, skutkują tym, iż często słyszę: "Karol, dziękuję", a ludzie mówiąc te słowa podczas spotkań autorskich, mają łzy w oczach. Rozumiem wtedy, że Bóg buduje na naturze - wie, że jestem gadułą i na tym gadulstwie postanowił chyba zbudować drogę dotarcia do ludzi z prawdą o tym, że można do Niego wrócić, że można się Go uchwycić, gdy w życiu dzieje się bardzo źle i że On w takich chwilach potrafi przemienić poranione serce.

Rozdajemy noworoczne prezenty, czyli książki "Ocalony" Karola Cierpicy   - Był taki czas, gdy zgubiłem w życiu Boga, ale On pomógł mi do siebie wrócić - podkreśla Karol. Monika Łącka /Foto Gość

Nie jest jednak możliwe, żebyś nie zadawał sobie pytania, dlaczego Michael Ollis zginął, a Tobie dane było przeżyć atak bojowników ISIS na bazę wojskową w Ghazni.

K.C.: Jasne, że się nad tym zastanawiałem, bo to jest ekstremalnie trudne doświadczenie - Michael zginął, oddał za mnie swoje życie, bym ja mógł żyć. W końcu jednak zrozumiałem, że i to muszę oddać Bogu, bo tylko On zna odpowiedź, a ja nie muszę wiedzieć wszystkiego. Może Michael był już w pełni gotowy, by się z Nim spotkać, a ja jeszcze nie i musiałem dostać drugą szansę? Był przecież taki czas, gdy nie byłem ani dobrym mężem, ani ojcem, ani nie żyłem blisko Boga - zgubiłem Go, gdy pochłonęła mnie pasja bycia żołnierzem, komandosem. Widziałem tylko czubek własnego nosa, a nie widziałem łez mojej żony Basi. Wiem na pewno, że gdyby Michael wtedy za mną nie pobiegł, kiedy w bazie rozpętało się piekło, gdy biegłem w stronę terrorystów i gdy nagle zabrakło mi amunicji, to do Polski przyleciałaby trumna przykryta biało-czerwoną flagą, a do Basi przyjechałby kapelan, mój dowódca i może jeszcze ktoś, a ona musiałaby powiedzieć Kubie, że tata nie żyje. Prosząc amerykańskich żołnierzy, kolegów Michaela, by mówili w Stanach, że on jest bohaterem, bo uratował życie Polaka, nie myślałem, że mnie samemu będzie dane to robić. A Pan Bóg tak to wszystko poukładał, że to ja wręczyłem rodzicom Michaela pośmiertne odznaczenia nadane przez polskie Ministerstwo Obrony Narodowej. Spotkałem się z rodzicami Michaela, by przekazać im Szablę Honorową Wojska Polskiego i Gwiazdę Afganistanu. Nie tylko nie mieli żalu o to, co się stało, ale przyjęli mnie do rodziny, jak syna. Do dziś słyszę słowa Roberta Ollisa, czyli ojca Michaela: "Witaj w rodzinie, nasz nowy przyjacielu. Dziękujemy za twoją służbę". To spotkanie było świadectwem miłości Boga, bo Linda i Robert stawiają Go na pierwszym miejscu i potrafią dzielić się swoją miłością.

Rozdajemy noworoczne prezenty, czyli książki "Ocalony" Karola Cierpicy   - Robert Ollis powiedział mi, że choć stracił swego syna, to zyskał syna w Polsce i całą jego rodzinę - wzrusza się Karol. Archiwum Karola Cierpicy

Książka "Ocalony" zyskała dodatkowy wymiar dzięki jednemu rozdziałowi napisanemu przez kobietę i pokazującemu całą historię z perspektywy żony, której łatwo nie było, a która jednak trwała przy mężu i walczyła o rodzinę. Czytając ten rozdział w pierwszym odruchu można pomyśleć, czemu nie napisałaś więcej, ale potem okazuje się, że napisałaś tyle, ile było trzeba.

Basia Cierpica: Zgodziłam się na napisanie tego rozdziału, ponieważ zrozumiałam, że przelanie na papier tego, co przeżywałam, może komuś pomóc, także uleczyć serce. Piszę o sobie, o nas, a jednocześnie pokazuję, że żon żołnierzy jest bardzo dużo i wiele z nich przeżywa dramaty. Pisząc, chciałam więc oddać im hołd, ponieważ o kobietach czekających na swych mężów i o tych, których mężowie nie wrócili z misji, prawie się nie mówi. Ostatecznie powstał jeden rozdział, ponieważ uznaliśmy, także po konsultacji z Kubą, że tyle wystarczy, aby pokazać trudną rzeczywistość, a jednocześnie by zostawić nam nieco prywatności. Bo nie o wszystkim trzeba opowiadać.

Wiesz, że podczas spotkań autorskich Karol mówi o Tobie, że jesteś "aniołem ze złożonymi skrzydłami, bo rozłożone nie mieściłyby się w domu"? I że zawsze podkreśla, że Twoja postawa dawała mu siłę, bo go wspierałaś, mówiąc, że w domu wszystko jest w porządku. A on nie musiał się martwić chociażby tym, że auto trzeba odstawić do mechanika.

B.C.: Charakterna jestem, bo tego nauczył mnie mój tata i wpoił, że kobieta ma nie tylko ugotować obiad, ale też wymienić oponę w samochodzie. Gdy Karol był na misjach (nie tylko w Afganistanie, gdzie był w sumie trzy razy, ale też w Bośni i Hercegowinie) wiedziałam, że nie mogę dokładać domowych problemów do tego, w czym tkwił, bo jego głowa musiała być "czysta" i skupiać się na wojskowych zadaniach. Często więc mówiłam, że u nas wszystko w porządku, nawet, gdy tak nie było, a on nie zadawał zbędnych pytań, bo taki mój przekaz był mu potrzebny. O niektórych sprawach w ogóle mu nie mówiłam - dowiedział się o nich, gdy opisałam je w książce... Natomiast gdy po ataku na bazę w Ghazni Karol powiedział, że była burza piaskowa i przez chwilę nie będzie się odzywał, od razu wiedziałam, że stało się coś złego.

Nie przypuszczałaś jednak, że najgorsze dopiero przed wami.

B.C.: O tym też piszę w książce. Nasze małżeństwo jest jak puzzle - każdy element jest dopasowany do drugiego, więc gdy któryś się gubi, szukamy go, by ponownie mieć cały obraz. Gdy Karol mierzył się z depresją i zespołem stresu pourazowego, był taki moment, że w naszej rodzinie działo się już bardzo źle, ale ja wiedziałam, że jeśli się poddam, to wszystko się rozsypie. Dlatego chciałam być puzzlem, który poskleja wszystkie gdzieś porozrzucane elementy i klockiem, który utrzyma całą chwiejącą się w posadach wieżę. Ból i cierpienie trzymałam w sobie, a siłę czerpałam z Boga. Udało się - pewnego dnia zobaczyłam, że Karol klęczy i mówi, że nie chce mu się już żyć. Wiedziałam, że muszę wziąć sprawy w swoje ręce i że z pomocą Boga moje argumenty o podjęciu leczenia przemówią do niego. Walczyłam nie tylko dla siebie i dla Kuby, ale też dla dziecka, na które czekaliśmy, ponieważ Bóg dał Karolowi dodatkową siłę do zmagań z chorobą: byłam w ciąży. Później, gdy nasz Michael już się urodził, rodzice Michaela Ollisa przyjęli go jak wnuka.

Rozdajemy noworoczne prezenty, czyli książki "Ocalony" Karola Cierpicy   - Nasze małżeństwo przypomina puzzle. Gdy wszystko się sypało, chciałam być tym jednym puzzlem, który pomoże na nowo ułożyć pełny obraz - wspomina Basia. Archiwum Karola Cierpicy

K.C.: Wyobraź sobie, że nie śpisz przez 10 miesięcy, prawie nie jesz, bierzesz antydepresanty i zaczynasz pić alkohol, bo odkrywasz, że dopiero wtedy możesz zasnąć. Stałem nad przepaścią. Na szczęście Basia nie odpuściła i nie zostawiła mnie, choć dopiero po czasie zrozumiałem, jak było jej ciężko. W kulminacyjnym momencie choroby miałem już fobię społeczną i luki w pamięci. Niewiele brakowało, bym wpadł w sam środek piekła - planowałem już, w jaki sposób odbiorę sobie życie. Innego wyjścia nie widziałem. W końcu i ja, razem z Basią, zacząłem wołać do Boga, by mnie uratował.

Wysłuchał…

K.C.: Dziś nawet dziękuję Mu za tę depresję, że ją dopuścił w moim życiu. Wiedział, że dopiero wtedy upadnę na kolana i do Niego wrócę. Największym przełomem była zaś Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, na którą poszedłem. Później zaś trafiłem do jednej z krakowskich wspólnot, w której odnalazłem mój nowy cel życia i w której zacząłem posługiwać. Ale i tu wpadłem w pułapkę, z której znów wyciągnęła mnie Basia.

B.C.: Początkowo mówiłam do Kuby, że z Bogiem nie będziemy walczyć, że skoro tata chodzi na spotkania wspólnoty, to znaczy, że tego potrzebuje, że to jest element jego walki z chorobą i że to mu pomaga, bo zmienia się na lepsze. W końcu jednak zderzyliśmy się ze ścianą, bo zaczęliśmy się mijać, a Karol więcej czasu spędzał ze wspólnotą, niż z nami i prawie nie było go w domu. Mówiłam więc, że tak nie może być, że potrzebujemy go - i ja, i chłopcy.

K.C.: Dzięki postawie Basi, która trwała przy mnie, a jednocześnie dawała sygnały, że coś się musi zmienić, zrozumiałem, że nie mogę dawać antyświadectwa. Że nie mogę zaniedbywać rodziny kosztem wspólnoty, bo moją pierwszą i podstawową wspólnotą są Basia, Kuba i mały Mike. Inaczej Jezus w którymś momencie powie, że mnie nie zna, mimo, że poprowadziłem mnóstwo uwielbień, i mimo, że byłem liderem wspólnoty. Ale moja Basia mnie wtedy potrzebowała! Dziś wiem, że największą wartością jest nasza wzajemna służba - sobie nawzajem. Razem jesteśmy małżeństwem nie do zatrzymania. Ze wspólnoty odszedłem, jestem w innym miejscu, lecz Boga cały czas mocno się trzymamy i cieszymy się, że nasi synowie też są blisko Niego.


Wydawnictwo Rób To Co Kochasz ufundowało dla naszych czytelników 5 książek "Ocalony". By je otrzymać, należy do nas napisać (pod adres krakow@gosc.pl), podając swoje imię, nazwisko i adres, oraz odpowiadając na pytanie: w jakich latach polscy żołnierzy służyli w Kontyngencie Wojskowym w ramach misji pokojowych w Afganistanie. Na maile czekamy do 15 stycznia do godz. 12 (wydawnictwo wyśle zaś książki po 20 stycznia). Uwaga: w e-mailu trzeba również zawrzeć oświadczenie dotyczące przetwarzania danych osobowych:

Oświadczam, że zapoznałem/łam się z Ogólnym Regulaminem Konkursów Instytutu Gość Media i akceptuję jego warunki. Jednocześnie wyrażam zgodę na kontakt Organizatora ze mną w celu potwierdzenia mojej zgody na podane powyżej dane kontaktowe. Pełny tekst Regulaminu dostępny na stronie internetowej www.igomedia.pl/Regulaminy.

Wyrażam zgodę na podanie do publicznej wiadomości mojego imienia i nazwiska w związku z udziałem w konkursie w informacji o jego wynikach na stronie internetowej krakow.gosc.pl. Wyrażam również zgodę na przetwarzanie przez Organizatora jako administratora danych osobowych w postaci imienia, nazwiska, adresu, numeru telefonu lub adresu e-mail, w celu przeprowadzenia i realizacji konkursu. Jednocześnie oświadczam, że jestem świadoma/y dobrowolności podania danych oraz że zostałam/em poinformowany o prawie dostępu do treści swoich danych oraz o prawie ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawie do przenoszenia danych, prawie wniesienia sprzeciwu oraz prawie do wniesienia skargi do organu nadzorczego, a także o prawie do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody przed jej cofnięciem, w sposób, o którym mowa w Regulaminie.

Rozdajemy noworoczne prezenty, czyli książki "Ocalony" Karola Cierpicy   To książka, która zmusza czytelnika do zatrzymania się i zastanowienia się nad własnym życiem. Rób To Co Kochasz

 

« 1 »