Fordonek ciągle w akcji

Miłosz Kluba

|

Gość Krakowski 31/2015

publikacja 30.07.2015 00:00

Ratownictwo. Druhowie z ochotniczej straży Pożarnej w Szarowie do wypadków samochodowych na trasie A4 Kraków–Tarnów wyjeżdżają autem z 1980 roku. Jeśli zapali...

 Dokupione wyposażenie samochodu jest wystarczające, ale najpierw  trzeba je szybko dowieźć na miejsce wypadku Dokupione wyposażenie samochodu jest wystarczające, ale najpierw trzeba je szybko dowieźć na miejsce wypadku
zdjęcia Miłosz Kluba /Foto Gość

Położenie – w sensie geograficznym – Ochotniczej Straży Pożarnej w Szarowie jest dość szczególne. Obie najbliższe komendy powiatowe PSP oddalone są od niej o 20 (Wieliczka) i 15 (Bochnia) kilometrów. Ochotnicy blisko mają za to do niedawno powstałej autostrady Kraków–Tarnów. Właśnie w Szarowie znajduje się bowiem węzeł, który łączy A4 z drogą krajową nr 94. Tuż obok jest też skrzyżowanie w Targowisku, na którym wypadków nie brakuje – kiedyś w jego pobliżu ustawiony był nawet „czarny punkt” z zaznaczoną liczbą ofiar, które w tym miejscu zginęły lub zostały poszkodowane. Z drugiej strony jest Puszcza Niepołomicka, nad którą także muszą czuwać strażacy.

Nic więc dziwnego, że jednostka z Szarowa została kilka lat temu włączona do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego, co oznacza, że druhowie ściśle współpracują z wszystkimi krajowymi służbami ratowniczymi, nie ograniczając swoich wyjazdów tylko do własnej gminy. Umożliwiło to także zdobycie dotacji z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Spora jej część poszła na dozbrojenie i przerobienie lekkiego samochodu gaśniczego na samochód do ratownictwa technicznego. Wyjeżdża on do wszystkich zdarzeń innych niż pożary, w tym m.in. do wypadków i kolizji na pobliskiej autostradzie. Za podstawę posłużył ford transit z 1980 roku, który w Szarowie służy od roku 2006.

Przygotowany do akcji

Samochód trafił do podkrakowskiej miejscowości z Niemiec (dokładniej z powiatu monachijskiego). W ramach partnerstwa powiatów został kupiony za 150 euro. – Więcej kosztowało paliwo potrzebne, żeby dowieźć go do Polski – wspomina Mateusz Dziedzic, naczelnik OSP Szarów. Ford ma czterobiegową skrzynię biegów i napęd na tylne koła oraz benzynowy silnik o pojemności 2 litrów i mocy 75 koni mechanicznych. Pali nawet 30 litrów na 100 kilometrów. – To wersja z automatycznym ssaniem. Niektóre wyjazdy na akcje są stosunkowo krótkie, więc zanim silnik się dobrze zagrzeje i wyłączy ssanie, my już wracamy – wyjaśnia M. Dziedzic. Do zalet „fordonka” – jak pieszczotliwie nazywają go druhowie z Szarowa – być może należałoby natomiast zaliczyć niewielki przebieg – niecałe 46 tys. kilometrów. Dobrze prezentuje się także wyposażenie samochodu. Zamontowana na dachu świetlna strzałka ostrzegawcza pomaga w zabezpieczeniu miejsca wypadku drogowego. W schowkach (w których nie ma zresztą zbyt wiele miejsca) umieszczone są m.in. sprzęt ratowniczy umożliwiający udzielenie kwalifikowanej pomocy medycznej, zestaw hydrauliczny z nożycami, rozpieraczami ramieniowym i kolumnowym, łańcuchami do odciągania kolumny kierowniczej, różnego rodzaju piły, pompa do wody, agregat prądotwórczy. By jednak z tych wszystkich narzędzi mógł być jakikolwiek pożytek, najpierw druhowie muszą dojechać na miejsce wypadku. I tu robi się „i straszno, i śmieszno”.

Jeszcze jeździ

Śmieszno, bo historia lżejszego wozu OSP Szarów to kopalnia anegdotek, które dobrze się opowiada, siedząc wieczorem przy grillu. Straszno, bo gdy ktoś czeka zakleszczony w samochodzie, który dachował na autostradzie, najcenniejsze są pierwsze minuty. A nigdy nie wiadomo, czy „fordonek” zapali. – Kilkakrotnie zdarzało się, że samochód rano nie ruszył, bo albo siadł akumulator, albo świece były zalane paliwem i trzeba było rozkręcić silnik i wywietrzyć. Bywało też tak, że samochód odpalił, ale po drodze nam „klęknął” i trzeba było holować go z powrotem do jednostki – opowiada naczelnik OSP Szarów. Problemem jest także zapanowanie nad rozpędzonym samochodem. – To już raczej spowalnianie niż hamowanie z prawdziwego zdarzenia – ocenia stan techniczny wozu bojowego M. Dziedzic. Lista usterek jest zresztą długa. Dwa lata temu hamulce całkiem odmówiły posłuszeństwa – po długich poszukiwaniach udało się znaleźć pasujące elementy w sklepie z częściami do maszyn rolniczych. Maska samochodu trzyma się tylko na jednym zawiasie (przegniła blacha na nadkolu, do którego kiedyś przymocowany był drugi z nich), instalacja elektryczna „działa jak chce”, stąd rozładowania akumulatora, a po nagrzaniu się silnika, gdy już wyłączy się automatyczne ssanie, samochód przygasa – jedyny sposób to położenie czegoś (strażacka latarka sprawdza się doskonale) na pedale gazu, by utrzymać wyższe obroty. Opony są stare, dlatego na mokrej nawierzchni strażacy fordem nie jeżdżą szybciej niż 60–70 km/h. W zimie to już zaawansowana akrobatyka. – Po powodzi w 2010 roku trochę połataliśmy i uszczelniliśmy podłogę, bo jak jeździliśmy po zalanych ulicach, lało się nam po nogach – mówi M. Dziedzic. – Teraz już sami nie wiemy, kiedy się zepsuje, a obsługa zdarzeń na autostradzie wymaga od nas szybkich i pewnych reakcji – dodaje.

Zbiórka lajków

– Kierowca, jadąc samochodem, tego nie dostrzega, ale my, gdy zabezpieczamy teren wypadku, widzimy dokładnie, jak duże są prędkości na autostradzie – przekonuje naczelnik szarowskich strażaków. – Po zauważeniu przeszkody na hamowanie na drodze szybkiego ruchu potrzeba nawet kilometra – dodaje. W ciągu ułamków sekundy samochód na autostradzie pokonuje drogę nieporównanie większą niż przy prędkości „miejskiej”. Wystarczy lekki ruch kierownicą, by auto przejechało na inny pas czy znalazło się na barierkach. Prędkość potęguje także siłę ewentualnego zderzenia pojazdów czy uderzenia w pracującego na jezdni strażaka czy policjanta, co, niestety, też się zdarza. Podobnego zdania jest podinsp. Krzysztof Lis, komendant Komisariatu Autostradowego Policji w Krakowie-Balicach, który podkreśla, że autostrada to droga, która nie wybacza błędów kierowców takich jak choćby brak koncentracji czy zbytnie poczucie bezpieczeństwa, które bywa tylko pozorne. Podczas długiej i szybkiej jazdy częściej ujawniają się też usterki samochodów – stąd przegrzania silników, pożary, „wystrzały” opon. – Autostrada jest bezpieczna pod warunkiem, że umie się z niej korzystać – podkreśla podinsp. Lis. Wśród mitów na jej temat wymienia choćby brak pieszych na poboczach – rocznie policjanci KAP wystawiają ponad 400 mandatów za spacery po autostradzie. Nie brakuje też rowerzystów czy zabłąkanych zwierząt. Na dodatek każde drogowe zdarzenie na autostradzie powoduje natychmiast duże korki, a to z kolei – w przypadku części trasy A4 okrążającej Kraków – od razu przekłada się na utrudnienia w mieście. – Natężenie ruchu jest tak duże, że nawet drobna kolizja w ciągu kilkunastu minut powoduje 5- czy 6-kilometrowy korek – mówi K. Lis. Dlatego sprawne działanie służb – w tym także Ochotniczej Straży Pożarnej – jest tak ważne. – Na co dzień spotykamy się w czasie akcji i widzimy ogromne zaangażowanie kolegów z OSP – podkreśla komendant KAP. To właśnie on wpadł na pomysł, by na prowadzonym przez siebie facebookowym profilu (Komisariat Autostradowy Policji Kraków) zebrać „polubienia” pod zdjęciem 35-letniego strażackiego wozu. Chodziło o pokazanie poparcia społecznego dla wymiany wozu OSP Szarów i pomoc w poszukiwaniu sponsora. „Lajkujmy go po to, aby służył naszym kolegom strażakom z OSP Szarów na imprezy okolicznościowe jako atrakcja, bo do akcji to naprawdę przydałby im się nowszy sprzęt” – można było przeczytać w poście. Forda można było zobaczyć także na zamieszczonym na Facebooku filmie. „Ten 1 to chyba na zjazd zabytków jechał”, „Z muzeum techniki go wzięli?”, „Ale skansen”, „Piękny ten transit” – komentowali internauci.

Do muzeum

Jak wyjaśnia M. Dziedzic, spełnieniem marzeń druhów z Szarowa byłby średni samochód ratowniczo-gaśniczy, którym mogliby wyjeżdżać i do wypadków, i do mniejszych pożarów. Znalazłoby się w nim miejsce na aparaty ochrony dróg oddechowych dla strażaków. Póki co dwa z czterech zestawów, którymi dysponuje OSP Szarów, jeżdżą w ich cięższym samochodzie – jelczu. Pozostałe dwa, z braku miejsca, leżą w remizie. Na taki wóz potrzeba jednak ok. 650 tys. zł. Gmina Kłaj przygotowała ok. 200 tys., kolejne 100 tys. mogłoby pochodzić z dotacji Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Ale to dopiero połowa potrzebnych pieniędzy. Na razie sponsora nie ma, ale już teraz druhowie OSP Szarów nie mają wątpliwości, dokąd powinien trafić ich wysłużony ford, jeśli pojawi się jego następca. – Jego miejsce jest w muzeum. Przekazując go innej jednostce, tylko byśmy ich narażali. Nie czulibyśmy się dobrze, wiedząc, że ktoś nim jeździ i może mu się coś stać, a ta karoseria nie daje już pasażerom żadnej ochrony w razie wypadku – przyznaje naczelnik jednostki.•