Na kawkowanie czasu nie mamy

Jan Głąbiński

|

Gość Krakowski 46/2016

publikacja 10.11.2016 00:00

– Nie potrafimy siedzieć w miejscu. A to razem gotujemy, a to śpiewamy jako chórzystki w parafii. Nie wspominając o podróżach – mówią gospodynie z Sidziny. Są do tańca, do różańca i... nie tylko.

„Sidzianki” z zapałem przygotowują ciasto na kluski i pierogi. „Sidzianki” z zapałem przygotowują ciasto na kluski i pierogi.
Jan Głąbiński

Panie zrzeszone w Stowarzyszeniu Gospodyń „Sidzinianki” to przedstawicielki całej wsi, bez względu na wiek, zasobność portfela czy wykształcenie. – Naszym zadaniem jest pielęgnowanie lokalnych tradycji na wielu płaszczyznach życia społecznego – wyjaśnia Kazimiera Czarna, prezes „Sidzinianek” i sołtys wsi. Stowarzyszenie Gospodyń „Sidzinianki” w Sidzinie nieopodal Bystrej Podhalańskiej działa już od 15 lat, ale kilkanaście sympatycznych gaździn nie ma czasu na świętowanie jubileuszu, bo co rusz wymyślają jakiś nowy projekt. Przez kilka ostatnich miesięcy w niezwykle malowniczym miejscu, bo w skansenie w Sidzinie, kilkadziesiąt osób uczestniczyło np. w zajęciach pod hasłem: „Starsi – młodszym, młodsi – starszym. Wymiana doświadczeń kulinarnych”.

Czarne kluski

Podczas spotkań w kuchni plenerowej na stole pojawiło się mnóstwo potraw, zarówno tradycyjnych, jak i współczesnych, a gotowały i gospodynie z wieloletnim stażem, i nieco młodsze gosposie, a także małe dzieci i młodzież. – Z najstarszych, prostych i jakże zdrowych potraw serwowane były placki prosto z blachy, czarne kluski (z twardo zmielonego zboża) czy placki ziemniaczane pieczone na blasze – wymienia jednym tchem pani Danuta, która na warsztaty zabrała swoje trzy córki: Kasię, Gosię i Krysię. Na co dzień pani Danuta oprowadza turystów po skansenie w Sidzinie. – Poznałyśmy tradycyjną metodę wyrabiania masła w maśniczce i po raz pierwszy w życiu miałyśmy okazję spróbować maślanki prosto z maśniczki – cieszą się dziewczynki, a ich mama dodaje, że jest teraz bogatsza o nowe doświadczenia kulinarne i przepisy. – Mam nadzieję, że zaskoczę czymś domowników, przygotowując wspólnie z dziewczynkami np. świąteczny obiad – mówi pani Danuta, która na wspólne gotowanie założyła piękny, regionalny fartuch. Wśród potraw bardziej współczesnych nie zabrakło pierogów, naleśników, klusek leniwych i kopytek, potraw z cukinii, owoców w czekoladzie, a nawet tortu ze szpinaku. – Co ciekawe, młodzi uczestnicy chętnie kosztowali tradycyjnych potraw i to właśnie one zdecydowanie bardziej przypadły im do gustu niż dania nowoczesne – mówi pani Zofia, która na zajęcia przyprowadziła wnuczkę Amelię. – Chcemy też, by dzieci dowiedziały się czegoś o naszych rodzimych zwyczajach, zapamiętały i potem przekazywały innym. Dzięki temu tradycyjne potrawy na stałe zagoszczą na stołach w naszych domach – podkreśla pani sołtys. Większość potraw gotowanych była na tradycyjnym piecu z blachą, który stoi w jednej z chałup w skansenie. Przyniesienie drewna i rozpalenie ognia (pod opieką dorosłych) należało do obowiązków młodych gaździn. Projekt „Starsi – młodszym, młodsi – starszym. Wymiana doświadczeń kulinarnych” „Sidzinianki” realizowały w ramach programu „Działaj lokalnie” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce, przy współpracy z Babiogórskim Stowarzyszeniem „Zielona Linia”. Jego zwieńczeniem będzie wycieczka do Chrostowej koło Bochni, gdzie znajduje się Muzeum Książki Kucharskiej i Kulinarnej.

Dożynki i kabaret

Jak łatwo się domyślić, gaździny z takim zacięciem do gotowania zajmują wysokie miejsca w konkursach kulinarnych organizowanych w regionie i dbają o zaplecze gastronomiczne podczas różnych imprez plenerowych, np. powiatowych dożynek. Nie samym gotowaniem żyją jednak „Sidzinianki”. Gdy zrzucają kuchenne fartuchy, przywdziewają stroje regionalne i ich śpiew wypełnia parafialny kościół. – Są świetne! Nie trzeba ich specjalne prosić o pomoc, zawsze są chętne do śpiewania i wszystko mają dopracowane! – chwali parafianki ks. proboszcz Józef Bafia i dodaje, że ich śpiew dociera na pewno hen, pod Babią Górę. To właśnie „Sidzinianki” uświetniły niedawny jubileusz 50-lecia koronacji Cudownego Obrazu Matki Boskiej Sidzińskiej, który słynie łaskami. Śpiewające gospodynie, które jednak nie czują się chórzystkami, zaznaczają, że w repertuarze mają nie tylko pieśni religijne, ale także utwory na inne okazje. – Chętnie też wystawiamy różne sztuki czy kabarety. Śmiechu przy tym jest, że hej! Nasi mężowie są bacznymi widzami, potrafią pochwalić, ale i zganić, że coś było niepotrzebne albo że coś należy poprawić – opowiada Jadwiga Czarny, która czuwa nad muzyczną stroną „Sidzinianek” i jest dyrektorem skansenu oraz Gminnego Ośrodka Kultury w Sidzinie. – Lubimy się spotykać i wykorzystywać czas na działania, które dają nam niewyobrażalną satysfakcję – podkreśla J. Czarny.

Tu czas się zatrzymał

Niezwykłym atutem Sidziny jest położenie miejscowości – z dala od głównych arterii drogowych, a jednocześnie w malowniczym, górskim krajobrazie z widokiem na Babią Górę i Tatry. Niewątpliwie oazą spokoju, a jednocześnie wizytówką miejscowości jest wspomniany już skansen. Od 2009 r. jest on samodzielną placówką, działającą jako jednostka organizacyjna gminy Bystra-Sidzina. W muzeum kultury ludowej można podziwiać wiele unikatowych obiektów, m.in. kuźnię drewnianą z XIX w. z konstrukcją wieńcową z pełnym wyposażaniem kowalskim czy dzwonnicę loretańską z konstrukcją zrębowo-słupową na planie kwadratu, zwieńczoną kutym krzyżem. Można nawet powiedzieć, że w pięknej scenerii skansenu, otoczonego bogatą roślinnością i dźwiękami szumiącego potoku, czas się zatrzymał. Nie dziwi więc, że nowożeńcy chętnie przyjeżdżają tutaj na swoje ślubne sesje zdjęciowe. Warto również dodać, że historia skansenu związana jest z postacią ks. Józefa Świstka, który na tym terenie oraz na Orawie prowadził działalność kolekcjonersko-regionalną. Otwarcie w 1963 r. tego ciekawego zespołu architektonicznego połączono z obchodami 400. rocznicy lokacji wsi Sidzina. – Przed nami realizacja projektu „Skansenova – systemowa opieka nad dziedzictwem w małopolskich muzeach na wolnym powietrzu”, w ramach którego planujemy wykonać szerokie prace remontowo-konserwatorskie, m.in. wymianę dachów, okien czy konserwację drewnianych ścian budynków. Dzięki projektowi zorganizujemy u nas wirtualne muzeum przedstawiające historię wsi i pokazujące proces obróbki lnu, co jest zupełnie innowacyjnym pomysłem w regionie – opowiada z zapałem J. Czarny.

Zawsze tryskają humorem

Między licznymi zajęciami „Sidzinianki” znajdują czas na małe przyjemności, czyli na wspólne podróże. Zwiedziły już wzdłuż i wszerz całą Polskę. Były też w Pradze, Wilnie, Budapeszcie i w innych europejskich stolicach. – Po prostu poszerzamy swoje horyzonty, zawsze coś podpatrzymy, dowiemy się czegoś nowego – mówią zgodnie gaździny, niezwykle rezolutne kobiety, które ciągle tryskają dobrym humorem. Mało tego – dbają także o swoją figurę i witalność, np. realizując cykl zajęć „Kobieta aktywna zawsze zdrowa, piękna i młoda”. Miejsce do ćwiczeń panie znalazły w pomieszczeniach udostępnionych im przez strażaków z OSP Sidzina, z którymi współpraca zawsze układa się wspaniale. Ale i to nie wystarcza wesołym gosposiom, bo – jak przyznają – „na kawkowanie i plotkowanie nigdy nie mają czasu”. Niedawno w skansenie przedstawiły więc inscenizację pod tytułem „Pranie w rzece”, podczas której pokazały, jak w dawnych czasach mieszkanki wsi urządzały pranie (na dużym kamieniu w rzece rozkładały brudne ubrania, które uderzały tzw. kijankami; przy tej okazji często dochodziło do kłótni o to, na którym kamieniu która kobieta ma prać). Jaka niespodzianka spotka nas, gdy w wolnej chwili odwiedzimy skansen? Tego nigdy nie wiadomo. Może akurat gaździny będą lepić pierogi albo urządzać „skubarki” (darcie pierza), bo i to „Sidzinianki” świetnie potrafią.