Pierwsza warta Najjaśniejszej RP

Bogdan Gancarz

|

Gość Krakowski 45/2018

dodane 08.11.2018 00:00

Na to, że Kraków jako pierwszy wyszedł spod władzy zaborców, są niemi świadkowie: stara willa w Podgórzu, Wieża Ratuszowa na Rynku Głównym, niepozorny sztandar z Orłem Białym i niewielki okrągły stolik w gabinecie prezydenta Krakowa.

Symbolem wyzwolenia Krakowa w 1918 r. stało się przejęcie przez żołnierzy polskich warty na austriackim odwachu przy Wieży Ratuszowej na Rynku Głównym. Symbolem wyzwolenia Krakowa w 1918 r. stało się przejęcie przez żołnierzy polskich warty na austriackim odwachu przy Wieży Ratuszowej na Rynku Głównym.
Zbiory Muzeum Historycznego Miasta Krakowa

Gdy 11 listopada Józef Piłsudski przejmował w Warszawie władzę nad wojskiem, co z czasem stało się symboliczną datą odzyskania niepodległości, w Krakowie i Małopolsce Zachodniej już od 12 dni Polacy rządzili się sami.

31 października 1918 r. o godz. 4.30 z willi Wisłockich w Podgórzu wyszedł w pełnym mundurze zaborczej armii austriackiej oberleutnant Antoni Stawarz, dowódca kompanii c.k. 57. Pułku Piechoty przy batalionie asystencyjnym 93. Pułku Piechoty. Jego przełożeni nie wiedzieli, że w kieszeni ma jednak pęk kokardek w polskich barwach narodowych i polską czapkę kroju legionowego z Orłem Białym. Nie wiedzieli również, że stoi na czele grupy polskich spiskowców, która jeszcze w nocy 30 października opanowała dworzec kolejowy w podkrakowskim Płaszowie, czyniąc go pierwszym skrawkiem wolnej Polski.

Polnische Republique soll leben!

Opanowanie jednej stacji nie zmieniało jednak sytuacji w całym mieście. – Jesienią 1918 r. żołnierze armii austro-węgierskiej byli zmęczeni wojną, zaczynało panować rozprzężenie. Niemniej jednak w Krakowie stacjonowało ich 12 tysięcy! – mówi Janusz T. Nowak, kustosz Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, kurator wystawy „Wolność przyszła z Podgórza”, otwartej 31 października w Muzeum Podgórza (ul. Limanowskiego 51).

Stawarz szedł szybkim krokiem w kierunku pobliskich koszar artyleryjskich przy ul. Kalwaryjskiej, gdzie stacjonowało kilkuset żołnierzy. Udało mu się skłonić do współdziałania Czechów. Wraz ze współpracującym z nim por. Ignacym Śnigowskim obudził po cichu współspiskowców i opowiedział, koloryzując, że wybuchła rewolucja. Nakazał żołnierzom naładować karabiny i nasadzić na nie bagnety, a za pas włożyć granaty. Korzystając z tego, że było jeszcze ciemno, oddziałek pod dowództwem por. Śnigowskiego zaszył się w kącie koszar, czekając na sygnał do akcji. Rozbrojenie pozostałych 400 żołnierzy, wśród których było wielu austriackich Niemców, nie było łatwe, bo miało to uczynić tylko 30 spiskowców! Stawarz, wciąż w czapce z austriackim bączkiem, miał jednak bardzo dobry pomysł na działanie z zaskoczenia. Jako oficer inspekcyjny wydał o godz. 6 rozkaz zbiórki alarmowej całego batalionu, ale bez broni. Rozespanym żołnierzom oznajmił po niemiecku, że ma im do zakomunikowania ważne wiadomości. Pod pretekstem, że do każdej grupy chce mówić w ich własnym języku, nakazał Niemcom stanąć na lewo, a Słowianom na prawo. Gdy to uczynili, wyciągnął gwizdek i głośno zagwizdał. Na ten sygnał wpadła uzbrojona grupa Śnigowskiego i otoczyła Niemców. Stawarz zapewnił ich o bezpieczeństwie. „»Włos wam z głowy nie spadnie, że zaś mówię do was już nie jako austriacki oficer, ale jako polski, oto widzicie«... Rzucam wtedy czapkę austriacką w błoto, wyciągam maciejówkę z orłem polskim i kokardą narodową i wznoszę ją do góry z krzykiem: »Polnische Republique soll leben! Hoch!« [Niech żyje Republika Polska]. Trzy razy »Hoch!« powtórzyli za mną sterroryzowani Niemcy” – wspominał Stawarz w 1939 r. w swojej książce „Gdy Kraków kruszył pęta”.

O 6.30 koszary były opanowane bez jednego strzału. Wywieszono na nich flagę polską. Równocześnie koszary przy ul. Wielickiej zajął oddział por. Wilhelma Pustelnika. Potem oba oddziały przeszły na Rynek Podgórski, gdzie dotarł również oddział prokocimski Józefa Badziocha. Przemówił do nich por. Stawarz, nakazując marsz do centrum Krakowa, by wyzwolić miasto.

Różnymi trasami ruszyły dwie kolumny. Jedną prowadził por. Franciszek Pustelnik. Szli z nim także cywile z por. Ludwikiem Iwaszką i prokocimianie. Drugą prowadził por. Śnigowski. Zrzucano po drodze i gruchotano dwugłowe austriackie czarne orły – symbole władzy zaborczej. Żołnierze poszli m.in. do budynku Collegium Novum UJ, otwierając drzwi sal wykładowych i wołając do studentów, że Polska powstała. Z okna auli wyrzucono na bruk wielki portret cesarza Franciszka Józefa. Maszerujących witały tłumy rozentuzjazmowanych krakowian. Przemawiał do nich pod pomnikiem Grunwaldzkim por. Iwaszko. Zajmowano także kolejne budynki koszarowe, m.in. przy ul. Siemiradzkiego, oraz lotnisko w Rakowicach.

Miasto jest wolne

Wciąż natomiast stał austriacki posterunek w budynku odwachu (wartowni), przylegającego do Wieży Ratuszowej na Rynku Głównym. Porucznik Stawarz, kierujący akcją z Podgórza, nie przywiązywał początkowo wagi do zajęcia odwachu, skupiając się na ważniejszych obiektach wojskowych. Gdy doniesiono mu, że budynek w centralnym punkcie miasta, o dużym znaczeniu symbolicznym, nadal jest obsadzony przez żołnierzy zaborczych, wydał rozkaz jego zajęcia. Wyruszył tam kilkudziesięcioosobowy oddział pod dowództwem podporuczników Wilhelma Steca i Jana Gawrona. Dołączył do nich po drodze por. Czesław Zajączkowski. Dotarli pod odwach o godz. 11.25. Przekazanie warty przez jej austriackiego dowódcę chor. Alojzego Moslera odbyło się bez oporu. Podporucznik Gawron wpisał do księgi służbowej nazwiska żołnierzy „pierwszej warty Najjaśniejszej Rzeczypospolitej”. Ku radości tłumu krakowian zrzucono też orła austriackiego, a na budynku zawisły flagi narodowe. Z Wawelu rozległo się wtedy bicie „Zygmunta”, a przedstawiciele rzemieślników krakowskich wręczyli żołnierzom sztandar Stowarzyszenia Młodzieży Rękodzielniczej „Gwiazda” z Orłem Białym.

– To największa zachowana pamiątka związana z wyzwoleniem Krakowa. Ów rzemieślniczy sztandar stał się pierwszym sztandarem wojskowym odradzającej się Rzeczypospolitej! Był potem oficjalnym sztandarem 8. Pułku Piechoty, przemianowanego później na 13. Pułk Piechoty – mówi kustosz Nowak.

Gdy zajmowano odwach (dziś już nieistniejący – zburzono go w 1946 r.), w magistracie w Pałacu Wielopolskich trwały już rozmowy z przedstawicielami austriackiej Komendy Wojskowej z gen. Zygmuntem Benignim na czele o przekazaniu władzy. Akcja por. Stawarza nie była bowiem zawieszona w próżni.

– Wojskowe działania przygotowawcze do przejęcia władzy z rąk austriackich podjął już wcześniej płk Bolesław Roja, zaś 28 października powołano Polską Komisję Likwidacyjną, która przejęła kierownictwo polityczne w Krakowie i Galicji. Bardzo ważne było także podporządkowanie się władzom polskim dyrektora policji w Krakowie Rudolfa Krupińskiego oraz Stanisława Kolinka, dyrektora poczty, której podlegały telegrafy. 30 października urzędnicy państwowi i miejscy zebrani w gmachu „Sokoła”, uznali się za urzędników niepodległego państwa polskiego – przypomina kustosz Nowak.

Po burzliwych rozmowach gen. Benigni skapitulował przed przedstawicielami PKL oraz płk. Roją i na niewielkim, zachowanym do dziś okrągłym stoliku w gabinecie prezydenta miasta, podpisano porozumienie o przekazaniu władzy wojskowej.

W ręce polskie dostały się m.in. magazyny z bronią, umundurowaniem i żywnością, które posłużyły do ekwipowania powstających pod dowództwem mianowanego już generałem B. Roi oddziałów Wojska Polskiego. Wkrótce wyruszyły one m.in. na odsiecz Lwowa.

Doceniony po latach

„Byłem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy, bodaj jeden raz w życiu” – wspominał dzień wyzwolenia Krakowa jego główny sprawca A. Stawarz. Nie doceniono go, niestety, jak należy. Mianowany kapitanem i dowódcą 8. Pułku Piechoty, na skutek intryg osób niemających nic wspólnego z krakowską akcją wyzwoleńczą złożył dowództwo. „Oświadczyłem tym panom, że mój czyn krakowski nie był podjęty specjalnie z myślą o osobistej mojej karierze, wcale się o stanowisko dowódcy pułku nie ubiegałem i o nie w tej chwili nie dbam. Zostawiam więc im wolną posadę dowódcy 8 P.P. WP i odchodzę na odsiecz Lwowa, by tam w walce przeciw Ukraińcom nadal móc służyć Ojczyźnie” – wspominał.

Stawarz wraz z kompanią piechoty po 20 listopada 1918 r. znalazł się we Lwowie. Z wojska został zwolniony w 1929 r., nie awansując w międzyczasie. Przyznano mu niewielką emeryturę. W cywilu był potem pracownikiem krakowskiego magistratu.

– Gdy dziadek umarł, miałam 9 lat. Bardzo dobrze go jednak pamiętam. Byłam jego oczkiem w głowie jako jedyna wnuczka. Był wobec mnie czuły i opiekuńczy. Przez wiele lat po wojnie nie wspominało się o jego roli w wyzwoleniu Krakowa – mówi Maria Huk, wnuczka A. Stawarza. – Zaczęło się to zmieniać dopiero od końca lat 60. Dziadek nie miał wątpliwości, że historia sobie o nim kiedyś przypomni. I tak się stało. Jedna z ulic w Podgórzu nosi jego imię. Cieszy mnie uznanie, z którym teraz spotyka się jego postać przy okazji obchodów rocznicowych. Wykazał się wielką odwagą, bo w razie niepowodzenia kierowanej przez niego akcji czekałaby go – krótko mówiąc – kula w łeb – dodaje M. Huk.

Wnuczka wyzwoliciela miasta 31 października odsłoniła na pl. Niepodległości w Podgórzu, gdzie niegdyś stał budynek koszar artyleryjskich, obelisk upamiętniający dziadka i jego żołnierzy.• Korzystałem z publikacji: K. Bąkowski „Kronika Krakowa z lat 1918–1923” (1925), J.T. Nowak „Wieża Wolności” (2008), A. Stawarz „Gdy Kraków kruszył pęta” (1939).