To wydarzenie, gdy zbliżała się 100. rocznica urodzin Jana Pawła II, wymyślił ks. Dariusz Talik,obecnie rektor kościoła św. Wojciecha na Rynku Głównym. Chodziło o to, by te setne urodziny Ojca Świętego uczcić inaczej niż wszyscy, a najlepiej by spróbować naśladować papieża, i to na dwa sposoby: robią to, co on przed laty robił, i zgłębiając jego nauczanie. A skoro papież kochał przyrodę, lubił aktywnie spędzać wolny czas i do tego samego zapraszał młodzież, to trzeba było zorganizować coś, z czego Jan Paweł II mógłby być zadowolony. Wybór w zasadzie był prosty: góry albo woda, która ostatecznie zwyciężyła, bo przecież to właśnie z wyprawy kajakowej młody ks. Karol Wojtyła został wezwany do kard. Stefana Wyszyńskiego, a ten przekazał mu nominację biskupią.
Spływ 100-lecia, zaplanowany na lato 2020 r., niestety nie mógł się odbyć - udaremniła go pandemia, ale tylko na chwilę, i rok później chętnych do udziału w nim nie brakowało. Tym bardziej że wszyscy byli stęsknieni za normalnością i wyjazdami, których nie utrudniają żadne ograniczenia. Po tej pierwszej edycji było jasne, że na tym się nie skończy, a każda kolejna wyprawa udowadniała, że ks. Darek lepszego pomysłu wymyślić nie mógł. - Podczas każdego spływu uczymy się czytać Księgę Stworzenia (nie bez powodu tegorocznemu spływowi będzie towarzyszyć hasło Terra intra me est, czyli "Ziemia jest we mnie"), ciesząc się każdym kolejnym dniem i pięknem natury. Pomiędzy uczestnikami naszych wyjazdów tworzą się też niezwykłe więzi, mimo że na spływie są osoby w różnym wieku, zajmujące się w swojej codzienności najróżniejszymi rzeczami. Na kajakach wszyscy jesteśmy jednak niczym wielka rodzina i to jest niesamowite - uśmiecha się ks. Dariusz i dodaje, że w trakcie spływu obserwuje wiele zagadkowych zjawisk, które po prostu same się dzieją i wprawiają wszystkich w zachwyt.
Wieczorne ogniska są zastrzykiem energii przed kolejnym dniem wiosłowania.
Archiwum ks. Dariusza Talika
- W komitecie organizacyjnym co roku mamy wręcz wrażenie, że wieloma sprawami kieruje jakaś tajemnicza ręka i wszystko układa się w jedną całość - zamyśla się ks. Talik. Tajemnicza ręka, jak można się domyślać, patrząc na przebieg spływu oczami wiary, należy pewnie do Ojca Świętego, który temu przedsięwzięciu błogosławi. - Wierzymy, że tak właśnie jest, a jeśli papież płynie z nami, to na pewno cieszy się też z tego, iż potrafimy, tak jak on, kontemplować Boga i cud Jego stworzenia. A o tym, że nie jest to wyjazd tylko turystyczny, niech świadczy fakt, iż rok temu podczas codziennej wieczornej adoracji Najświętszego Sakramentu chętnych do udziału w niej było tak wielu, że nie wszyscy mieścili się w pokoju przeznaczonym do tego celu. Ci, którzy się nie mieścili, klęczeli na korytarzu, przytuleni wręcz do ściany - wzrusza się ks. Darek.
- Ten wyjazd na kajaki pozwala nie tylko zobaczyć swoją maleńkość w zderzeniu z tym wszystkim, co stworzył Bóg, ale także przyznać się do wiary wobec innych ludzi, otworzyć się przed nimi i poznać drugiego człowieka. Te znajomości potem trwają i to jest jeden z wielu powodów, dla których chcemy wrócić na spływ. On jest dla każdego i my jesteśmy przykładem, że warto przeznaczyć tydzień urlopu na spływ - przekonuje Andrzej Sowa, a jego żona Magda dodaje, że dla niej wielkim plusem wyjazdu jest to, iż wszystko odbywa się w pełnej wolności i nikt nie czuje się przymuszony, by uczestniczyć we wszystkich częściach programu "duchowego". I pewnie dlatego każdy chce brać w nich udział. - Dodatkowym bonusem są też spotkania z ciekawymi osobami, a w tym roku w planie mamy też jednodniowy wyjazd do Wilna, by w tym miejscu uczcić Dzień Turysty - zaznacza M. Sowa.
Msza św. w plenerze. "Wujek" Wojtyła też takie odprawiał.
Archiwum ks. Dariusza Talika
Basia Kobyłczyk oraz jej mąż są już na emeryturze. Mimo to wśród uczestników spływu czują się ciągle młodzi, a rok temu po każdym kolejnym dniu wiosłowania byli dumni, że dali radę. - To wiosłowanie jest i czasem odpoczynku, i kontemplacji, i spotkania z drugim człowiekiem, z którym my wchodzimy w dialog międzypokoleniowy, pomagając sobie i wymieniając poglądy. Każdego dnia czekamy także na Mszę św. w plenerze, która jest cudownym doświadczeniem - odprawiana przy ołtarzu ozdobionym polnymi kwiatami, gdzie krzyż tworzą złożone wiosła, a wokoło śpiewają ptaki, niczym najpiękniejszy chór. To trzeba przeżyć i poczuć to, o czym mówię, na własnej skórze - rozpromienia się B. Kobyłczyk. Oprócz ptaków, rzecz jasna, śpiewa też kajakowa schola, a ks. Darek nie musi mówić nie wiadomo jak długich homilii, by przekazać to, co jest ważne danego dnia. Czasem wystarczy kilka(naście) zdań, mądrych i celnych, by wszystko się w sercu poukładało.
Aleksandra Sachajko‑Polke na spływ po raz pierwszy zapisała się zaraz po pandemii i już wtedy ten wyjazd stał się dla niej "rekolekcjami na wodzie", na które chce wracać, by czerpać z nich pełnymi garściami. - To rekolekcje połączone z zachwytem nad pięknem przyrody stworzonej przez Boga i nad codziennym słowem Bożym, którym się karmimy. Tym zaś, co już za pierwszym razem urzekło mnie maksymalnie, była wspólnota, którą stworzyliśmy, i atmosfera, o którą dbaliśmy każdego dnia, wzajemnie sobie służąc. Na spływie jesteśmy więc po to, by do tej wspólnoty każdy wnosił coś od siebie, byśmy rozwijali się duchowo i byśmy razem cieszyli się z bliskości Boga - mówi Ola.
Dobrym pomysłem jest i to, że jeśli ktoś chce zrobić sobie dzień wolnego i nie pływać, to może wybrać się na rower, pójść na spacer albo spędzić czas w jeszcze inny sposób. - Jednym słowem - podczas spływu wszystko ma odpowiednio zachowane proporcje. Dopełnieniem dnia są zaś wieczory przy ognisku. Warto się zapisać i poczuć się częścią naszej wspólnoty - zachęca Jacek Polke, mąż Oli.
Szczegółowe informacje o spływie oraz o zapisach (jak co roku, miejsc jest 100) można znaleźć na www.splyw100lecia.pl.








