Skala zainteresowania mieszkańców i przybyszy chyba trochę zaskoczyła organizatorów. Potężna kolejka stała prawie od kościoła św. Idziego do bocznej austriackiej bramy wjazdowej do ogrodów. W dodatku kolejki były tak naprawdę dwie, bo osobno podchodzili ci, którzy chcieli kupić bilety wstępu, a osobno ci nieco bardziej przewidujący, którzy zakupili je wcześniej przez internet.
Ale niezależnie od tego, warto było w tej kolejce stać! Królewskie ogrody są w ogóle miejscem specjalnym, nawet jak na Wawel z jego bogactwem atrakcji, a kolorowe, zmienne oświetlenie tarasów, alejek i samego zamku dodało dodatkowej atrakcyjności. Znana za dnia przestrzeń stała się nagle jakimś zupełnie innym, nieco onirycznym w klimacie miejscem. I to niezależnie od faktu, że przemieszczał się w niej tłum z komórkami gorączkowo usiłujący uwiecznić zmieniającą się scenografię. A wychodząc z ogrodów można było przejść na dziedziniec arkadowy, gdzie na korpusie krużganków wyświetlano mapping z motywami roślin.
"Ogrody światłem malowane" to tylko jedna z atrakcji, jaką wabi tej jesieni Wawel. Cały czas trwa wystawa "Lary i penaty" przeniesiona z weneckiego biennale architektury, a na swoją kolej oczekują m. in. ekspozycja poświęcona królowej Annie Jagiellonce i "Ekstaza" na której zaprezentowana zostanie słynna „Ekstaza św. Teresy z Avilli” Gian Lorenzo Berniniego. Będzie się działo!









