Czcza gadanina

ks. Jacek Stryczek

|

Gość Krakowski 01/2016

publikacja 31.12.2015 00:00

Pisze św. Paweł: „Zboczywszy od nich, niektórzy zwrócili się ku czczej gadaninie” (1 Tm 1,60).

Przeczytałem to zdanie i zadałem sobie pytanie, czy w Kościele jest praktykowana czcza gadanina. O, tak – mówi mi wszystko w sercu. Mogę ją nawet scharakteryzować. Polega na tym, żeby mówić, ale nic nie powiedzieć. Nic takiego, co miałoby jakieś konsekwencje. Jest to mówienie bez odpowiedzialności. Ostatnio wspominano amerykańską wyprawę na Księżyc. Najpierw ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych miał stwierdzić, że „za 10 lat Amerykanie wylądują na Księżycu”. I już nie mieli wyboru – musieli to zrobić. Konkret. Czcza gadanina jest wynikiem zboczenia – jak pisze Paweł.

Z czego? Czytamy (tym razem zdanie poprzedzające): „Celem zaś nakazu jest miłość, płynąca z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej”. Szybko to zinterpretujmy: jeśli ktoś kocha, to miłość praktykuje. Słowa zamienia w czyny. A jeśli tylko czuje, że kocha, to mówi. Lub mówi o miłości, bo chce kogoś zwieść. Wygląda na to, że jako uczniowie Jezusa powinniśmy bardzo uważać na to, jak i co mówimy. Jednak jesteśmy religią Słowa i nasze słowo powinno coś znaczyć: „Na początku było Słowo, a Słowo stało się ciałem” – pisze św. Jan.