Co zrobiłaś z darami?

Justyna Zygmunt

|

Gość Krakowski 45/2018

dodane 08.11.2018 00:00

Gdy przed laty pani Jagoda przygotowywała oazową Drogę Krzyżową na Wielki Piątek, by odwzorować odgłos towarzyszący przybijaniu Jezusa do krzyża, tłukła starym łomem o podest, a dźwięk nagrywała na kasetę.

Oazowicze przekonują,  że jubileusz jest dla nich okazją do rachunku sumienia, czy dbają  o swoją relację z Bogiem. Oazowicze przekonują, że jubileusz jest dla nich okazją do rachunku sumienia, czy dbają o swoją relację z Bogiem.
Justyna Zygmunt /Foto Gość

Do nowohuckiej oazy dołączyła wiele lat temu, tuż po ukończeniu VI klasy szkoły podstawowej. Jak mówi, od zawsze o tym marzyła. Niedawno, gdy świętowała jubileusz 40-lecia w oazie, zrozumiała, że jest to dla niej czas na rachunek sumienia i zastanowienie się, co zrobiła z darami, które zyskała dzięki wspólnocie. Czy te wszystkie ideały, wartości i to, że wybrała Jezusa jako Pana i Zbawiciela, trwają i dają owoce w dorosłym życiu? Nie chodzi przecież o to, by przy okazji rocznicy tylko wspominać, ale żeby pielęgnować w sercu te treści, wartości i relacje, które za każdym razem odnawiamy w konfesjonale, na modlitwie czy podczas spotkań.

Do tańca i do Różańca

Pani Jagoda zaczynała formację w małej grupie, a cała wspólnota liczyła wtedy ok. 30–40 osób. Przełomowym wydarzeniem, które utwierdziło ją w chęci bycia w Ruchu Światło–Życie, były rekolekcje wakacyjne 0 stopnia Oazy Nowego Życia. W tym czasie nie było stopni Oazy Nowej Drogi, która obecnie przeznaczona jest dla gimnazjalistów.

– Po „zerówce” pojechałam na kolejne stopnie – 1, 2 i 3. Po nich kurs animatorski wydawał się naturalną sprawą. Później przeżywałam każde rekolekcje jako animatorka, a następnie ksiądz zaproponował mi posługę moderatorki. Ostatni raz byłam na oazie w 2003 roku – opowiada.

W parafii św. Józefa animatorzy wraz z księdzem moderatorem zawsze działali bardzo aktywnie. Oazowicze mieli spotkania ogólne, muzyczne, wyjazdy oraz dodatkową Mszę św. raz w miesiącu. – Najbardziej podobało mi się, że mogliśmy tę oazę współtworzyć. Organizowaliśmy w parafii przeróżne dzieła: kolędowanie, akcje charytatywne, przedstawienia, prowadziliśmy Drogi Krzyżowe i inne nabożeństwa. W tym wszystkim odkrywaliśmy i rozwijaliśmy swoje talenty. Przeżywaliśmy je nie na własną chwałę, ale z parafią. Byliśmy do tańca i do Różańca – śmieje się pani Jagoda i dodaje, że ówczesny ksiądz proboszcz Stanisław Podziorny był bardzo otwarty na pomysły młodych. – Niczego nam nie zabraniał, ufał i czuwał, żeby wszystko szło w dobrym kierunku. Wiele mu zawdzięczamy jako oaza – zapewnia.

Nauczyłam się wrażliwości

Tradycją kontynuowaną do dzisiaj jest prowadzenie przez oazowiczów Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek. – Przed laty, gdy przygotowywaliśmy jedną z nich, siedzieliśmy pół nocy i nagrywaliśmy dźwięk na kasety, które następnie puszczaliśmy podczas nabożeństwa. By odwzorować odgłos towarzyszący przybijaniu Pana Jezusa do krzyża, tłukłam się starym łomem o podest – wspomina pani Jagoda.

Nie ma też wątpliwości, że oaza ukierunkowała całe jej życie i miała duży wpływ na wychowanie. – Jestem człowiekiem grzesznym i zdarzają się różne rzeczy, ale staram się żyć tak, aby te treści, które kiedyś wypełniały moje życie, w dalszym ciągu realizować. Jeżeli Ruch przygotował mnie do bycia świadkiem, to dalej świadczę, mimo że nie noszę już krzyża animatorskiego na szyi – podkreśla.

Oaza na os. Kalinowym ani na chwilę nie stanęła w miejscu. Ciągle podejmuje kolejne akcje, które służą całej wspólnocie parafialnej. Jedną z nich są jasełka, które od 3 lat cieszą się wielką popularnością, nie tylko wśród parafian. W przygotowanie przedstawienia angażuje się wiele osób. Jest to ogromny wysiłek, ale daje jeszcze większą satysfakcję. – Dzięki nim integrujemy się, inspirujemy i pomnażamy talenty. Jeden z oazowiczów po dwóch naszych występach postanowił na przykład dołączyć do szkolnego kółka teatralnego – mówi Ania, animatorka. – Jasełka wymagają pełnego zaangażowania od uczestników i podjęcia odpowiedzialności za ich przebieg. Radość daje także to, że jesteśmy częścią dużego przedsięwzięcia – dodaje.

Oprócz tego młodzi odpowiadają za śpiew podczas niedzielnych Mszy św. oraz uroczystości i prowadzą spotkania dla kandydatów do bierzmowania. Z kolei podczas Adwentu raz w tygodniu przygotowują po Roratach śniadanie, na które zapraszają parafian.

Oazowicze przekonują też, że najważniejszym celem każdego ich działania jest przybliżanie innych do Boga. A podjęcie takiej służby jest możliwe tylko wtedy, gdy sami wcześniej doświadczą dobra i Bożej obecności. – Ruch Światło–Życie nauczył mnie wrażliwości na drugiego człowieka. Mam świadomość, że być może dzięki mnie ktoś wejdzie na dobrą drogę, dlatego wciąż pogłębiam swoją relację z Bogiem i dzielę się ze wspólnotą talentami i czasem. Oaza daje mi również poczucie bezpieczeństwa. Na co dzień mam do czynienia z ludźmi z różnych środowisk. Cieszę się, że mam takie miejsce, gdzie mogę przyjść, być sobą i spędzać czas z osobami, które mnie akceptują i z którymi łączą mnie bardzo mocne więzi – zapewnia Ania.