Prezydent Miszalski na referendalnej karuzeli [KOMENTARZ]

Krakowski komisarz wyborczy ogłosił, że referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta Krakowa odbędzie się w sobotę 24 maja.

Sprawa owego referendum, obejmującego zakresem pytań także odwołanie Rady Miasta Krakowa, budzi od wielu tygodni wiele emocji. Miszalski i jego ekipa rządzą pod Wawelem od dwóch lat. O ile rządzący miastem przez 22 lata prof. Jacek Majchrowski potrafił udatnie rozmawiać z rozmaitymi środowiskami, to nowa ekipa jest tej umiejętności pozbawiona. Jedynym jasnym punktem jest tu znający się na rzeczy wiceprezydent Stanisław Kracik, były wojewoda małopolski i burmistrz Niepołomic. Krakowian do szału doprowadziło też, że wiceprezydentkę odpowiadającą m.in. za sprawy edukacji sprowadzono aż z... Sopotu!

Wśród osób, które z czasem wystąpiły z inicjatywą referendalną, padały oskarżenia, że nowa ekipa w szybkim tempie zadłuża miasto, nie spełnia obietnic wyborczych, jest arogancka, zajmuje się "rozprowadzaniem" swoich ludzi po rozmaitych instytucjach, nie bacząc na ich kompetencje (nazwali to kolesiostwem), wprowadza w życie kontrowersyjne pomysły, dotyczące m.in. tzw. Strefy Czystego Transportu oraz wydłużenia godzin płatnego parkowania oraz płatnego parkowania w niedzielę.

Zazwyczaj droga do rozliczeń kolejnych ekip samorządowych otwiera się za pomocą kartki wyborczej. Inicjatorzy referendum uznali jednak, że skala błędów i zaniechań jest tak duża, iż czas na zmianę już teraz. "Jesteśmy grupą mieszkanek i mieszkańców Krakowa, zaniepokojonych kierunkiem polityki prowadzonej przez Prezydenta Miasta Aleksandra Miszalskiego oraz współpracującą z nim Radę Miasta. Łączy nas troska o przyszłość miasta, a nie przynależność partyjna. Mamy różne poglądy polityczne, a część z nas w wyborach ogólnopolskich głosowała na ugrupowanie, z którego wywodzi się obecny Prezydent. Jesteśmy przekonani, że zmiana na stanowisku Prezydenta Miasta jest niezbędna dla umożliwienia przejrzystego, odpowiedzialnego i przewidywalnego zarządzania Krakowem. Nie jesteśmy działaczami partyjnymi ani zapleczem żadnej partii politycznej. Nasza inicjatywa nie jest elementem ogólnopolskiego sporu politycznego i nie służy promocji jakiejkolwiek formacji. Jest wyrazem obywatelskiego sprzeciwu wobec sposobu zarządzania naszym miastem" - deklarowali inicjatorzy kampanii referendalnej, na której czele stoi Jan Hoffman, prawnik, przewodniczący Rady i Zarządu Dzielnicy I Stare Miasto.

Początkowo ekipa rządząca Krakowem lekceważyła inicjatywę referendalną. Padały głosy, że stoi za tym przede wszystkim radny Łukasz Gibała, który 2 lata temu przegrał wybory z Miszalskim niewielką liczbą głosów, traktujący teraz referendum jako dogrywkę tamtych wyborów. Dodawano jeszcze udział PiS. Te elementy wsparcia kampanii referendalnej oczywiście istnieją, niemniej element obywatelski, wkurzony na rządy obecnej ekipy, przeważa. Hasła inicjatorów referendum rezonowały mocno wśród Krakowian, skoro pod wnioskiem o zorganizowanie referendum zebrano szybko aż 134 tys. podpisów, w większości ważnych.

Lekceważąca początkowo inicjatorów referendum krakowska władza samorządowa szybko się zreflektowała. Z każdą kolejną informacją o rosnącej liczbie zebranych podpisów prezydent Miszalski dokonywał korekt swoich budzących kontrowersje pomysłów dotyczących m.in. bezpłatnego parkowania w niedzielę, cen biletów komunikacji miejskiej i Strefy Czystego Transportu. "Od pierwszego dnia kadencji mówiłem jasno - chcę być rozliczany z efektów mojej pracy dla Krakowian. Dziś prowadzimy w Krakowie wiele ważnych zmian: inwestycje w transport, szkoły, bezpieczeństwo, przestrzeń publiczną. To proces, który wymaga czasu i konsekwencji. Wierzę, że Kraków zasługuje na stabilność, odpowiedzialność i dokończenie rozpoczętych działań. Dlatego każdego dnia w tych najbliższych 7 tygodniach będę się starał przekonać Was, że warto pozwolić mi dokończyć kadencję i wtedy zdecydować, co dalej" - napisał w mediach społecznościowych prezydent Krakowa.

Aby zapowiedziane na 24 maja  referendum było ważne, do urn musi pójść co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa (czyli 3/5 liczby osób biorących 2 lata temu udział w wyborze prezydenta miasta w II turze). W przypadku Rady Miasta Krakowa liczba ta wynosi 179 792.

Prezydent Miszalski nie chce jednak, by jego zwolennicy wystąpili z otwartą  przyłbicą w obronie obecnej ekipy i jej dokonań. Wydał bowiem zdumiewające oświadczenie. "Referendum w sprawie odwołania zawsze mobilizuje przeciwników. Tak działa ten system. Dlatego jeśli uważacie, że powinienem dokończyć kadencję, w dniu referendum zostańcie w domu. Naszym zwycięstwem będzie niska frekwencja w referendum i wysoka w dniu każdych wyborów. Ostateczna decyzja, jak zawsze, należy do Was" - apelował prezydent w mediach społecznościowych.

Jaka będzie referendalna decyzja Krakowian, okaże się po 24 maja. Odwołanie obecnej ekipy nie musi jednak oznaczać automatycznego wprowadzenia dobrych zmian. Odwołanie przychodzi bowiem łatwiej niż powołanie nowej, sensownej ekipy rządzącej.

Sprawa zarządzania Krakowem budzi także zainteresowanie w całej aglomeracji krakowskiej. To, co się dzieje pod Wawelem, oddziałuje na tereny położone daleko za rogatkami miasta. Ich mieszkańcy traktowani są w Krakowie po macoszemu, co widać choćby po tym, że zostawiono dla nich choćby płacenie za parkowanie w niedzielę. Tymczasem bez tysięcy osób mieszkających poza Krakowem, ale uczących się i pracujących pod Wawelem, gdzie m.in. robią zakupy za niebagatelne kwoty, miasto nie mogłoby dobrze prosperować.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..