Szpital Polski nie bez powodu nosi taką nazwę - budowa trwała ponad 5 lat, a finalnie udało się zrealizować coś w skali "mega". - Całą kwotę na budowę uzbieraliśmy wyłącznie dzięki drobnym wpłatom, jakie otrzymujemy od darczyńców, więc szpital powstał z pieniędzy Polaków, rękami Malgaszy - wyjaśnia Katarzyna Urban, dyrektor kreatywna Polskiej Fundacji dla Afryki. To właśnie ta krakowska fundacja, od lat realizująca różne projekty zwiększające w Afryce dostęp do opieki medycznej, edukacji i pracy, podjęła się i tego projektu, mocno wierząc, że pomył uda się zrealizować. Udało się, a otwarcie szpitala było dla mieszkańców Mampikony wielkim świętem - w uroczystości wzięło udział ok. 3 tys. osób, które czekały na gości (m.in. nuncjusza apostolskiego, biskupów i kilkudziesięciu kapłanów) i wiwatowały na ulicach. - Brakowało tylko wszystkich darczyńców, którzy z oczywistych względów nie mogli przylecieć do Afryki. A przecież to dzięki ich hojności i sercom wrażliwym na los drugiego człowieka ta placówka mogła powstać - mówi Wojciech Zięba, prezes Polskiej Fundacji dla Afryki.
Obecna była natomiast dr n. med. Lidia Stopyra, ordynator Oddziału Chorób Infekcyjnych i Pediatrii w krakowskim Szpitalu im. Żeromskiego, która w oczach Malgaszy jest bohaterką. Nic dziwnego. To właśnie dr Lidia wiele lat temu przyjechała do Mampikony i to, co wtedy zobaczyła, mocno chwyciło ją za serce. - Zderzyłam się z absolutnym brakiem dostępu do opieki medycznej, z głodem prowadzącym do wyniszczenia i z chorobami, które - nieleczone - kończyły się ciężkimi powikłaniami, cierpieniem, kalectwem lub śmiercią. Nie miałam wątpliwości, że trzeba naprawić ten kawałek świata - wspomina.
Już wtedy pojawiła się myśl, że najlepiej byłoby wybudować szpital, lecz trudno planować takie przedsięwzięcie, gdy nie ma dostępu do wody i prądu, i gdy drogi dojazdowe są takie, że samochód osobowy może nie przejechać, a co dopiero dostawczy. - A potem na Madagaskar spadły epidemia odry (ze śmiertelnością wśród dzieci rzędu 30 proc.) i pandemia covid, która pokazała, że w Mampikony konieczny będzie tlen. Mimo że wizja powstania szpitala wydawała się abstrakcyjna, trzeba było zacząć działać i dziś niemożliwe stało się możliwe, a szpital wygląda jak z bajki - wzrusza się dr Lidia, która na przestrzeni ostatnich lat wymyśliła także akcję zbierania okularów dla mieszkańców Mampikony i całego regionu, a podczas każdej misji medycznej badała i diagnozowała nawet 3 tys. osób. Co więcej, dzięki współczesnej technice, m.in. WhatsApp, dr Stopyra konsultuje afrykańskich pacjentów, będąc w Krakowie. Ta współpraca przekłada się też na bezcenne doświadczenie w chorobach tropikalnych. To ważne, bo coraz więcej naszych rodaków podróżuje do egzotycznych krajów i wraca z niebezpiecznymi chorobami.
To miejsce uratuje życie tysiącom ludzi.
Dariusz Kanclerz /Polska Fundacja dla Afryki
- To jeszcze nie wszystko, bo teraz, gdy trwała budowa szpitala, to dr Lidia przygotowała jego merytoryczny projekt, a potem czuwała nad tym, by wszystkie szczegóły zostały wykonane tak, jak trzeba. Dziś można powiedzieć, że na końcu świata powstał szpital spełniający światowe standardy - nawet pokoje są dwuosobowe, z osobną toaletą i prysznicem - opowiada K. Urban.
Wielkie wrażenie robią także liczby, które pokazują, że każda złotówka z Polski została przekuta w dobro. Całkowita powierzchnia tej placówki wynosi bowiem aż 5700 m kw. ("wyrosła" też cała niezbędna infrastruktura, czyli 4 studnie, domy dla personelu, kostnica, szwalnia), w sumie będzie w niej 140 łóżek, a pracę znajdzie tam ponad 100 osób (wyłącznie Malgasze). Ciekawostką jest, że 210 okien i 340 drzwi dla szpitala wykonała szkoła stolarska, która również przed laty powstała dzięki Polskiej Fundacji dla Afryki. - Takie momenty w naszej pracy, gdy okazuje się, że dzięki zdobytemu wykształceniu lokalni mieszkańcy mogą zarabiać na swoje utrzymanie, wzruszają najbardziej - komentuje K. Urban. Z kolei aby na plac budowy dotarły wszystkie konieczne materiały, trzeba było aż 650 razy pokonać 500 km dzielących Mampikony od stolicy Madagaskaru, przy czym jeden taki kurs - ze względu na stan dróg - trwał nawet 16 (i więcej!) godzin.
- Warto jeszcze dodać, że w państwowych szpitalach brakuje wszystkiego - bieżącej wody, szczepionek, leków, sprzętu diagnostycznego, dlatego pacjenci za wszystko płacą (nawet za strzykawki, rękawiczki itd.). Bywa też, że kobiety idą rodzić z własnymi bidonami wody. W Szpitalu Polskim będzie wszystko, nikt nie zostanie bez pomocy, a najbardziej potrzebujący będą przyjmowani bez żadnych opłat. Pozostali będą płacić tyle, ile będą mogli. Teraz dla fundacji najważniejszy będzie zaś zakup rentgena, niezbędnego na SOR i przy diagnozowaniu gruźlicy - wyjaśnia K. Urban.
Podsumowując: szpital w Mampikony był tak bardzo potrzebny, ponieważ w okolicznych przychodniach nie ma lekarzy - przyjmują tam głównie pielęgniarki, a żeby się do nich dostać, trzeba pokonać nawet ponad 20 km. Oczywiście na piechotę. - Na lekarza wielu też nie stać. Rolnicy nie mają żadnych świadczeń, ubezpieczeń społecznych, a skoro za wszystko trzeba płacić, to gdy nie ma się pieniędzy, chory nie zostanie przyjęty do państwowego szpitala. Jeśli zaś do najbliższego USG czy RTG jest 200 km, dla przeciętnego człowieka oznacza to tyle, jakby tego sprzętu nie było. Zwłaszcza w porze deszczowej, gdy drogi są zalane - opowiada K. Urban.
Biorąc różne fakty pod uwagę, w nowym szpitalu w pierwszej kolejności trzeba było otworzyć oddział będący odpowiednikiem naszego SOR oraz porodówkę i oddział położniczy. - Na Madagaskarze olbrzymim problemem jest śmiertelność okołoporodowa, zarówno kobiet, jak i noworodków. Zaledwie niespełna 50 proc. porodów odbywa się w asyście lekarza, a żeby wykonać cesarskie cięcie lub odebrać skomplikowany poród, z Mampikony trzeba jechać 250 lub nawet 500 km (afrykańską drogą, kilkanaście godzin). 200 km dzieli kobiety od najbliższego USG, a 20 km piechotą trzeba z kolei pokonać, by dostać się do pielęgniarki. Teraz ciężarne i ich dzieci będą w końcu bezpieczne - cieszy się dr Stopyra i dodaje, że tę smutną rzeczywistość poznała przed laty dzięki o. Dariuszowi Marutowi, duchaczowi, który podczas pierwszego spotkania z krakowską lekarką powiedział, jak wielki dramat dzieje się tam, gdzie pracuje on na co dzień jako duszpasterz. - Dziś mogę powiedzieć, że szpital zaistniał m.in. dzięki niezwykłemu zaangażowaniu w to dzieło o. Dariusza i za to bardzo mu dziękuję. Jestem też pełna uznania dla wszystkich, którzy tam, na miejscu, współpracowali z fundacją i podjęli się budowy - mówi dr Lidia.
- Pokoje pacjentów są dwuosobowe - cieszy się Leolid, który oprowadził przedstawicieli fundacji po szpitalu.
Polska Fundacja dla Afryki
Kolejnymi oddziałami szpitala pierwszej potrzeby - oprócz SOR, porodówki i położnictwa - są też pediatria oraz oddział wewnętrzny. Szpital będzie miał również okulistykę, oddział operacyjny, przychodnię, radiologię, laboratorium (biochemiczne, mikrobiologiczne i serologiczne) oraz aptekę. Jak bardzo i to jest ważne?
- Rozprzestrzenia się chociażby gruźlica, bo nie jest diagnozowana, więc w domu mieszkają ludzie chorzy ze zdrowymi. Tylko co piąte dziecko jest prawidłowo zaszczepione, dlatego wszystkie choroby, które u nas są opanowane, tam są wyrokiem śmierci. Ludzie, nie mając dostępu do czystej wody, piją zanieczyszczoną. I to skutkuje groźnymi zakażeniami. Pamiętam historię 14-letniego chłopca, który od pewnego czasu cierpiał na krwiomocz. Gdy trafił do dr Lidii, dostał antybiotyk. Po dwóch tygodniach wrócił do niej zaniepokojony, bo nie rozumiał, co się dzieje - jego mocz stał się jasny, zniknęła czerwień - wspomina K. Urban, dodając, że takie historie jak ta obrazują fatalny stan opieki zdrowotnej na wyspie. Mocna jest też historia Nathashy, która uratowała swojego synka Jenika, urodzonego w 7. miesiącu ciąży. - Wtedy nie było jeszcze szpitala. Kobieta ułożyła noworodka między butelkami z ciepłą wodą i owinęła go kocem, by zapewnić odpowiednią temperaturę. Przez trzy tygodnie walczyła o jego życie. W końcu stan chłopca poprawił się.
Dr Lidia dodaje zaś, że skoro szpital otrzymał jej imię, to jest to zobowiązanie - do dobra, pomocy najbardziej potrzebującym i leczenia na naprawdę wysokim poziomie.








