To będzie wieczór pełen muzyki, wspomnień, tańca, humoru i krakowskiego klimatu, którego nie da się zamknąć w kilku słowach. 5 lipca warto przyjść do Fortu Borek!
Już w najbliższą niedzielę widzowie przeniosą się w czasie prosto do świata eleganckich kawiarni, dancingów, pierwszych miłości i piosenek, które - choć mają już swoje lata - wciąż brzmią zaskakująco młodo. Premiera zostanie zagrana nawet dwa razy - o godz. 17 i o 19, a żeby zachęcić naszych Czytelników do spędzenia tego czasu z aktorami Teatru ITAN (czyli Integracyjnego Teatru Aktora Niewidomego), warto uchylić rąbka tajemnicy. Nasza redakcja uczestniczyła bowiem w jednej z ostatnich prób i jedno jest pewne: było fantastycznie!
"Powróćmy jak za dawnych lat" to musical, a piosenki, które słyszymy, są tłem do opowiadanej przez aktorów historii. Przedstawienie, jak zawsze, jest też multimedialne - na wielkim ekranie wyświetlają się nie tylko słowa śpiewanych przebojów sprzed lat, ale także nostalgiczne zdjęcia i krótkie sekwencje filmowe. Jest więc Kraków, którego już nie zobaczymy, spacerując dziś po Rynku Głównym, są fale morza rozbijające się o brzeg czy jakaś postać wędrująca w siną dal. Scena zamienia się natomiast w kawiarnię - są stoliki zaaranżowane może na lata 60., a może na lata 70. XX w., jest wodzirej, jest kelner, no i są goście, którzy zapraszają wszystkich do wspólnego śpiewu, do tańca oraz do wejścia w ten zaczarowany klimat. By dołożyć do tego jeszcze akcent komediowy, Artur Dziurman, reżyser spektaklu, a także pomysłodawca, założyciel i szef teatru (a także od lat znany i ceniony reżyser i aktor teatralny oraz filmowy), w scenariusz wplótł pewną zaskakującą i zabawną postać. Jest nią pokojówka, która bardzo chce być gwiazdą i artystką, jednak - jak się okazuje - to nie jest jej powołanie...
- Występując w tym spektaklu, mamy nadzieję, że widzowie, przyjmując nasze zaproszenie, zapomną o troskach codzienności, i że będą się razem z nami dobrze bawić, gdy zaproponujemy im karaoke. W ten sposób chcemy przekazać solidną dawkę radości i optymizmu. A później niech wszyscy wrócą do domu odmłodzeni o kilka lat, zadowoleni i zrelaksowani - mówią jednym głosem Renata Szczepaniak-Pajor oraz Małgosia Walkosz. Obie, pięknie śpiewając i świetnie odnajdując się w powierzonych im rolach, kolejny już raz udowadniają, że aby być aktorem, nie trzeba mieć zdrowych oczu, i że teatr to ich pasja.
- Ja od samego początku obserwuję, że ten teatr przywraca moich aktorów do życia i daje im nadzieję, iż będą mogli dalej się rozwijać. Co ważne, aktorzy niewidzący, niedowidzący i słabowidzący występują razem z zawodowymi aktorami, co pozwala im uczyć się od fachowców tajników tego zawodu - opowiada A. Dziurman. Nie kryje też wzruszenia, kiedy opowiada sytuację, która kiedyś mu się przydarzyła. - Jeden z aktorów zaskoczył mnie, mówiąc: "Dziękuję za te kolory...", a ja pytam go, za jakie kolory, bo przecież żadnych kolorów nie widzi. W odpowiedzi usłyszałem słowa: "Dziękuję za to, że dzięki temu teatrowi mogłem wyjść z domu, i że nie trzymam już w ręce pilota, zmieniając kanały telewizora, żeby słyszeć, co się dzieje na świecie. Dziękuję za te kolory, bo ja, grając, widzę kolory świata". Niesamowite, prawda? To jeszcze nie wszystko, bo aktorzy z niepełnosprawnością nie chcą taryfy ulgowej - oni cieszą się, gdy mogą dać z siebie wszystko i chcą być traktowani na równi z aktorami zdrowymi. W efekcie po dwóch godzinach próby wyciskamy pot z koszulek i jedziemy dalej - opowiada A. Dziurman, który dla aktorów z niepełnosprawnością wzroku jest kimś więcej niż tylko szefem teatru. Jest ich przyjacielem i kimś, kto w nich uwierzył, dając szansę na spełnianie marzeń. - I wiesz, co w tym wszystkim jest najwspanialsze? To, że kiedy zaczynamy pracę nad kolejnym spektaklem, ja już nie muszę przerabiać z nimi podstawowych aktorskich spraw. Oni są od razu gotowi do wejścia w rolę, do śpiewania, do poruszania się po scenie i chociaż są rzeczy, których z wiadomych względów nie przeskoczymy, to wiem, że oni już doszli do etapu profesjonalizmu - zapewnia reżyser, a jego słowa znajdują potwierdzenie w tym, jak wielką radość widać w aktorach, gdy z pasją i satysfakcją śpiewają najpiękniejsze piosenki lat 60. i 70. minionej epoki.
W najnowszym spektaklu słyszymy więc nie tylko tytułowe "Powróćmy jak za dawnych lat", ale też m.in. "Przetańczyć z tobą chcę całą noc", "Tyle słońca w całym mieście", "Sing, sing", "Nie liczę godzin i lat" czy "Pamiętasz, była jesień". W całym repertuarze nie zabrakło też szlagieru "Ostatnia niedziela". Nieprzypadkowo... - Poprzez te wszystkie piosenki opowiadamy też trochę o sobie i odsłaniamy przed widzami nasze emocje. "Ostatnią niedzielę" wiele razy nuciłem sobie w domu, do czterech ścian, ale nigdy wcześniej nie śpiewałem publicznie, bo uważałem, że nie potrafię tego robić. A tu się okazuje, że nie tylko potrafię, ale jeszcze ktoś we mnie uwierzył, iż udźwignę ten utwór - zamyśla się Janusz Bąk, który z Teatrem ITAN związany jest od 2005 r., czyli od momentu, gdy został zrealizowany pierwszy poważny projekt - spektakl "Dzikie łabędzie".
W tym miejscu trzeba dodać, że początki Teatru ITAN sięgają 30 lat wstecz, czyli roku 1996, gdy powstało Krakowskie Centrum Współpracy Teatralnej z Zagranicą oraz Zasad Integracji Społecznej poprzez Sztukę. W 2000 r. centrum rozpoczęło działalność w podziemiach restauracji przy ul. Szewskiej, gdzie najpierw realizowane były małe projekty, a w 2005 r. udało się zdobyć grant z Europejskiego Funduszu Społecznego i powstało pierwsze duże widowisko, czyli właśnie "Dzikie łabędzie". Kolejny grant przyniósł spektakl "Koziołek Matołek"; zagrało w nim czterech aktorów niewidomych i jeden zawodowy. Przedstawiciele Ministerstwa Polityki Społecznej byli zachwyceni, a aktorzy zapytali wtedy, co dalej. A. Dziurman odpowiedział: "Brat naszego Boga". I tak się stało, a interpretacja Teatru ITAN dramatu Karola Wojtyły okazała się dużym sukcesem. Na tyle dużym, że wciąż jest grana.
Aktorzy przez długi czas występowali pod szyldem Sceny Moliere i dopiero później powstały Fundacja ITAN oraz Teatr ITAN. Od tego momentu udało się zrealizować kilkanaście spektakli multimedialnych, pełnometrażowy film "Marzenie", a także 45-minutowy fabularyzowany dokument "Wykluczeni", który pokazały TVP i telewizje regionalne. W 2023 r. w TVP2 można było zaś oglądać serial "Pasjonaci" (w sumie powstały dwie serie z audiodeskrypcją, po 13 odcinków każda), opowiadający o aktorach ITAN. Nadal można go znaleźć na VOD.
- Bo my jesteśmy pasjonatami, a niepełnosprawność nie przeszkadza nam we wchodzeniu na coraz to wyższy poziom aktorstwa. Mogę nawet powiedzieć, że zostałem wypromowany przez Artura, a teatr stał się moim drugim życiem - zapewnia J. Bąk.
Talent w aktorach z niepełnosprawnością wzroku doceniają też zawodowcy, czyli m.in. Magdalena Sokołowska-Gawrońska, Katarzyna Jamróz i Iwona Chamielec. - To są cudowni ludzie, którzy zarażają mnie swoją pasją. Chcą być na scenie, chcą śpiewać, grać i chcą istnieć jako aktorzy. Życzę wszystkim aktorom, którym przeszkadza czasem rąbek spódnicy, żeby nie mogąc widzieć otaczającej ich scenografii, tak sprawnie poruszali się po scenie, jak aktorzy pod wodzą Artura. A w tym, jak wykonują dawne piosenki, są po prostu wzruszający i prawdziwi - przekonuje K. Jamróz, artystka i aktorka, która kolejny już raz gościnnie występuje w ITAN-ie. Tym razem gra artystkę, która przez lata wykonywała cygańskie pieśni, a klimatem, który tworzy, pojawiając się na scenie, chce powiedzieć widzom, że tym, co jest nam obecnie najbardziej potrzebne w tym pogmatwanym świecie, jest radość z bycia razem. - Sztuka naprawdę może pełnić funkcję terapeutyczną, a sztuka w wykonaniu ITAN-u to wręcz rodzaj afirmacji świata - uśmiecha się aktorka.
I. Chamielec, która gra wspomnianą wcześniej pokojówkę, niemającą za grosz talentu wokalnego, dodaje natomiast, że wszystko to, co widzi w ITAN-ie, jest dla niej najlepszym dowodem, iż żadne dysfunkcje nie są przeszkodą, by robić w życiu coś twórczego, by się spełniać i iść po marzenia. - Aktorzy z niepełnosprawnością wzroku często swoim zapałem dodają i mnie energii. Cieszę się więc i jestem ogromnie wdzięczna byłemu już prezydentowi Krakowa Aleksandrowi Mieszalskiemu, że jako pierwszy dostrzegł potencjał tkwiący w ITAN-ie i nagrodził aktorów, dając im w prezencie własną siedzibę. Od dawna wydeptywaliśmy niezliczoną liczbę ścieżek, opowiadając o teatrze, prosząc i przekonując urzędników, że powinniśmy mieć siedzibę, i niczego nie mogliśmy osiągnąć. A pan prezydent praktycznie rzutem na taśmę, zanim został odwołany, postanowił podpisać umowę z teatrem, dając nam możliwość wprowadzenia się do gościnnych przestrzeni Fortu Borek - opowiada I. Chamielec, a A. Dziurman dodaje, że te ścieżki wydeptywał w dużej mierze ze zmarłą w grudniu 2025 r. Danusią Damek, która przez lata była koordynatorką teatru. - Byliśmy odsyłani od drzwi do drzwi, wszyscy tylko poklepywali nas po ramionach i mówili, że nic nie mogą obiecać. A prezydent Miszalski po tym, jak zobaczył aktorów z niepełnosprawnością wzroku w akcji, zdecydował, że jest miejsce, które może nam zaproponować. I to miejsce dodało nam wiatru w żagle, a w aktorów wlało spokój, że już nie muszą się tułać po wielu scenach, bo teraz zapraszamy widzów w jedno, stałe miejsce - podkreśla I. Chamielec.
M. Sokołowska-Gawrońska dopowiada zaś jeszcze jedną ważna sprawę: - Przeboje, które śpiewamy, wymagają ogromnej wrażliwości, serca i głębokiego wnętrza. Ci aktorzy to wszystko mają i chcą się z nami dzielić swoją wrażliwością. W efekcie na scenie rodzą się treści, które są prawdą, bo teatr to prawda. Teatr to życie, a bez prawdy nie ma ani teatru, ani życia. By każdy mógł się o tym przekonać, zapraszamy na "Powróćmy jak za dawnych lat" - zachęca.
Informacje o tym, gdzie kupić bilety na premierę, można znaleźć TUTAJ.
Warto też obserwować profil Teatru ITAN na Facebooku.