Radość ze szczoteczki...

Ks. Ireneusz Okarmus

|

Gość Krakowski 47/2012

publikacja 22.11.2012 00:00

Gdy w 2001 r. Stowarzyszenie „Wiosna” zainicjowało pierwszą akcję pomocy – „Twarzą w twarz”, nikt nie przypuszczał, że z roku na rok będzie się rozpędzać i obejmie całą Polskę.

Radość ze szczoteczki... Ks. Ireneusz Okarmus

Wtedy wzięło w niej udział zaledwie 10 wolontariuszy, ale to były tylko podwaliny dzisiejszej Szlachetnej Paczki. O skali tego fenomenu socjologicznego – według badań znanego 66 proc. Polaków – mówią liczby. W ub. roku Szlachetna Paczka dotarła do 11 884 rodzin, pomocą objęła łącznie 52 tys. osób, a wartość przekazanej pomocy przekroczyła 18 mln zł. W Paczkę zaangażowało się 10,5 tys. wolontariuszy, w tym aż 7200 tzw. opiekunów rodzin, którzy odwiedzali rodziny, przygotowując ankiety.

Dla kogo Paczka?

Szlachetna Paczka to coś więcej niż tylko „rozdawnictwo darów” dla potrzebujących. To akcja, której beneficjentami są wszyscy uczestnicy, zarówno obdarowani, jak i darczyńcy oraz wolontariusze. Ci ostatni to armia młodych ludzi (w tym roku jest ich ponad 7500), którzy ludziom doświadczonym przez los niosą ciepło i radość. Bo w całej akcji najważniejsze jest to, by pomoc trafiała do osób, które w trudnej sytuacji znalazły się z przyczyn od nich niezależnych. Dlatego do akcji nie są kwalifikowane rodziny nastawione głównie na to, by coś dostać. Bo nie chodzi o to, by coś komuś dać (a to i tak będzie zmarnowane). Wolontariusze spotykają się więc bezpośrednio z potrzebującymi rodzinami, poznają ich sytuację i opisują ich potrzeby w specjalnych ankietach. Do internetowej bazy danych, dostępnej dla potencjalnych darczyńców na: www.szlachetnapaczka.pl, włączają tylko te rodziny, dla których wsparcie może być inspiracją do zmiany. Bo Paczka to nie tylko konkretna pomoc materialna. To przede wszystkim impuls do działania. – Mamy kilka kryteriów, według których włączamy rodziny do bazy danych: choroba, niepełnosprawność kogoś z rodziny, starość, samotność, samotna matka, nieszczęście w rodzinie, niezawiniony brak pracy. Co drugi przypadek z kwalifikowanych w naszym rejonie to matki samotnie wychowujące dzieci. Dużo jest też chorób w rodzinach – opowiada Milena, liderka wolontariuszy z regionu Kraków-Podgórze Duchackie.

Marzenie o węglu i kotlecie

Młodzi ludzie przeprowadzający ankiety w rodzinach (które są potencjalnymi kandydatami do Paczki) często są poruszeni ich dramatyczną sytuacją życiową. Gdyby zebrać wszystkie relacje wolontariuszy, skala biedy z całego kraju mogłaby każdego przerazić. Przykładem na to jest pewna starsza kobieta, która długo prosiła tylko o węgiel, by miała czym napalić w piecu. Pod koniec rozmowy z wolontariuszką dodała jeszcze jedną prośbę: pierś z kurczaka, by w święta mogła zjeść kotleta... – W tym roku bardzo wzruszyła mnie sytuacja samotnej matki, która wychowuje córkę i opiekuje się psychicznie chorą matką. Po przeprowadzeniu ankiety byliśmy pewni, że powinna otrzymać pomoc. Zapytaliśmy więc konkretnie, co chciałaby dostać. Odpowiedziała, że dla niej nic nie trzeba, że wszystko może być dla córki. Gdy w dalszym ciągu pytaliśmy ją o to, co ma być tylko dla niej, ona wzruszyła się bardzo, rozpłakała i powiedziała, że od bardzo dawna nikt jej o coś takiego nie pytał – opowiada drżącym głosem wolontariusz Mikołaj.

– Podczas przeprowadzania ankiet spotkałam się z rodziną, na której wspomnienie łzy same napływają mi do oczu. Bo jak nie płakać, gdy wiem, że 9-osobowa rodzina ma codziennie tylko 16 zł na obiad dla wszystkich? To wystarcza na kilogram ziemniaków i kilogram buraków. Płakałam, gdy tego słuchałam. Miałam ochotę pojechać do domu, pozbierać wszystko, co mam w lodówce, i zawieźć tej rodzinie – opowiada wzruszona Milena. I dodaje, że z każdy z wolontariuszy chciałby dać „swojej” rodzinie wszystko, co tylko by mógł.

Dając, otrzymują

Szlachetna Paczka pomaga też wzrastać duchowo tym, którzy – biorąc udział w akcji – dają innym cząstkę z siebie. – W ubiegłym roku dostałam „paczkę pozytywnej energii”, która pozwoliła mi wyprostować swoje życie i zamknąć dużo spraw. Idąc z ankietami do rodzin, chcemy dać im impuls, aby one coś zmieniły w swoim życiu, a ja dostałam to gratis. Doszłam wtedy do wniosku, że nie mogę dłużej pozostawać w marazmie. W porównaniu z tym, co było u mnie rok temu, moje życie wygląda teraz inaczej i inne są perspektywy na przyszłość – opowiada Daria. – Gdy w ubiegłym roku po dniu wydawania paczek usiadłam w swoim mieszkaniu, to choć byłam zmęczona, nie chciałam kłaść się spać. Ciągle miałam przed oczyma widok rodziny, która bardzo cieszyła się z podstawowej żywności, którą ja mam na wyciągnięcie ręki. Widziałam, jak ktoś szczerze cieszył się ze szczoteczki do zębów... Gdy w Wigilię usiadłam do stołu i pomyślałam, że dzięki mnie ktoś ma lepsze święta, poczułam się lepiej – opowiada wolontariuszka Magda.