Prorok naszych czasów

70 lat temu - 7 września 1956 r. - w Krakowie urodził się Tadeusz Isakowicz-Zaleski, przyszły kapłan archidiecezji krakowskiej, duszpasterz robotników, niepełnosprawnych intelektualnie, Ormian polskich i kresowian. Znający go dobrze ks. Witold Kowalów określił go po jego śmierci w 2024 r. "prorokiem naszych czasów".

Chcesz częściej widzieć treści z Gościa Niedzielnego w Google? Dodaj nas do ulubionych źródeł

Ks. Tadeusz był "człowiekiem-orkiestrą" na wielu polach. Opiekował się duchowo i nie tylko, robotnikami i niepełnosprawnymi. Zabiegał także o upamiętnienie ofiar ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich. Kierował się w ocenie spraw historycznych i aktualnych, maksymą wybitnego pisarza Józefa Mackiewicza, że "jedynie prawda jest ciekawa", za co nieraz "dostawał po głowie".

Najlepiej scharakteryzował się sam, w wierszu "Dziedzictwo": "Otrzymałem w spadku ormiańską duszę/ lwowski akcent/ kresowy patriotyzm/ ukraińską tęsknotę za Bogiem".

Jego rodzina łączyła w sobie tradycje polskie, ormiańskie a nawet ruskie. Polskie wnosił ojciec - doc. dr hab. Jan Zaleski pochodzący z Monasterzysk koło Buczacza, filolog, wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie, a ormiańskie matka Teresa z Isakowiczów Zaleska, polonistka, której rodzina pochodziła z Pokucia. Był jednak także ślad ruski [ukraiński] w postaci pradziadka - księdza greckokatolickiego (kapłanów tego obrządku nie obowiązywał celibat).

Był pobożny już od dzieciństwa. Jako licealista brał udział w ruchu oazowym. Po maturze w 1975 r. został alumnem Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Jeszcze w tym samym roku, zgodnie z praktyką władz PRL, kleryk Zaleski został powołany do odbycia dwuletniej służby wojskowej w Brzegu. Jak wspominał, odwiedzał go tam, gdy był aresztantem, ks. Franciszek Macharski, wówczas rektor seminarium. "Było to w czerwcu 1976 r., tuż po wydarzeniach w Radomiu. Sytuacja była więc bardzo napięta. Przyjechał wtedy do jednostki po raz kolejny ks. rektor Macharski i koniecznie chciał się ze mną zobaczyć. Odmówiono mu tego kategorycznie, twierdząc, że nie ma spotkań z aresztantami. Jednak któryś z żołnierzy służby zasadniczej, ale nie z jednostki kleryckiej, powiedział, że niedaleko aresztu jest dziura w płocie i że dowódca warty to »swój chłop« więc ułatwi spotkanie. Ks. rektor poszedł więc do tej dziury, a mnie pod pretekstem wyrzucenia kosza na śmieci wypuszczono pod eskortą wartownika. Poszedłem w aresztanckim kitlu, niesamowicie usmolony, gdyż pracowałem akurat przy rozładunku węgla, a wartownik szedł w pełnym rynsztunku, z karabinem na ramieniu. Ten widok sprawił na księdzu rektorze silne wrażenie i po chwili nie wiadomo było kto kogo pociesza. Bardzo to jednak ujęło wszystkich żołnierzy - kleryków, że dla odwiedzenia jednego ze swych wychowanków ks. Macharski podjął tak niekonwencjonalny krok jak to potajemne spotkanie przy płocie" - wspominał po latach ks. Tadeusz. Święcenia kapłańskie otrzymał 22 maja 1983 r. w katedrze na Wawelu z jego rąk, już jako arcybiskupa i kardynała.

Już od końca lat 70. ub. wieku angażował się w działanie ruchów niezależnych. Od maja 1980 r. pod pseudonimem Jacek Partyka współredagował wydawane poza zasięgiem cenzury pismo "Krzyż Nowohucki", wydawane przez Chrześcijańską Wspólnotę Ludzi Pracy w Nowej Hucie, współpracował z krakowskim Studenckim Komitetem Solidarności oraz podziemną Solidarnością. Był represjonowany przez komunistyczną bezpiekę. W 1985 r. został dwukrotnie ciężko pobity przez funkcjonariuszy SB. Pisaliśmy o tym obszernie w 2005 r. w "Gościu Krakowskim" przy okazji ujawnienia nowych materiałów dotyczących tych pobić, m.in. taśmy VHS z przesłuchania ks. Zaleskiego przez MO. W 1988 r. został "przemycony" na teren Huty im. Lenina, gdzie trwał strajk robotników. Odprawiał tam Msze św. i spowiadał. "Nieżyjący już dziś ks. Kazimierz Jancarz wraz z jeszcze jednym księdzem przedostali się 1 maja na teren huty i odprawili tam Mszę św. Ks. Jancarz przysłał później do mnie kuriera z wiadomością, że nie ma kapłana, który odprawiłby tam Mszę św. w święto 3 Maja oraz w dniu następnym, czyli w dniu  św. Floriana, patrona hutników. Wszedłem do kombinatu na sfałszowaną przepustkę i odprawiałem  Msze św. na różnych wydziałach. Nie mogłem jednak już swobodnie wrócić do domu. W nocy z 4 na 5 maja strajk rozbiło ZOMO. W czasie ataku, wyrwany ze snu, nie miałem nawet czasu ubrać butów. Uciekłem na suwnicę, ale milicjanci ściągnęli mnie stamtąd i jeszcze tej samej nocy przywieźli do kurii, podczas gdy ówczesny kanclerz, ks. Bronisław Fidelus musiał potwierdzić na piśmie »odbiór« mojej osoby, niczym worka ziemniaków" - wspominał ks. Tadeusz w rozmowie z "Gościem Krakowskim".

Najważniejszą formą niesionej przezeń z wielkim zaangażowaniem i samozaparciem pomocy bliźnim, było jego zaangażowanie w opiekę nad osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Jeszcze jako kleryk został  uczestnikiem Ruchu "Wiara i Światło", skupiającego osoby z niepełnosprawnościami intelektualnymi, ich rodziny oraz przyjaciół. W 1987 r. wraz ze Stanisławem Pruszyńskim i Zofią Tetelowską założył Fundację im. Brata Alberta w podkrakowskich Radwanowicach,  która utworzyła tam Schronisko dla  osób niepełnosprawnych intelektualnie. Z czasem fundacja rozszerzyła teren swego działania na cały kraj. Prowadzi zarówno ośrodki pobytu stałego i warsztaty terapii zajęciowej jak i środowiskowe domy samopomocy, dzienny dom seniora, dom pracy twórczej osób niepełnosprawnych i świetlicę opiekuńczo-wychowawczą. Początki były niezwykłe. Wielu bliskich osób niepełnosprawnych umysłowo myślało z niepokojem, co się stanie po ich śmierci z tymi dorosłymi już osobami, mocno dotkniętymi przez los. Ten niepokój nie byłby pewnie rozwiany, gdyby nie spotkanie w połowie lat 80. XX w. dwóch energicznych osób: młodego ks. Tadeusza i zaangażowanego w działalność dobroczynną Stanisława Pruszyńskiego, pochodzącego z Wołynia inżyniera z hrabiowskim tytułem, krewnego Cieńskich, Czartoryskich i Dzieduszyckich. To on rzucił pomysł, że niepełnosprawni umysłowo muszą mieć własny dom, "dom z ogródkiem". Szukali miejsca, gdzie mógłby powstać, jeżdżąc po Polsce rozklekotanym maluchem Pruszyńskiego. Znaleźli je we dworze w Radwanowicach u Zofii Tetelowskiej.

W 1987 r. wraz ze Stanisławem Pruszyńskim i Zofią Tetelowską założył Fundację im. Brata Alberta w podkrakowskich Radwanowicach, która utworzyła tam schronisko dla osób niepełnosprawnych intelektualnie. Z czasem fundacja rozszerzyła swoje działanie na cały kraj. Prowadzi zarówno ośrodki pobytu stałego i warsztaty terapii zajęciowej, jak i środowiskowe domy samopomocy, dzienny dom seniora, dom pracy twórczej osób niepełnosprawnych i świetlicę opiekuńczo-wychowawczą. Ksiądz Zaleski miał talent do zdobywania dla fundacji dobrodziejów i współpracowników. Owocna była szczególnie współpraca z aktorką Anną Dymną, która organizowała działania artystyczne angażujące osoby z niepełnosprawnościami. "Kiedy w latach 90. funkcjonowała już Fundacja Brata Alberta, powstawały spontanicznie festiwale twórczości osób niepełnosprawnych, które odbywały się często w warunkach polowych, pod namiotem. Pomyślałem wtedy, że mógłbym do jury tych festiwali zaprosić niegdysiejszą sąsiadkę z ul. Zyblikiewicza. Zatelefonowałem do niej z tą propozycją. Była zaskoczona, ale zgodziła się. Był to dla niej nowy świat. Połknęła bakcyla, od razu włączyła się w przygotowywanie przedstawień teatralnych z udziałem osób niepełnosprawnych intelektualnie, powstał Teatr Radwanek" - wspominał ks. Tadeusz w 2021 r. przy okazji 70. rocznicy urodzin aktorki. Spotkanie, a potem współpraca z księdzem było dla niej ważnym doświadczeniem. "Dzięki takim ludziom świat idzie do przodu. Miałam szczęście, że go spotkałam. Bo rzeczywiście otworzył przede mną jakby zupełnie inne wartości. Poznał mnie z ludźmi, którzy nauczyli mnie patrzeć, gdzie jest prawdziwy sens życia. Przede wszystkim Tadek nauczył mnie takiej odwagi. Pokazał, jak wściekłość i niezgodę na to, co się dzieje wokół, zamieniać w wartości. On to umiał świetnie robić. Ja się dzięki niemu też tego uczyłam" - napisała aktorka na swym profilu w mediach społecznościowych po śmierci ks. Tadeusza.

Warto wspomnieć, że rozmaite działania ks. Tadeusza, także te w Radwanowicach, wspierał kard. Macharski. "Zawsze mogliśmy liczyć na kardynała. Uczestniczył w otwarciu wszystkich naszych placówek, nie odmawiał nigdy kontaktów z naszymi podopiecznymi. Nie zapomnę Wielkiego Tygodnia w roku 2000. Okradziono wówczas kasę fundacji z pieniędzy zebranych na kwestach. Gdy nasi podopieczni poszli w Wielka Sobotę do kardynała, dowiedział się od nich o tym bolesnym wydarzeniu. Jeszcze tego samego dnia zostałem wezwany do kurii. Podszedł do mnie sam kard. Franciszek i bez słowa wręczył mi grubą kopertę. Były w niej pieniądze, które ofiarowano mu na cele charytatywne z okazji 50. rocznicy jego święceń kapłańskich" - wspominał ks. Tadeusz. Po śmierci kardynała napisał książkę "Franciszek od Brata Alberta", wskazując na duchowe powinowactwa zmarłego hierarchy ze św. Bratem Albertem Chmielowskim.

Warto wspomnieć, że ks. Tadeusz bywał często w redakcji "Gościa Krakowskiego". Urządzano tam niegdyś kolejne konferencje Fundacji im. Brata Alberta.

Prorok naszych czasów   Ksiądz Zaleski miał talent do zdobywania dla fundacji dobrodziejów i współpracowników. Owocna była szczególnie współpraca z aktorką Anną Dymną, która organizowała działania artystyczne angażujące osoby z niepełnosprawnościami. Grzegorz Kozakiewicz

Korzystając z wiedzy na temat pracy w ośrodkach dla dzieci niewidomych i ich rodzin, prowadzonych przez siostry franciszkanki służebniczki Krzyża (jedna z nich - s. Miriam - była jego ciocią, siostrą mamy), ks. Tadeusz organizował wsparcie dla takich ośrodków na terenie Ukrainy. Po inwazji Rosji na Ukrainę współorganizował pomoc dla ukraińskich uchodźców w Polsce. Jednocześnie jednak angażował się mocno w upamiętnienie polskich, ormiańskich i czeskich ofiar ludobójstwa ukraińskiego na Kresach Wschodnich. Podkreślał, że bez tego upamiętnienia oraz godnego pochówku ofiar nie może być mowy o prawdziwym, a nie deklaratywnym pojednaniu polsko-ukraińskim. Z jego inicjatywy w Radwanowicach powstała Kresowa Droga Krzyżowa.

Pamiętając o swoich ormiańskich korzeniach (na jego prośbę, w trakcie Mszy prymicyjnej fragment Ewangelii w języku ormiańskim odczytał Andrzej Pisowicz, iranista i armenista z Uniwersytetu Jagiellońskiego), zaangażował się w duszpasterstwo ormiańskokatolickie na terenie Polski. Był m.in. proboszczem parafii pw. św. Grzegorza Oświeciciela dla Polski Południowej, mieszczącej się przy kościele Świętej Trójcy w Gliwicach. Dla symbolicznego podkreślenia swoich związków do polskiego nazwiska ojca dodał jako drugi człon ormiańskie nazwisko matki. Starał się o upamiętnienie na terenie Polski ludobójstwa Ormian dokonanego w 1915 r. przez Turków (m.in. przy Kościele św. Mikołaja w Krakowie ustawiono ormiański krzyż z motywami kwiatowymi - chaczkar) oraz ofiar masowych mordów Ormian polskich, dokonanych w czasie II wojny światowej przez członków organizacji ukraińskich OUN-UPA. Jego krewnym był Izaak Mikołaj Isakowicz (1824-1901), katolicki arcybiskup lwowski obrządku ormiańskiego.

W 2018 r. mówił długo i ciekawie o Ormianach na krakowskich Polach Dialogu, w trakcie jednego z cyklu spotkań prowadzonych przez dziennikarzy „Gościa Krakowskiego”.

Prorok naszych czasów   Ks. Tadeusz pamiętał o swych ormiańskich korzeniach. W 2018 r. mówił długo i ciekawie o Ormianach na krakowskich Polach Dialogu, w trakcie jednego z cyklu spotkań prowadzonych przez dziennikarzy „Gościa Krakowskiego”. Karolina Krawczyk

Ksiądz Zaleski był bezkompromisowy nie tylko w stawianiu prawdy na pierwszym miejscu jako warunku pojednania polsko-ukraińskiego. Uważał także, że kryterium prawdy winno być stosowane także w przypadku rozwiązywania trudnych spraw w Kościele, m.in. przypadków współpracy niektórych przedstawicieli duchowieństwa z komunistycznym aparatem represji oraz przypadków pedofilii. Owocem jego badań historycznych była książka "Księża wobec bezpieki na przykładzie archidiecezji krakowskiej" (2007), gdzie ujawniono m.in. donosy na kard. Karola Wojtyłę i kard. Franciszka Macharskiego. Duchowny zaznaczał przy tym, że nie kierowało nim w przypadku tych badań pragnienie zemsty. Większość duchowieństwa krakowskiego była ofiarami inwigilacji i prześladowań. Jedynie 10 proc. nie wyszło z tej próby zwycięsko. "Problemy historyczne, zwłaszcza te bolesne i do tej pory nierozwiązane, mają duży wpływ na teraźniejszość" - wspominał.

Ksiądz Tadeusz był autorem licznych książek, publikowanych przede wszystkim przez krakowskie Małe Wydawnictwo, m.in. "Ludzie dobrzy jak chleb" (2010), "Nie zapomnij o Kresach" (2011), "Personalnik subiektywny" (2013) i "Żywa historia" (2014).

Kapłan został wyróżniony licznymi odznaczeniami i wyróżnieniami, m.in. Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Nagrodą Literacką im. Józefa Mackiewicza, tytułem Kustosza Historii oraz obywatelstwem honorowym kilku miejscowości.

Zmarł 9 stycznia 2024 r. w 67. roku życia. We wspomnieniach pośmiertnych podkreślano jego cechy nadzwyczajne.  "Zdarzało się, że zbyt szybko wydawał osądy, może nawet czasem błądził w swojej pasji docierania do prawdy, ale to wszystko nie przesłania tego, co najważniejsze - był to człowiek wielkiego serca. Zresztą nie potrafił inaczej reagować na dziejące się zło i hipokryzję, jak stawać po stronie słabszych" - ocenił dla "Gościa Krakowskiego" bp Damian Muskus, którego wyznaczono do przewodnictwa w dniu 18 stycznia 2024 r. w kościele w Radwanowicach Mszy św. pogrzebowej ks. Tadeusza. Według niego zmarły kapłan "nie kalkulował, czy komuś się narazi, czy ktoś będzie na niego pomstował, czy będzie wyrażał swoje niezadowolenie albo próbował zaszkodzić". " Gdy tylko docierały do niego sygnały o doznanej krzywdzie, działał natychmiast" - podkreślił biskup.

Znający dobrze ks. Tadeusza ks. Witold Kowalów, kapłan archidiecezji krakowskiej posługujący od 1992 r. w Ostrogu na Wołyniu, nie tylko duszpasterz lecz także historyk, redaktor i wydawca, dopatruje się w postaci zmarłego cech świętości. „Czy ktoś odważy się powiedzieć Santo Subito. Tak - święci się kłócą, niekiedy są nieposłuszni, mówią prawdę, są niewygodni... Po owocach ich poznajemy. Zmarły kapłan nie tylko kontynuował dzieło św. Brata Alberta i kard. Franciszka Macharskiego, ale był prorokiem naszych czasów. Tylu ludzi i redakcji zwracało się doń o wyważony komentarz do bieżących trudnych wydarzeń i spraw jakimi żyliśmy...” - napisał na swym profilu w mediach społecznościowych po śmierci ks. Tadeusza.

Czytaj także:

Ormianie byli pierwsi

Galerię fotografii ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego wykonanych przez Grzegorza Kozakiewicza można obejrzeć zaś TUTAJ

« ‹ 1 › »

Funkcja zapisywania artykułów jest dostępna tylko dla zalogowanych użytkowników.