Do życia nastraja nas niebo

Gość Krakowski 44/2015

publikacja 29.10.2015 00:00

Noc Światła. O wielkanocnej radości w dniu Wszystkich Świętych i o ocieraniu łez z Katarzyną Cudzich-Budniak i Mikołajem Budniakiem rozmawia Monika Łącka

– To, co chcemy przekazywać ludziom, czerpiemy z Pisma Świętego – mówią Kasia Cudzich--Budniak i Mikołaj Budniak. Pomarańczowe okulary są symbolem reaktywacji, która wyznacza kierunek działania, także podczas Nocy Światła – To, co chcemy przekazywać ludziom, czerpiemy z Pisma Świętego – mówią Kasia Cudzich--Budniak i Mikołaj Budniak. Pomarańczowe okulary są symbolem reaktywacji, która wyznacza kierunek działania, także podczas Nocy Światła
Monika Łącka /Foto Gość

Monika Łącka: 1 listopada wciąż kojarzy się z żałobą i smutkiem, a Wy postanowiliście przekonać ludzi, że to czas radości.

Mikołaj Budniak: O to nam chodzi, by nie płynąć z nurtem, ale tworzyć nową jakość... Katarzyna Cudzich-Budniak: ...i przeakcentować kilka spraw. Jesteśmy chrześcijanami – ludźmi wielkanocnymi, zwycięzcami. Chrystus pokonał dla nas śmierć. Ona już nie ma władzy nam nami, nie musimy się bać, a ciągle jeszcze mówimy: „1 listopada” i myślimy: „święto zmarłych”...

A gdy 1 listopada śpiewamy w kościele „Otrzyjcie już łzy, płaczący”, niepewnie rozglądamy się na boki, czy aby organista dat nie pomylił. Klimat tworzą płonące w mediach znicze, a na bill- boardach zapłakana kobieta przytula się do grobu. Damskie rajstopy reklamuje...

M.B.: Dlatego stawiamy na pracę u podstaw. (śmiech) A mówiąc poważnie – chcemy budzić ludzi, pokazując im, że perspektywa nieba nastraja nas do życia bardzo optymistycznie. Wierzymy też, że za tym, co robimy, stoi Pan Bóg, który przemienia serca tych, co się na Niego otwierają.

Czasem jednak trudno powiedzieć tym, którzy płaczą za zmarłym, by już łzy otarli. Śmierć boli, coś o tym wiecie.

M.B.: Powiem rzecz bardzo osobistą: gdy myślę o przekraczaniu bramy śmierci, widzę najlepszą przygodę życia. Jezus mi to zagwarantował, a moja relacja z Nim wyznacza tylko kierunek. Po śmierci spotkam się z Bogiem, dlatego uważam, że trzeba oddemonizować śmierć. Mówiąc jeszcze mocniej: mam 32 lata i nie boję się śmierci, bo wiem, że po drugiej stronie Jezus czeka na mnie z wyciągniętą ręką. A jeśli śmierci się boimy, to znaczy, że nie odrobiliśmy lekcji i nie do końca rozumiemy, o co chodzi w chrześcijaństwie. K.C.-B.: Po śmierci mojego taty [Andrzeja Cudzicha, zmarłego w 2003 r. jazzowego kontrabasisty – przyp. red.] miałam nie iść na jego pogrzeb. Nie miałam sił, myślałam, że nie wytrzymam psychicznie tej uroczystości. Ale poszłam... I chwała Bogu! Gdy spuszczano trumnę do ziemi, zaintonowaliśmy pieśń uwielbienia. „Chwała”, którą napisał tata, była śpiewana aż dwa razy, a ludzie pytali, dlaczego nie płaczę. Sama nie mogłam tego zrozumieć. To była ogromna łaska. Dlatego dziś, zamiast płakać, działamy, wydobywając ze święta Wszystkich Świętych to, co najpiękniejsze. Zarówno w znaczeniu szerokim, jak i prywatnym, wspominając tatę, ale też przypominając jego artystyczny dorobek i to, jak ewangelizował.

Dlatego zaczynając od tego roku w wigilię uroczystości Wszystkich Świętych chcecie zaprosić cały Kraków do nieziemskiej zabawy. Plan co najmniej odważny, bo trzeba zmienić sposób myślenia tysięcy ludzi!

K.C.-B.: Na początek chcemy poprzez dobrą zabawę pokazać im Jezusa, a potem On sam zatroszczy się o to, by powiedzieć im więcej o sobie.

Działacie z niezłym rozmachem – za rok, w Noc Światła A. D. 2016, prawdziwą Bożą światłością ma rozbłysnąć Centrum Kongresowe ICE Kraków. Robi wrażenie.

M.B.: Tam będziemy czekać na wszystkich, którzy przyjmą zaproszenie. Na tę noc chcemy wynająć całe centrum, bo pomysłów mamy dużo. A na 31 października 2017 r. mamy już rezerwację w Tauron Arenie. Noc Światła nie jest jednak naszym pomysłem – w 2000 roku w Wielkiej Brytanii została wymyślona w katolickiej wspólnocie ewangelizacyjnej. Dziś jest organizowana nawet w Indiach.

Czas, by zaistniała i w Polsce jako opozycja do Halloween?

M.B.: Na zachodzie kraju Noc Światła jest już znana, u nas jeszcze nie. Z Halloween nie walczymy, ale proponujemy alternatywę. K.C.-B.: Bardziej przeciwwagę niż kontrę. Tylko w taki sposób możemy pokazać młodym ludziom, że – mówiąc ich językiem – 1 listopada to świetna impreza i że są powody do radości. A tej radości brakuje im na co dzień.

Znam sporo osób, które świetną imprezę widzą w przebieraniu się za diabły i czarownice... Mówią, że Kościół czepia się niewinnej zabawy i w przedszkolu swoich dzieci organizują marsz upiorów i świecących dyń.

M.B.: Nas buduje to, co o Halloween rok temu powiedział papież Franciszek, a kilka lat temu Benedykt XVI – że ta „niewinna” za- bawa powinna być zakazana. Raz na zawsze, bo to „przedsionek do czegoś bardzo niebezpiecznego”. W mediach nie mówi się o tym, że co roku wzrasta liczba interwencji egzorcystów u dzieci, które wcześniej „bawiły się” w Halloween. Pracując w szkole jako katecheta, widzę, że ta „impreza” cały czas się rozprzestrzenia, a dzieci i młodzież nie są świadome zagrożeń. Tego, że Halloween jest otwieraniem się na działanie demonów. Dlatego organizacja Nocy Światła i mówienie o świętości jest wejściem na terytorium szatana – i to na pierwszy front.

Skoro tak, to może lepiej organizować Noc Światła w kościele, a nie w ICE?

K.C.-B.: W tym roku tak będzie. Noc odbędzie się w dwóch kościołach – św. Katarzyny i św. Józefa w Podgórzu. Ale już za rok chcemy wyjść z inicjatywą poza kościoły, bo założenie jest proste – to ma być ewangelizacja niezewangelizowanych, czyli tych, którzy do kościoła nie chodzą i nie przyjdą, bo nie poznali Boga jako Ojca i Przyjaciela. Dlatego Noc Światła to nie nowa ewangelizacja, ale najnowsza – wychodząca poza środowisko chrześcijańskie, czyli „kółko wzajemnej adoracji”, i wykorzystująca nowoczesne oraz atrakcyjne metody do tego, by mówić o Jezusie. M.B.: Gdy kilka lat temu mieliśmy wyjść ze stadionu na krakowski Rynek, by zapraszać ludzi na ewangelizację miasta, nikt nie chciał z nami rozmawiać. Nikt nie chciał słyszeć, że może w jego życiu coś jest nie tak i trzeba to naprawić. Dlatego teraz jesteśmy nastawieni na wejście z Ewangelią na płaszczyznę show biznesu.

Nie boicie się tego?

M.B.: Nie, bo to nie będzie obniżenie poprzeczki. Stawiamy ją wysoko. Chcemy raczej to, co nie kojarzy się z sacrum, zamieniać w dobro. Mamy do tego narzędzia: dobrą muzykę, nagłośnienie, oświetlenie. Za tym młodzi są gotowi pójść, ale też wszystko, co proponujemy, będzie formą modlitwy.

Gwoździem programu Nocy Światła będzie nabożeństwo intermedialne. Brzmi tajemniczo, ale ktoś zwyczajnie pobożny może pomyśleć, że to „niekościelna” rzecz i nie przyjść.

K.C.-B.: To tylko nazwa „zewnętrzna”. „Wewnętrzna” jest prostsza – koncert ewangelizacyjny, ale promując akcję, chcemy też zaintrygować tych stojących daleko, którzy na hasło „ewangelizacja” nie reagują najlepiej. Bo dla nas liczy się każda osoba, która przyjdzie, choćby tylko z czystej ciekawości. A Bóg może wykorzystać taką chwilę i dotknąć serca człowieka.

M.B.: Podczas nabożeństwa przeplatać się będą muzyka, śpiew, taniec z flagami, krótki film, a nawet breakdance. Całość będzie miała wymiar kerygmatyczny, tak, by krok po kroku doprowadzić uczestników koncertu do decyzji o przyjęciu Jezusa jako swojego Pana i Zbawiciela.

Nie zabraknie też świadectw, a podzielą się nimi „asy z rękawa”...

M.B.: Czyli goście specjalni: Maciej Czaczyk, laureat II edycji „Must Be the Music”, a obecnie kleryk WSD w Szczecinie, oraz Piotr Budniak – perkusista grupy Lemon, znany również z MBTM. Prywatnie to mój brat, który po dwóch latach rozpoczynającej się kariery rozeznał, że Pan Bóg wzywa go do czegoś innego.

Koncert odbędzie się w kościele, przy ołtarzu? Posypią się gromy.

M.B.: Przy ołtarzu, w kościele św. Katarzyny, spotkamy się na najważniejszej części Nocy Światła – na wigilijnej Eucharystii, której przewodniczyć będzie bp Grzegorz Ryś. To propozycja dla dojrzałych i zewangelizowanych, którym nie trzeba mówić, kim jest Jezus. Chętni będą mogli uczestniczyć w obrzędzie odnowienia sakramentu chrztu świętego. Wszystkiemu towarzyszyć będzie śpiew dominikański, a kościół rozjaśni blask świec.

K.C.-B.: Po Eucharystii przejdziemy krużgankami do drugiej części kościoła, czyli tam, gdzie ma się odbyć koncert. Tam nie będzie Najświętszego Sakramentu, ale zapalony paschał, który będzie symbolizował światło Chrystusa. Idąc krużgankami, zobaczymy też wystawę „Nietutejsi” przygotowaną przez Stowarzyszenie „VeraIcon”. Z kolei po nabożeństwie przeniesiemy się do kościoła św. Józefa, na adorację prowadzoną przez Mężczyzn św. Józefa.

Za rok w ICE na Mszę św. nie ma szans...

M.B.: W ICE nie, ale jest czas na znalezienie najlepszego rozwiązania, bo Eucharystia jest centrum życia chrześcijanina i podczas Nocy Światła nie może jej zabraknąć. Warto zaangażować w przedsięwzięcie wszystkie parafie i wspólnoty. Byłoby wspaniale, gdyby Noc Światła mogła rozpocząć się od Mszy św. w sanktuarium Bożego Miłosierdzia albo św. Jana Pawła II, po której wyruszyłby marsz z Najświętszym Sakramentem. Chcemy to przedyskutować z biskupem.

Za dwa lata chcecie jeszcze bardziej podbić stawkę.

K.C.-B.: 31 października 2017 r. przypada dokładnie 500. rocznica reformacji. To wyznacza nam kolejny kierunek – ekumenizm. Od kilku lat rozeznajemy, że Bóg mocno pokazuje jedno ze swoich największych pragnień, czyli zjednoczenie chrześcijan w Chrystusie, Głowie Kościoła. To również i nasze pragnienie. Mamy przekonanie, że to gra warta świeczki. Za dwa lata Noc Światła ma być więc wydarzeniem międzynarodowym, jednoczącym chrześcijan różnych wyznań.

M.B.: Przekonałem się na własnej skórze, że zwycięstwo Jezusa najmocniej objawiło się w moich największych słabościach, traumach, ranach. Brak jedności między chrześcijanami jest wielką raną Kościoła, a skoro tak, to gdzie, jeśli nie w niej, ma się objawić zwycięstwo Chrystusa? Znaki czasu tę intuicję potwierdzają.

Noc Światła i nabożeństwo intermedialne nie byłyby pewnie możliwe, gdyby nie AmenBand#Reaktywacja. Przyszłość budujecie na mocnych fundamentach przeszłości?

M.B.: Osobiście czuję się prowadzony przez tatę Kasi, który już po śmierci podarował mi swoją córkę. Kiedyś już o tym w „Gościu” opowiadaliśmy... Wierzę, że on jest wśród świętych. Choć nigdy go nie spotkałem, fascynował mnie i był mi drogowskazem. AmenBand#Reaktywacja to kontynuacja jego idei.

K.C.-B.: To nawet nie zespół, bo nie rościmy sobie praw do nazwy zespołu AmenBand stworzonego przez tatę, ale ruch, do którego chcemy zapraszać różnych muzyków. To także platforma dla naszej działalności. Organizatorem Nocy oraz koncertów ewangelizacyjnych, które wcześniej robiliśmy – wszystko to wpisuje się w przygotowania do Światowych Dni Młodzieży – jest Fundacja im. Andrzeja Cudzicha.

Można ją wesprzeć, kupując wydaną rok temu płytę?

K.C.-B.: Płyta kosztuje 20 zł, a kupić ją można, pisząc do nas mail (kontakt@fundacja-ac.org). Dochód z niej przeznaczamy także na cegiełkę na „Bilet dla Brata” na ŚDM, do których zostało już niespełna 9 miesięcy. Z kolei utwór promujący płytę powstał jako inspiracja hasłem ŚDM: „Błogosławieni miłosierni”. Przed Światowymi Dniami Młodzieży mamy też w planach wydanie pełnometrażowej płyty. •