Wyruszyli 26 lipca, po Mszy św., której w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Bodzanowie przewodniczył prowincjał generalny saletynów w Polsce. Po otrzymaniu błogosławieństwa ks. Marcin oraz Kacper, Wojtek, Julka, Mateusz, Maciek i Wiktor rozpoczęli zmagania z własnymi słabościami, bo przejechanie 1800 km w 10 dnia w upalny lipcowy czas to nie lada wyczyn.
- Pierwszego dnia pokonaliśmy 130 km i 1400 metrów przewyższeń. Na nocleg w Cieszynie przyjęli nas ojcowie franciszkanie. Drugiego dnia dotarliśmy już do czeskiego Vyskova, gdzie nocowaliśmy w opuszczonej plebanii - warunki były wystarczające dobre, by wypocząć przed kolejnym dniem. A ten kolejny dzień zaprowadził nas do Litschau w Austrii. To jednak jest bardzo małe miasteczko, gdzie nie było szans na nocleg, dlatego ostatecznie zatrzymaliśmy się 13 km wcześniej, przy kościele, gdzie były woda, prąd, kaplica i toaleta. Nic więcej nam nie potrzeba - uśmiecha się ks. Marcin.
Czwartego dnia rowerzyści przemierzali Niemcy, by nocleg znaleźć u przemiłego księdza, i nabrać sił przed drogą do Monachium. Te siły bardzo się przydały, bo ten odcinek trasy okazał się bardzo trudny. - Gdy się przebije 200 km wykręcone jednego dnia, to organizm przeżywa szok. Tak właśnie się stało, a ja wczoraj byłem bardzo dumny z całej mojej grupy. Zmęczenie na tyle jednak nam dokuczyło, że postanowiliśmy powrócić do zwyczaju z poprzednich lat i prosimy wszystkich, którzy śledzą na Facebooku nasze posty, i którzy przeczytają ten tekst, nie tylko o modlitwę i duchowe wsparcie, ale też o datki na Colę, bo glukoza jest dla nas paliwem napędowym - śmieje się ks. Marcin.
Datki, nawet drobne, najlepiej w euro, można przesyłać na konto 67 1240 5152 1111 0010 6951 5540. Teraz, w weekend, łatwiej będzie zaś blikiem, na numer telefonu ks. Marcina +48788615554.
W piątkowy wieczór, 31 lipca, rowerowi pątnicy znów musieli walczyć z temperaturą (która cały czas utrzymuje się na poziomie 38 stopni Celsjusza) i ze swoimi siłami… - Powoli dobiega końca szósty dzień - zrobiliśmy 170 km, by dojechać do Ravensburga. Właśnie tutaj będziemy mieć nocleg u polskiego księdza, który pracuje na misji w tym mieście. Nie tylko daje nam dach nad głową, ale też podejmie kolacją i śniadaniem i bardzo jesteśmy mu wdzięczni. Dziś, oprócz upału, mocno daje nam w kość także wiatr, który mocno spowalnia jazdę. Tam, gdzie można by się rozpędzić, jedziemy zaledwie 9 km /h, bo szybciej się nie da. Wczorajsze Monachium było środkiem całej wyprawy. Jutro przed nami tylko 130 km, więc będziemy mieć lżejszy dzień, ale później wjedziemy już do Szwajcarii - opowiadał podczas połączenia z „Gościem Krakowskim” ks. Napora.
Na szczęście na trasy znajdują się dobrzy ludzie, którzy chcą dać pielgrzymom dach nad głową i poczęstować kolacją.
Archiwum ks. Marcina Napory
Gdyby któregoś dnia nie udało się w pełni zrealizować planu podróży, to istnieje możliwość, że cel zostanie zdobyty dzień później, czyli we środę 5 sierpnia. Na razie rowerzyści chcą zrobić wszystko, by do alpejskiego sanktuarium dotrzeć 4 sierpnia.
- Potrzeba nam nie tylko sił, ale i wytrwałości, bo wiadomo już, że temperatury będą tylko wyższe, aż do Grenoble. Dopiero ostatni alpejski odcinek, z Corps do La Salette, może być nieco chłodniejszy, ale nie wiem, czy jeszcze będziemy umieli poczuć różnicę. Mimo zmęczenia pamiętamy jednak, że to jest pielgrzymka i właśnie ta myśl jest naszym „doładowaniem”. Przecież każdy z nas wiezie w sercu konkretną intencję, dla której ofiarowujemy ten wysiłek - zaznacza ks. Marcin.
Wszystkie dni rozpoczyna więc Msza św., a kończy modlitwa brewiarzowa. Przez cały dzień, gdy odlicza się kolejne kilometry, każdy modli się tak, jak w danej chwili jest mu najłatwiej, chociażby powtarzając: „Jezu, ufam Tobie”.
- Zdecydowałam się na tę wyprawy trochę z ciekawości, by sprawdzić swoje umiejętności. I choć są momenty słabości cieszę się, że jestem częścią tej grupy, bo ta wyprawa uczy jak przekraczać swoje granice. Nasza trasa powinna być jednak przeżywana duchowo, dlatego podczas jazdy jest czas na porządkowanie w głowie różnych myśli i na to, by modlić się, pamiętając o intencji, którą zabrało się w drogę - zauważa Julka. Kacper dodaje zaś, że dotychczasowe 6 dni podróży można podzielić na te bardziej przyjemne, i te trudniejsze, a wszystkie doświadczenia razem wzięte przypominają, że podobnie jest w codziennym życiu. - Ta trasa uczy pokory, a więc także przyjmowania wszystkiego, co każdego dnia chce dać nam los. Uczy też konsekwencji w modlitwie, bo niosę w sercu nie tylko swoją intencję, ale też intencje, które powierzyli mi przyjaciele. Nie mogę ich zawieść. Finalnie oddam zaś to wszystko Matce Bożej z La Salette - mówi Kacper.
Warto dodać, iż pomysł „rowerowego ŚDM” narodziła się przed Światowymi Dniami Młodzieży w 2023 r. Ks. Marcin pracując jeszcze w parafii w Czarnym Dunajcu, zaproponował dwóm lektorom, by na spotkanie z Ojcem Świętym pojechali do Portugalii nie autokarem, ale na dwóch kółkach. Cel został osiągnięty. Gdy ten młody kapłan zamienił podhalańską parafię na podkrakowską, na dzień dobry zapowiedział, że chce kontynuować ideę rowerowych pielgrzymek, i że w wakacje 2024 r. również planuje spotkać się z papieżem Franciszkiem. Do Wiecznego Miasta pojechało z nim wtedy 11 śmiałków - wspólnie, w 10 dni, pokonali ponad 1600 km i 16 tys. metrów przewyższeń, by dotrzeć na plac św. Piotra i uścisnąć Franciszkowi dłoń. Rok temu do Konstantynopola (czyli do Stambułu) z ks. Marcinem pojechało 6 osób - wszyscy pokonali 1700 km i 14 tys. przewyższeń, by duchowe akumulatory naładować w kolebce wschodniego chrześcijaństwa i dawnej stolicy Cesarstwa Bizantyjskiego.
- W tym roku cel podróży, czyli La Salette, wybraliśmy nieprzypadkowo - 19 września minie 180 lat, odkąd Matka Boża objawiła się dwójce dzieci, pastuszkom Melanii Calvat i Maksyminowi Girard. Jadąc do Francji, chcemy przypomnieć, o co Maryja, Płacząca Pani, prosiła w tym malowniczo położnym miejscu - wyjaśnia ks. Marcin.








