Idzie huta!

Andrzej Stawiarski

|

Gość Krakowski 38/2013

publikacja 19.09.2013 00:00

30-lecie Duszpasterstwa Hutników. Trudno byłoby sobie wyobrazić organizowanie nowej parafii, zbudowanie kościoła i klasztoru w tym miejscu bez wsparcia „Solidarności”, także tej w kombinacie...

Poświęcenie sztandaru duszpasterstwa, 4 maja 1984 r. Poświęcenie sztandaru duszpasterstwa, 4 maja 1984 r.
Archiwum Andrzeja Stawiarskiego

Gdybym spisywał opowieść o Duszpasterstwie Hutników, działającym przy kościele MB Częstochowskiej na osiedlu Szklane Domy, na początku umieściłbym zdjęcie z budowy kościoła – mówi Zbigniew Ferczyk, kierujący duszpasterstwem od początku jego istnienia.

Klimat do działania

Zanim w 1984 roku rozpoczęła się budowa kościoła pod wezwaniem MB Częstochowskiej na nowohuckim os. Szklane Domy, życie parafii było bardzo skromne. Najpierw powstało zaplecze duszpasterskie: niewielka kaplica, salki katechetyczne, biblioteka, kancelaria i klasztor ojców cystersów z Mogiły, którym powierzono parafię. Proboszczem został o. Niward Karsznia, który po latach napisze: „Trudno byłoby sobie wyobrazić organizowanie nowej parafii, zbudowanie kościoła i klasztoru w tym miejscu bez wsparcia »Solidarności«, także tej w kombinacie”. – Nikt by dziś nie zrozumiał, dlaczego właśnie tutaj znaleźliśmy swoje miejsce. Na placu budowy wszędzie stała woda, chodziliśmy po cegłach i deskach. Nie było ani pomieszczeń, ani warunków do pracy, ale był klimat do działania. Ojciec Niward dał nam najpierw pakamerę, potem niewielkie pomieszczenie – wspomina Z. Ferczyk. W latach stanu wojennego podziemną działalnością w Hucie im. Lenina – największym ówcześnie zakładzie pracy w Małopolsce – kierowała Tajna Komisja Robotnicza Hutników, Społeczny Fundusz Pomocy Pracowniczej i właśnie Duszpasterstwo Hutników. Skalę działania oddają najlepiej zachowane do dziś materiały z archiwum, w których członkowie duszpasterstwa deklarowali swoją aktywność. Działali w kilku zespołach: gospodarczym (magazyn żywności, wyposażenie), imprezowym (pielgrzymki, uroczystości, rocznice), plastycznym (dekoracje, gabloty, kronika), oświatowym, imprez dziecięcych, pomocy charytatywnej. – To była wielopłaszczyznowa, wielowątkowa działalność. Nie zajmowaliśmy się tylko działalnością duszpasterską – byliśmy grupą usługową, w zależności od potrzeb i sytuacji w kraju podejmowaliśmy różne inicjatywy – podkreśla Z. Ferczyk.

Praca nie dla efektu

Zaczęli od pomocy dla internowanych i innych pokrzywdzonych. Organizowali kolonie, obozy wakacyjne i zimowiska. W sezonie uczestniczyło w nich nawet 200 dzieci. Jeździli do Zawoi, Kasinki, Rabki, Białego Dunajca, nad Wigry... Warunki były trudne – w Zawoi dzieci nocowały na strychu, gdzie wchodziły po drabinie, a obiad jadły w stodole. Na wozie drabiniastym rozłożono deski, a na nich położono białą ceratę. – Wszystko było na kartki. Mięsa nie można było zdobyć, kupowaliśmy więc u górala cielę. Dzięki darom mieliśmy mąkę, ryż i kaszę – wspomina Piotr Włodarczyk, jeden z organizatorów kolonii. – Wypominam im dziś: Mieliście małe dzieci, pracę, obowiązki, a jeszcze braliście urlopy, żeby pomagać innym – żartuje Z. Ferczyk. – Dzisiaj się może, a nie musi, a wtedy się musiało – podsumowuje P. Włodarczyk. Przedsięwzięcie było poważne, bez improwizacji. Dokumentacja musiała być kompletna, „żeby władze się nie przyczepiły”. Do dziś zachowały się listy uczestników kolonii – ręcznie przepisane tysiące nazwisk, karty zdrowia, zestawienia dla sanepidu. Duszpasterstwo organizowało również choinkę i mikołajki. To była też imponująca akcja, w szczytowym okresie prezenty mikołajowe otrzymywało 1800 dzieci. Impreza odbywała się dwa razy dziennie, kiedy robotnicy schodzili ze zmiany. Paczki w pierwszym roku działalności panie przygotowywały w pakamerze. – Był mróz, a one pakowały zgrabiałymi rękami. Miały wykaz dzieci według wieku i wybierały z darów odpowiednie szaliczki, czapeczki, słodycze – wspomina Anna Staniec, z duszpasterstwem związana od samego początku. Na organizowane imprezy przychodzili także rodzice. – Zależało nam na integracji środowiska, by wszyscy uczestnicy naszych działań czuli wzajemną więź, że są członkami wspólnoty. Ta rola była ważna, może nawet ważniejsza niż wszystkie inne – nakarmienie czy ofiarowanie paczki. Tak podtrzymywaliśmy na duchu – mówi Z. Ferczyk. Podkreśla, że prowadzenie działań na taką skalę i w dodatku systematycznie, przez wiele lat, było niebywałym wyczynem, niepowtórzonym nigdzie w Polsce. Wzajemne wsparcie i pomoc wymagały zaangażowania. – Odwiedzaliśmy chorych i potrzebujących pomocy, zgłoszonych przez wydziały kombinatu. Otrzymywali statutowo z TKRH pieniądze, a od nas paczkę z żywnością. Po zebraniu braliśmy z magazynu to, co było – ryż, mąkę, kaszę, olej, margarynę. Każdy miał do roznoszenia paczki. I tak było przez lata – wspomina Cezary Ruszczak, jeden z najaktywniejszych członków duszpasterstwa. – Regularnie po pracy chodziliśmy do domów, gdzie były do wykonania drobne naprawy. Robiliśmy to bez wynagrodzenia, w wolnym czasie, wtedy to było normalne – mówi P. Włodarczyk. To nie była praca dla efektu. Przy okazji kolportowali „Biuletyn Informacyjny Duszpasterstwa Hutników” i inne pisma drugiego obiegu, ponad 60 tytułów z całej Polski.

Od strajku do wyborów

Przez duszpasterstwo przechodziły pieniądze dla ukrywających się działaczy, wypłacano zasiłki, pokrywano koszty kolegiów. Stało się to szczególnie ważne podczas strajku w Hucie im. Lenina w 1988 roku. Kościół na Szklanych Domach leżał bezpośrednio na trasie do kombinatu, a dobrze zorganizowana struktura duszpasterstwa pozwalała na podjęcie skutecznej pomocy. Dokumentują to zeszyty z dyżurów duszpasterstwa. Zawierają relacje o pobiciach, strajku, absencji i produkcji na poszczególnych wydziałach huty. Są także listy osób aresztowanych, zwolnionych i tych, którzy nadal pozostawali w areszcie, dokumentacja represji dotykających hutników, zaświadczenia lekarskie o skutkach pobicia. Wpłaty pieniężne na pomoc dla strajkujących i ich rodzin pochodziły zarówno od podziemnych organizacji związkowych z całej Polski, jak i od osób prywatnych, często anonimowych. Rozliczenia finansowe prowadzono bardzo skrupulatnie, publikowano je w Biuletynie Informacyjnym Duszpasterstwa Hutników. – Do strajku włączyliśmy się od razu, w pierwszych godzinach. Siedziałem tu zawsze do północy, bo czekałem na zejście zmiany dziennej, a to jeszcze wpadali koledzy, przekazując informacje. Podczas strajku absencyjnego, po pacyfikacji huty, odbywały się u nas narady, co robić dalej, jak się zachowywać. Wtedy podjęto ustalenia, że to u nas wypłacany będzie ekwiwalent za stracone dniówki. Zajmowaliśmy się też sprawami kolegiów do spraw wykroczeń, przed którymi stawali uczestnicy strajku – wspomina Z. Ferczyk. Praktycznie przejęli wówczas funkcje statutowe związku zawodowego. Po upadku komunizmu nowe, legalne struktury przejęły (już oficjalnie) część działalności duszpasterstwa. Jednak, kiedy przyszły wybory, włączyli się aktywnie w nową pracę. – Potrafili się „przezbroić” i zaczęli robić to, co trzeba. U nas ulokował się Komitet Obywatelski w Nowej Hucie. Tutaj zaczęliśmy organizować akcję wyborczą. To była dalsza część naszej pracy na rzecz „Solidarności”, bo Komitet Obywatelski to była nadal głównie „Solidarność” – wspomina Z. Ferczyk, który znalazł się w komisji wyborczej, wydelegowany przez „S”.

Osłoda na trudne czasy

Duszpasterstwo na Szklanych Domach było firmą znaną w całej Polsce. – Idzie huta! – mówili ludzie. – Poznawali po sztandarze. Reprezentowaliśmy wtedy „Solidarność” – wspomina Stanisław Witczak, wielokrotnie uczestniczący w poczcie sztandarowym. Ubrani w stroje hutnicze, w charakterystycznych kapeluszach i z biało-czerwonymi szarfami, zwracali na siebie uwagę. Sztandar wyhaftowały siostry karmelitanki z klasztoru przy ulicy Kopernika. Na jednej stronie był wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, orzeł i napis „Nowa Huta”, „Wiara i Praca”; na drugiej – św. Florian, patron hutników. Chociaż duszpasterstwo działało od 1983 r., to powołanie do apostolstwa wśród robotników zostało połączone z poświęceniem sztandaru 4 maja 1984 r. przez o. Norberta Paciorę. – Kilkakrotnie po uroczystościach sztandar nocował na Wawelu, a raz nawet w kościele Mariackim. Zostawialiśmy go, bo baliśmy się, że jak potem będzie „zadyma”, to go stracimy. Był z nami m.in. na pogrzebie ks. Popiełuszki; podróżował też do Szczyrzyca i Częstochowy – dodaje Z. Ferczyk. Przez duszpasterstwo w szczytowym okresie przewijały się setki ludzi. Angażowali się w życie parafii, przygotowywali ołtarze na procesje Bożego Ciała. Co tydzień otwarte wykłady o nauce społecznej kościoła wygłaszał o. Jacek Stożek. Każdego 16. dnia miesiąca odprawiana była Msza św. za ojczyznę. – Dla mnie ich obecność była osłodą na trudne czasy budowy kościoła. Bardzo mi pomagali w pracy. Dużo ludzi tu przychodziło, czułem się zawsze w gromadzie. Wszystko się tutaj krzyżowało – i parafia, i kombinat. Ludzie tego pragnęli, widzieli w tym nadzieję, że „Solidarność” może wywalczyć wolność. Te środowiska się przenikały. I ja w tym byłem – wspomina o. Niward Karsznia, dziś już emeryt. – Schowaliśmy się pod skrzydła Kościoła. Pracowaliśmy przy budowie i walczyliśmy z komuną – dodaje P. Włodarczyk. Zmieniły się potrzeby, ludzie związani ze Szklanymi Domami już w innych strukturach robią to, co wcześniej robili w duszpasterstwie. – Została nam Pielgrzymka Świata Pracy do Czernej, organizowana od 30 lat. Chodzimy ze sztandarem na wszystkie uroczystości i święta: 3 maja, 11 listopada, 13 grudnia, w procesji św. Stanisława na Skałkę – wylicza Z. Ferczyk. W tym roku obchodzone jest 30-lecie Duszpasterstwa Hutników. – Chcemy oddać hołd tym wszystkim bezimiennym osobom, które wspierały bezinteresownie pracę Duszpasterstwa Hutników, narażając się na represje ze strony władz komunistycznych. Zapraszam też wszystkich, którzy przez wiele lat korzystali z naszej pomocy – apeluje Z. Ferczyk.