Duchacy wracają do Krakowa

Miłosz Kluba

|

Gość Krakowski 26/2018

publikacja 28.06.2018 00:00

W tym roku odbyły się pierwsze święcenia kapłańskie w Towarzystwie Ducha Świętego – zgromadzeniu odwołującym się do tradycji założonego w XII wieku Zakonu Ducha Świętego. Ich seminarium mieści się w Dąbrowie, na skraju Puszczy Niepołomickiej.

Pierwsi neoprezbiterzy (od lewej:) Piotr Loose, Tadeusz Biela, Łukasz Preising i Jan Płottke. Pierwsi neoprezbiterzy (od lewej:) Piotr Loose, Tadeusz Biela, Łukasz Preising i Jan Płottke.
Miłosz Kluba /Foto GoŚĆ

Stolica Małopolski była mocno związana z Zakonem Ducha Świętego. Świadczą o tym obowiązujące do dziś nazwy miejscowe – Wola Duchacka, Pogórze Duchackie czy wreszcie pl. Świętego Ducha. Teraz stoi na nim teatr Słowackiego, ale kiedyś cały plac wypełniały zabudowania duchaków. Nic więc dziwnego, że choć Towarzystwo Ducha Świętego powstało w Gdańsku, dziś jego klerycy formują się w Krakowie.

Początki przed wojną

Zakon Ducha Świętego powstał w drugiej połowie XII wieku – założył go bł. Gwidon z Montpellier.

Do Polski duchacy dotarli niedługo później – w 1220 roku biskup krakowski Iwo Odrowąż sprowadził ich do Prądnika pod Krakowem, a w 1244 roku bp Jan Prandota przeniósł zakon do miasta, oddając mu kościół Świętego Krzyża. Polska prowincja braci istniała do 1783 roku, kiedy uległa kasacie. Ostatni polski duchak zmarł w 1820 roku w Krakowie. Do tej pory przetrwała jednak żeńska gałąź zakonu – Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia, którego dom generalny mieści się w Krakowie. Historia współczesnych naśladowców Zakonu Ducha Świętego zaczyna się przed II wojną światową. Już wtedy marzył o jego odrodzeniu Kazimierz Krucz. Najpierw musiał jednak zostać kapłanem. Do idei wskrzeszenia Zakonu Ducha Świętego ks. Krucz powrócił dopiero w latach 80. XX wieku. Jego opowieści słuchał m.in. ks. Wiesław Wiśniewski, obecnie moderator Towarzystwa Ducha Świętego, a wtedy kleryk z gdańskiej parafii, w której pracował ks. Krucz. Na jej terenie znajdowało się maryjne sanktuarium – Matemblewo, które później stało się osobną parafią. – To są piękne tereny. Na wzgórzu figura w kapliczce, dookoła trzy piękne leśne polany, wszystko otoczone drzewami – opowiada dziś przełożony TDŚ. Do ks. Krucza w Gdańsku-Matemblewie dołączył jeszcze jako diakon. Później był wikarym nowej parafii, a następnie przez 18 lat jej proboszczem (ks. Krucz zmarł w roku 1998).

U Matki Bożej Brzemiennej

Ośrodek duszpasterski oraz Diecezjalny Dom Samotnej Matki im. Jana Pawła II w Matemblewie powstały jako wotum wdzięczności za papieską pielgrzymkę z roku 1987. Do leśnego sanktuarium MB Brzemiennej już wcześniej przybywały m.in. kobiety spodziewające się dziecka, samotne matki oraz pary modlące się o dar poczęcia. Księża wprowadzili się do mającego kilka pokoi niewielkiego budynku w środku lasu w czerwcu 1989 roku, a już w listopadzie – jeszcze zanim powstał właściwy dom – do ich drzwi zapukała pierwsza podopieczna z dzieckiem. – Moim zadaniem było przygotowanie na poddaszu tej naszej pierwszej plebanii miejsca dla nich – wspomina o. Wiesław. W takich prowizorycznych warunkach, także dzięki wsparciu organizacji „Gaudium Vitae”, z pomocy skorzystało ponad 30 matek z dziećmi. Do końca pracy o. Wiesława w Matemblewie przez ośrodek przeszło ich ok. 2,5 tysiąca. Choć od 2012 roku działający tam ośrodek prowadzi Caritas, o. Wiesław nie kryje, że początki współczesnych duchaków to właśnie to leśne sanktuarium. – Można powiedzieć, że rodziliśmy się pod sercem MB Brzemiennej – mówi. Do dziś w Matemblewie pracują zresztą siostry duchaczki.

Przez Australię do Gdańska

Równocześnie trwały starania o formalne odnowienie Zakonu Ducha Świętego. W 1986 roku watykańska Kongregacja ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego uznała, że nie jest możliwa reaktywacja dawnego zakonu (od śmierci ostatniego z jego członków upłynęło ponad 100 lat) i doradziła, by powołać nowe zgromadzenie nawiązujące do duchowości i charyzmatu ZDŚ. W roku 2003 metropolita gdański zatwierdził publiczne kleryckie stowarzyszenie wiernych pod nazwą Towarzystwo Ducha Świętego. W 2009 roku abp Sławoj Leszek Głódź zatwierdził natomiast regułę wspólnoty. To pozwoliło na przyjęcie pierwszych postulantów. Kandydaci przybyli z różnych polskich diecezji, a także z Australii i Niemiec. – Okazało się, że dzieje się coś niezwykłego – powstaje nowa wspólnota i to nie są koledzy z podwórka, ale ludzie wezwani przez Ducha z różnych stron świata – wspomina o. Wiśniewski. Z Niemiec do duchackiego postulatu przyjechał br. Tadeusz Biela, jeden z tegorocznych neoprezbiterów. Z jednym z księży pracujących w Matemblewie zetknął się podczas ŚDM w Sydney. Potem odwiedził Gdańsk, ale wciąż myśl o wstąpieniu do TDŚ wydawała mu się odległa. – Po pierwsze – nie myślałem wtedy o kapłaństwie, a po drugie – nie wierzyłem, że zakony jeszcze dzisiaj powstają – przyznaje br. Tadeusz. Myśl o drodze kapłańskiej jednak kiełkowała. Do duchaków przekonał go m.in. nacisk kładziony na obronę życia. – Widziałem, jak duży jest z tym problem w Niemczech – opowiada. Poza tym znał już kilku przyszłych postulantów. Kłopot był jednak z wytłumaczeniem – rodzinie, proboszczowi – do jakiej wspólnoty wstępuję, dlaczego i „co będzie dalej”. – Czułem, że to jest to, choć nie potrafiłem tego wyjaśnić – przyznaje br. Tadeusz. Podobny problem miał br. Piotr Loose, także tegoroczny neoprezbiter. – Mój brat nawet mnie zapytał: „A to nie mogłeś iść do jakiegoś prawdziwego zakonu?” – opowiada dziś ze śmiechem.

Powrót do Krakowa

W 2010 roku do postulatu wstąpiło 7 braci. Nowicjat rozpoczęli w 2011 roku w Wielu (diecezja pelplińska), a w roku 2012 ks. Wiśniewski zrezygnował z funkcji proboszcza w Matemblewie, poświęcając się już tylko tworzeniu TDŚ. W sierpniu tego roku metropolita gdański za zgodą metropolity krakowskiego kard. Stanisława Dziwisza erygował Wyższe Seminarium Duchowne Towarzystwa Ducha Świętego pod wezwaniem Świętego Krzyża w Krakowie. We wrześniu 6 duchaków (ks. Wiesław Wiśniewski i 5 nowicjuszy) złożyło w Wielu pierwsze śluby. Dwa tygodnie później przenieśli się do Krakowa, gdzie klerycy rozpoczęli studia teologiczno-filozoficzne na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Początkowo mieszkali u zmartwychwstańców, modląc się o własny kąt. W 2014 roku podczas nowenny przed Zesłaniem Ducha Świętego (większość ważnych dla zgromadzenia wydarzeń wiązała się z tym świętem) otrzymali telefon: jest dla nich dom. – Kiedy zadzwoniłem, wydawało mi się, jakby o. Wiesław już coś o tym wiedział – wspomina rozmowę Jacek Kościółek z Dąbrowy koło Szarowa. Miał dom (dziś powiększony i wyremontowany) i masarnię (dziś wyburzoną, w jej miejscu rosną mury przyszłego seminarium). Od dłuższego czasu nosił się z zamiarem przekazania nieruchomości któremuś z zakonów. O tym, że duchacy szukają dla siebie miejsca, dowiedział się z gazety. Spotkali się z o. Wiesławem i klerykami, a niebawem ruszyły pierwsze prace. – Dobrze nam się współpracowało. O. Wiesław jest dobrym budowlańcem, zna się na tym. Ja skończyłem technikum budowlane, buduję domy – opowiada J. Kościółek. – Mieszkamy razem. Mam tu swój pokój, łazienkę, nadal im pomagam – dodaje. – Można powiedzieć, że dzięki Bożej opatrzności i pomocy dobrych ludzi wszystko poszło sprawnie i już po roku od przekazania mogliśmy się tu wprowadzić – wspomina br. Piotr. Na początku nie było, co prawda, ogrzewania i ciepłej wody, ale wreszcie byli u siebie. Tak duchacy zagościli w Dąbrowie, na skraju Puszczy Niepołomickiej, ok. 30 km od centrum Krakowa.

Nowa twarz starego zakonu

Po wszystkich tych perypetiach 4 braci przyjęło 18 maja br. święcenia kapłańskie. Sakramentu udzielił im w Gdańsku bp Zbigniew Zieliński. Msze św. prymicyjne odprawiali także w Małopolsce – w parafii w Szarowie, do której należy Dąbrowa, oraz w kościele Świętego Krzyża. W tej ostatniej Eucharystii wzięli udział przedstawiciele wspólnot, z którymi przez ostatnie lata związani byli młodzi duchacy – przede wszystkim „Huty Ducha Świętego” i „Chrystusa w Starym Mieście”. Co będzie dalej? – Filarami każdego zgromadzenia są dom nowicjatu i seminarium oraz realizacja charyzmatu. Na nich musimy się teraz skupić – wyjaśnia o. Wiesław. Obecnie wraz z neoprezbiterami w TDŚ jest 6 kapłanów – 4 ma pracować w Wielu, 2 zostanie w Dąbrowie. Oprócz nich wspólnotę tworzy 5 kleryków i nowicjusz. Razem 12 członków. – Możemy grać w dwóch zespołach w siatkówkę. Ale chcielibyśmy rozgrywać mecze piłki nożnej, dlatego modlimy się o nowe powołania – żartuje o. Wiśniewski. Pytani, co Towarzystwo Ducha Świętego chce wnieść w życie Kościoła, duchacy zwracają uwagę na kilka aspektów. Pierwszy to „świeżość” wspólnoty i jej rodzinny charakter. – To wciąż jest mała wspólnota, możemy poczuć radość bycia razem, radość braterstwa i wspólnego budowania. To dom otwarty i gościnny, który można poznać, rodzina, z którą można się zaprzyjaźnić – wyjaśnia br. Piotr. Nie bez znaczenia są też przyziemne doświadczenia z budowy, ogrodu czy kuchni. – To, że potrafimy rozmawiać ze zwykłymi ludźmi o tym, jak przyprawić zupę czy co poprawić w zakładanym ogrodzie, powoduje, że możemy następnie naturalnie przejść na poziom rozmowy duchowej – podkreśla o. Wiesław. Towarzystwo Ducha Świętego przede wszystkim chce jednak wracać do charyzmatu Zakonu Ducha Świętego. Okazuje się on zaskakująco aktualny. Duchacy bowiem już wieki temu łączyli otwarcie się na Trzecią Osobę Trójcy Świętej z dziełami miłosierdzia. – To Duch jest miłością miłosierną, prawdziwym pocieszycielem, prawdziwym Ojcem Ubogich, dlatego to On jest naszą regułą – mówi o. Wiśniewski. Podkreśla, że „Pięćdziesiątnica zaczyna się na Golgocie”, a Ducha trzeba szukać pod krzyżem – także pod krzyżem drugiego człowieka. – To, co odkryli duchacy, jest kapitalne – chcesz doświadczać wylania Ducha, to stań przy krzyżu człowieka, którego Bóg stawia na twojej drodze. Tam doświadczysz Go na pewno – podkreśla moderator TDŚ. – To są perełki duchowości, której staliśmy się spadkobiercami – dodaje z dumą.•