Ranliwość


ks. Jacek Stryczek


|

Gość Krakowski 35/2014

publikacja 28.08.2014 00:00

Pojęcie „ranliwości” stworzyłem w konsekwencji spotkania kilku osób o specyficznym dla mnie sposobie przeżywania czasu. 


Zawsze myślałem, że „czas goi rany”. W tym przypadku czas, który płynie, jest sposobnością do doświadczania nowych zranień. Tak, jakby przeszłe rany dalej raniły, a z biegiem czasu człowiek „pozyskiwał” nowe. Ranliwość jawi mi się więc jako tendencja do bycia zranionym (tak, jak łamliwość kości prowadzi do złamań). Człowiek ranliwy funkcjonuje specyficznie. Wiadomo, dotykanie rany powoduje ból. Jeśli mamy jedną ranę, musimy chronić jedno miejsce na naszym ciele. Osoby, które „zgromadziły” w sobie wiele ran, zaczynają urazowo reagować na wszystko.

Wszystko czy też prawie wszystko może bowiem trafić w którąś z ran. Ranliwość zamienia się nie we wrażliwość, a w przewrażliwienie. Bo każda sytuacja może być naznaczona bólem i mocno wyrażaną reakcją zewnętrzną. Człowiek ranliwy jest wybuchowy. Ma też w sobie sporo żalu do świata, który go rani. I wreszcie zaczyna się izolować, by unikać zranień. Chyba że doświadczenie samotności dotyka kolejnej rany i z powodu bólu zmusza do nielubianego powrotu do ludzi. Po prostu człowiek ranliwy żyje w bólu zawsze i wszędzie.