Spektakl "AquaMariusz" to najnowsza produkcja Teatru Kaworki, która bawi dzieci, a dorosłych zachęca do śpiewania szant oraz... do poważnych życiowych refleksji.
Teatr Kaworki przez cały 2026 r. świętuje swoje dziesięciolecie, a główne obchody jubileuszu zaplanowane są na grudzień, bo to właśnie zimą 2016 r. wszystko się zaczęło. Iza Czarnecka, która ten teatr wymyśliła, spełniając w ten sposób swoje marzenie, ma na koncie kolejny sukces, czyli najnowsze przedstawienie. Spektakl "AquaMariusz" swoją premierę miał tydzień temu, 21 czerwca - wtedy widzowie mogli go zobaczyć dwa razy, a dziś, czyli 28 czerwca, odbyło się trzecie i na pewno nie ostatnie przedstawienie. "AquaMariusz" po wakacyjnej przerwie na deski teatru działającego (dzięki życzliwości proboszcza) przy Sanktuarium Najświętszej Rodziny w Bieżanowie Nowym powróci pewnie na przełomie września i października. - Konkretnych dat warto szukać na naszym profilu na Facebooku - zachęca I. Czarnecka.
"AquaMariusz" zaskakuje, jak zresztą wszystkie przedstawienia Kaworków, czyli zespołu tworzonego przez rodziców, który powstał po to, by wystawiać spektakle dla dzieci, a tak naprawdę każda kolejna propozycja jest zarówno dla najmłodszych, jak i dla dorosłych, a nawet dla seniorów. Tak jest i tym razem, bo choć dzieci z zapartym tchem śledzą losy tytułowego bohatera (a zwłaszcza jego walkę z potworem morskim), to dorośli w wielkim skupieniu próbują odnaleźć odpowiedzi na bardzo konkretne pytania. Pewnie też każdy widz w skrytości ducha myśli, iż problemy AquaMariusza zdarzają się w większości rodzin, i że najważniejsze to odkryć ich właściwe rozwiązanie. O co konkretnie chodzi?
AquaMariusz to kapitan statków, który przez długie lata pływał po morzach, aż pewnego dnia znalazł się w pobliżu zatoki syren i usłyszał syreni śpiew. Efekt był taki, że zakochał się w jednej z nich, a ona postanowiła zamienić rybi ogon na nogi i zostać żoną kapitana. Tutaj bajka się kończy, a zaczyna się zwykła rzeczywistość - syrena-Renia rodzi córkę i zajmuje się domem, a jednocześnie bardzo tęskni za morzem. Za morzem tęskni też kapitan, jednak chce dotrzymać słowa danego żonie, że już nie będzie wypływał w ryzykowne rejsy, a będzie zajmował się połowem ryb. Tak mijają lata, a niedopowiedzenia pomiędzy małżonkami pęcznieją - Renia nie czuje się dobrze w roli gospodyni, a kapitan chciałby znów poczuć się "najlepszy". Dostrzega to Mała, czyli ich córka i próbuje tłumaczyć ojcu, iż nie ma potrzeby, by dokonywał jakiś wielkich rzeczy, bo najlepszy jest w codzienności, choćby w roli taty. Jednocześnie chce nie tylko pomóc mu spełnić marzenie o ponownym wejściu na pokład statku, ale też i swoje marzenie, i zostać, choćby na chwilę, piratką. W między czasie do akcji wkraczają AquaMaryna i UltraMaryna, czyli morskie wróżki, utożsamiające odwieczną walkę dobra ze złem. Kapitan przemienia się w super bohatera AquaMariusza, a potem dzieje się coś, po czym prawie pęka mu serce. Czy przeżyje i kto w tym wszystkim odegra kluczową rolę, przypominając publiczności, że nigdy nie jest za późno, by spełnić swoje marzenie? Tego na razie nie zdradzajmy, by widzowie z zaciekawieniem wybrali się na spektakl.
- Postać bohatera, którego gram, niesie dwa ważne przesłania. Pierwsze dotyczy odwagi w spełnianiu marzeń, a drugie dotyczy relacji pomiędzy małżonkami, by ze sobą rozmawiali, także o rzeczach trudnych. Pomiędzy kapitanem a Renią coś się popsuło, bo zabrakło zwykłej komunikacji i nazywania swoich potrzeb po imieniu. Tak jest w wielu rodzinach i tak jest w naszym społeczeństwie, w którym coraz trudniej przychodzi nam mówić o tym, co przeżywamy i co czujemy - zauważa Adam Ryś i dopowiada, że widzowie sporo treści mogą odnaleźć nie tylko w wypowiadanych na scenie dialogach, ale też w śpiewanych szantach. I to właśnie szanty sprawiają, że nowy spektakl Kaworków jest inny, niż wszystkie pozostałe, a może nawet dzięki nim teatr zrobił kolejny krok w swoim rozwoju. Bo kto śledzi kolejne poczynania tego teatralnego zespołu, ten nie ma najmniejszych wątpliwości, ze on już dawno temu przestał być amatorski. To dlatego, iż aktorzy - choć nie mają aktorskiego wykształcenia - wkładają w to zajęcie mnóstwo serca, a Iza Czarnecka (która jest teatrologiem) dba, by uczestniczyli w różnych warsztatach, ćwicząc ruch sceniczny, pracę z głosem, dykcję, mimikę oraz bezcenną umiejętność nawiązywania kontaktu z widzami. I tym razem to wszystko świetnie się udało.
- Ciekawostką jest, że postać Aqua Mariusza Adamowi Rysiowi się… przyśniła. Opowiedział mi o tym śnie, a że ja od dawna marzyłam o przedstawieniu o tematyce morskiej oraz o szantach śpiewanych na scenie, to pomysł zaczął rodzić się w mojej głowie - opowiada Iza Czarnecka. W efekcie napisała nie tylko scenariusz, ale też wszystkie szanty, wymyśliła scenografię, stroje, a potem już dopięła wszystko na ostatni guzik. - Nie mogę powiedzieć, że wszyscy zawsze mamy czas na próby, ale staramy się jak możemy pokonywać różne przeciwności losu, by doprowadzić do premiery, i aby efekt finalny spodobał się widzom. A że to przedstawienie jest w pełni moje, autorskie, to tym bardziej wymagało od nas sporo wysiłku. Było warto i bardzo bym chciała, by widzowie wychodzili od nas z myślą, że w życiu nie trzeba być super bohaterem, że wystarczy być „super” w zwykłym życiu, tu i teraz - zamyśla się Iza.
Jako głównodowodząca całym przedsięwzięciem dziękuje też całej ekipie za dołożenie swojej cegiełki do tego, by dojść do szczęśliwego finału.
Ważna jest na pewno cegiełka dołożona przez Dominikę Harasimowicz, artystkę obdarzoną pięknym głosem, dzięki której wspaniale śpiewa też syrena-Renia. - Swoją rolą chcę m.in. przypomnieć, iż w małżeństwie warto dbać o wzajemną czułość, czyli nie tylko o swoje dobro i marzenia, ale też o marzenia drugiej osoby, które trzeba dostrzegać - mówi Dominika, a Gabrysia Krowicka, która gra Małą, dodaje, iż jej 16-letnia bohaterka potrafi zauważyć, że coś między rodzicami się popsuło i w sprytny sposób próbuje temu zaradzić. Przyznaje też, że to nie była łatwa rola i wymagała zrozumienia granej postaci, wejścia w jej emocje i odnalezienia się zarówno w dobrej i grzecznej córce, jak i w tej nieco zbuntowanej. - Wiem jedno - że w życiu warto iść za głosem serca, a jeśli spotykamy ludzi, którzy przeszkadzają nam w spełnianiu marzeń, to lepiej ich ominąć, by w końcu odnaleźć szczęście - stwierdza Gabrysia. Potencjał w Małej zauważa m.in. Emma (gra ją Marlena Chudzio), była piratka, która teraz próbuje pokazać Małej, iż można być piratką i… wylądować na legalnym statku. - To znaczy, że nie zawsze trzeba dokonywać wyborów "w prawo albo w lewo", ale można iść drogą środka - przekonuje Marlena.
Wymagająca była również rola UltraMaryny, czyli jednej z wróżek - tej bardziej złośliwej i obmyślającej, jakby tu jeszcze namieszać w życiu mieszkańców nadmorskiego miasteczka. - Nie tak łatwo jest wydobyć z siebie pokłady złości, furię oceanu, i wypośrodkować pomiędzy ciszą a burzą na morzu. Każdy z nas ma w sobie jakąś dozę złośliwości, ale staramy się ją zadeptywać, a w spektaklu bardzo pomagały mi podpowiedzi Izy, by wszystko wypadło tak, jak trzeba - mówi Małgorzata Krowicka.
Warto jeszcze dodać, iż o muzyczną stronę spektaklu fenomenalnie zadbała gitarzystka i artystka Małgorzata Żegleń-Włodarczyk, która grała na gitarze i mandolioli.