Małopolska rządzi Polską

Bogdan Gancarz

|

Gość Krakowski 47/2015

publikacja 19.11.2015 00:00

Nie doczekaliśmy zapowiadanego w 2005 r. na billboardach „premiera z Krakowa”. Teraz zrealizował się za to pomysł polityczny premiera z Małopolski. Małopolanką jest bowiem Beata Szydło, desygnowana na to stanowisko przez PiS.

 Jeszcze kilka miesięcy temu krakowianie odwiedzający plac targowy  Nowy Kleparz nie spodziewali się, że spacerująca po nim para Andrzej Duda i Beata Szydło będzie wkrótce rządziła Polską Jeszcze kilka miesięcy temu krakowianie odwiedzający plac targowy Nowy Kleparz nie spodziewali się, że spacerująca po nim para Andrzej Duda i Beata Szydło będzie wkrótce rządziła Polską
Miłosz Kluba /Foto Gość

Wraz z innym Małopolaninem – prezydentem RP Andrzejem Dudą – będzie rządzić Polską przez najbliższe kilka lat. – Zwyciężyliśmy dlatego, że wy byliście z nami. Dziękuję wam za to w imieniu wspaniałej drużyny Prawa i Sprawiedliwości, która chce wziąć na siebie odpowiedzialność za wprowadzenie dobrej zmiany w Polsce. Gdy pytałam młodego kandydata na ministra o to, jak sobie wyobraża swoje obowiązki w rządzie, odpowiedział dwoma słowami: „praca i pokora”. I taki będzie ten rząd – powiedziała 11 listopada pod Wawelem B. Szydło.

W składzie nowego rządu znaleźli się także inni Małopolanie: Andrzej Adamczyk jako minister infrastruktury i budownictwa, Jarosław Gowin jako minister nauki i szkolnictwa wyższego oraz Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości. Jarosław Gowin ma pełnić poza tym funkcję jednego z wicepremierów. Wszyscy małopolscy kandydaci na stanowiska rządowe nie są nowicjuszami politycznymi. Dwóch z nich – J. Gowin i Z. Ziobro – było już ministrami.

To nie koniec awansów Małopolan na najwyższe stanowiska w państwie. Prof. Ryszard Terlecki, historyk, poseł PiS, został wicemarszałkiem Sejmu. Funkcję tę łączy z szefowaniem Klubowi Parlamentarnemu PiS. – W angażowaniu Małopolan do rządu przeważył jednak nie sam fakt pochodzenia z regionu, z którego wywodzi się premier. Zdecydowały o tym przede wszystkim osobowości nowych ministrów oraz ich zakorzenienie polityczne. Historia każdego z nich jest inna. Ciekawym przykładem jest Andrzej Adamczyk. To człowiek, który przechodził po kolei szczeble awansu politycznego, nabierając po drodze doświadczenia – uważa dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, badacz i obserwator sceny politycznej.

Czy Małopolska zyska coś na tym, że ma tak liczną reprezentację w najwyższych władzach państwa? – Nie spodziewam się, że spadnie na nią z powodu niemałego udziału Małopolan w rządzie jakiś „złoty deszcz”. Zadaniem posłów jest troszczenie się o cały kraj, nie tylko o swój okręg wyborczy. To samo dotyczy ministrów. Na pewno jednak bliska znajomość terenu, z którego się pochodzi, może pomóc w rozwiązywaniu pojawiających się tam problemów – mówi J. Flis.

Od spojrzenia łaskawszym okiem na Małopolskę nie odżegnuje się minister Adamczyk. – Obserwując uważnie w trakcie minionych 8 lat poziom centralnych inwestycji infrastrukturalnych w naszym regionie, trudno było nie zauważyć, że Małopolska była traktowana po macoszemu. Chciałbym przywrócić równowagę w planowanych inwestycjach, szczególnie komunikacyjnych. Wymaga to jednak dokładnej analizy. Za kilka miesięcy przyjdzie czas na przedstawienie szczegółowego programu działań – mówi szef resortu infrastruktury w nowym rządzie.