Piękna, choć garbata

Miłosz Beskidzki

|

Gość Krakowski 34/2013

publikacja 22.08.2013 00:00

– Mogielica to królowa Beskidu Wyspowego. To moja ukochana góra – mówi Adam Sołtys, wójt gminy Słopnice. – Stąd widać całą Małopolskę.

Przed rokiem na Mogielicy stawił się prawdziwy tłum odkrywców Przed rokiem na Mogielicy stawił się prawdziwy tłum odkrywców
www.odkryjbeskidwyspowy.pl

Już na górze zapraszamy na krótką, ale ostrą wspinaczkę na szczyt drewnianej wieży widokowej. U naszych stóp będzie królowa „wysp”, nieco dalej wielka Hala Stumorgowa, potem Krzystonów, Jasień, Łopień, Ćwilin, Śnieżnica, Cichoń, malowniczo położone i rozległe Słopnice, dalej szczyty mocno wypiętrzających się Gorców, a na horyzoncie, za delikatnym woalem mgły – postrzępione tatrzańskie turnie. Widać też Beskid Sądecki, Pieniny, Pasmo Łososińskie, a przy dobrej widoczności nawet Kraków.

Wodny skarb

Gospodarz największej wsi w Beskidzie Wyspowym, ale także niedzielnej wyprawy na Mogielicę, bezbłędnie wskazuje nazwy polan, przełęczy i wierzchołków, objaśnia historię miejscowości i przysiółków, z zacięciem opowiada o roślinach i zwierzętach, które można spotkać przy beskidzkich ścieżkach, a wszystko to okrasza anegdotami. Na najpiękniejsze widoki można natrafić wczesnym rankiem i późnym popołudniem, gdy słońce wstaje i niknie za horyzontem, a mgła malowniczo otula wyspiarską krainę. „W górach łąckich złoto żywcem z ziemi się dobywa. Tam też wznoszą się piękne Gorcze, zakończone Mogilicą, widną z Krakowa” – tę niezwykłą wzmiankę o królowej Beskidu Wyspowego historycy odnaleźli, sprawdzając spisy dóbr królewskich z XV stulecia. – Problem jest tylko z tym złotem. Nikt go na razie nie odnalazł – mówi Czesław Szynalik, pomysłodawca wakacyjnej akcji „Odkryj Beskid Wyspowy”. – Pieniądze szczęścia nie dają – pociesza wójt Sołtys. I twierdzi, że gmina znalazła na Mogielicy znacznie cenniejszy skarb niż złoto. – To woda. Dzięki temu cała gmina Słopnice i część gminy Limanowa mają doskonałej jakości zdrój – cieszy się. Wójt szczególnie dumny jest też z 25 km tras narciarskich oplatających szczyt na wysokości od 850 do 950 m n.p.m. – Przygotowane są profesjonalnie. Utrzymujemy je przez całą zimę – zapewnia.

Kopa albo Zapowiednica

Mogielica uchodzi też za najpiękniejszą beskidzką „wyspę”. – I nikomu nie przeszkadza, że jest nieco garbata – przypomina Szynalik, stojąc na szczycie wypiętrzonym na 1170 m n.p.m. – Jest też najwyższa. Rozległy wierzchołek w większej części porośnięty jest pięknym lasem. Niektórzy twierdzą, że niegdyś na Mogielicy chowano samobójców i topielców, a także złoczyńców. To na jej stokach miejsce ostatniego spoczynku mieli znajdować wszyscy, których święcona ziemia nie mogła przyjąć w Chyszówkach, Jurkowie i Wilczycach. Ze względu na charakterystyczny kształt miejscowi często nazywają ją Kopą. – A czasami też Zapowiednicą – dodaje Sołtys. Dlaczego tak? – Przed załamaniem pogody zawsze gromadzą się nad nią ciężkie, sine burzowe chmury – tłumaczy. Można je jednak rozpędzić. Wystarczy uderzyć w... dzwon, który znajduje się w niewielkiej kaplicy na os. Piechoty w Słopnicach.

Zbójeckim tropem

– Od niepamiętnych czasów na jej stokach schronienia szukali również rabusie. Złoto i cenne rzeczy dzielili na „Zbójnickim Stole”. To, czego nie przehulali, ukryli w Marszałkowej Studni na polanie Poręba – twierdzą jedni. Inni jako miejsce, w którym należy szukać zbójeckich łupów, wskazują polanę Brzostek pod Przysłopkiem – przypomina C. Szynalik. I dodaje, że przy okazji niedzielnej wędrówki na beskidzką królową można ruszyć zbójeckim tropem. – Może któryś wędrowiec znajdzie tu swój skarb? – uśmiecha się pomysłodawca wakacyjnej akcji. – Słopnice Królewskie niegdyś w herbie miały... kosę i grabie, Słopnice Szlacheckie – sowę – opowiada Adam Sołtys. Dzieliły je nie tylko tarcza herbowa i historia, ale także potok Słopniczanka. Dziś są jednością, a na tarczy herbowej widnieją sowa i dąb. – Sowa uosabia mądrość i rozwagę. Dąb łączy tradycję z teraźniejszością, a przypomina też i o dawnych czasach, gdy na terenie tym szumiała potężna Puszcza Karpacka, i o teraźniejszości, bowiem kilkusetletnie dęby można wciąż zobaczyć w parku dworskim. Słopnice Królewskie były starsze od Szlacheckich. Tymi drugimi władali najpierw rycerze ze Zbydniowa, pieczętujący się herbem Krzywaśń, a później należały do Mstowskich. Dwie wsie istniały do 1932 r. – Położone w sercu Beskidu Wyspowego, są doskonałym miejscem do uprawiania turystyki pieszej, rowerowej i konnej, a przy tym wspaniałą bazą wypadową na bliższe i dalsze beskidzkie „wyspy” – zapewnia wójt Sołtys.