Tropikalny upał wiszący nad Polską spowodował widoczny spadek frekwencji, choć wydarzenie przeniesiono bliżej wieczoru w nadziei na niższą temperaturę. Nadzieja nie wypaliła i gorąc był niezwykły, tak że w pewnej chwili szefowa muzyczna imprezy i akompaniatorka Ewa Kornecka wydała od klawiatury (kto naciska klawisze, ten ma władzę!) polecenie, aby panowie zdjęli mundury i zostali w koszulach. Mundurowa stylizacja chóru (sukienne płaszcze dla panów) i prowadzącego Waldemara Domańskiego (ułański mundur legionowy, takoż sukienny) groziły udarem cieplnym.
Kiedy w 2002 r. W. Domański wymyślił lekcje śpiewania, przyświecało mu słuszne skądinąd hasło "Patriotyzm nie musi być cierpieniem!". Od tego czasu rozdano ponad pół miliona śpiewników, a coraz więcej ludzi, także młodych, śpiewa słowa tradycyjnych polskich piosenek bez zaglądania do tekstu. Najbardziej niespodziewana jest sama formuła imprezy. Jest to jedyny koncert na świecie, w którym głównym wykonawcą jest publiczność. Oczywiście, śpiewa stojący na scenie zespół Lochu Camelot, gra jego szefowa E. Kornecka, a W. Domański głównie słucha, jak śpiewają ludzie na widowni (a śpiewają, jako się rzekło, z roku na rok coraz składniej) i prowadzi konferansjerkę w swoim własnym, charakterystycznym stylu.
Przesunięcie terminu lekcji na późniejszą godzinę spowodowało, że po raz pierwszy od dłuższego czasu nie wzięli w niej udziału uczestnicy wyruszającego 6 sierpnia z rana z krakowskich Oleandrów kolejnego Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej, którzy w tym samym czasie odbywali wieczorny capstrzyk na Kopcu Piłsudskiego. No ale oni nie potrzebują lekcji, bo piosenki i pieśni patriotyczne umieją chyba na pamięć.
Wymaszerują, jak zwykle, w zwartym szyku. Oby tylko pogoda nie dała się za bardzo we znaki. W 1914 r. temperatura w Krakowie wynosiła 22 stopnie, idealnie do marszu. Jak będzie teraz? Zobaczymy!









