Już z Kubą w niebie wspominają...

Jan Głąbiński

|

Gość Krakowski 45/2018

dodane 08.11.2018 00:00

– Dyrektor szkoły, w której uczył ks. Wojciech, pytał mnie, jak on to robi, że potrafi pociągnąć za sobą młodzież. Pociągał, bo był stanowczy, ale i niezwykle serdeczny dla drugiej osoby – wspomina ks. Adam Podbiera.

Z kapłanem na szlak wyruszało wielu parafian, np. na Pielgrzymkę Sursum Corda z Zakopanego do Ludźmierza. Z kapłanem na szlak wyruszało wielu parafian, np. na Pielgrzymkę Sursum Corda z Zakopanego do Ludźmierza.
Jan Głąbiński /Foto Gość

Ksiądz Adam jest proboszczem parafii św. Józefa Oblubieńca NMP na os. Kalinowym w Krakowie. To właśnie tam ks. Wojciech pracował przez ostatnich kilka lat, podejmując – z góralskim temperamentem – wiele obowiązków duszpasterskich. – Czego się nie dotknął, potrafił przekuć w sukces – zaznacza ks. Podbiera.

Tak było nie tylko z młodzieżą, ale również w pracy z dziennikarzami parafialnymi. Ksiądz Wojciech był bowiem redaktorem naczelnym gazetki „W Rodzinie Józefa”, a zespół pod jego kierownictwem był laureatem Archidiecezjalnego Konkursu Gazetek Parafialnych im. ks. prał. Tadeusza Juchasa, organizowanego przez naszą redakcję. „Jeśli temat będzie bardzo ciekawy, wszyscy chętnie się z nim zapoznają. Może dowiemy się, ile kilometrów na rowerze przemierza wikary i jakie ścieżki rowerowe poleca? Albo co lubi jadać proboszcz? A może sam dobrze gotuje i poda przepis na pyszną potrawę?” – mówił kilka lat temu ks. Wojciech.

Opowieść z happy endem

Ksiądz Wojciech od dziecka zmagał się z poważną chorobą, która odezwała się, gdy jakiś czas temu jeździł na nartach we Włoszech. W ekspresowym tempie został wtedy przetransportowany śmigłowcem do szpitala, gdzie przeszedł operację. Po zabiegu mówił, że dostał drugie życie, bo w naszym kraju mogłoby być różnie z tak szybką reakcją lekarzy.

Kiedy wrócił do Polski, nie miał już tylu sił do duszpasterstwa. Został rezydentem, ale bardzo zaangażowanym w życie parafii. – W sercu noszę taką opowieść, którą się ze mną podzielił. Odwiedzał domy z wizytą duszpasterską. Trafił na kobietę, która wyzywała kapłanów, nie stroniła wręcz od bluźnierczych słów na Kościół. Też zmagała się z chorobą. Naszemu kapłanowi udało się dotrzeć do jej serca. Opowiedział o swoich dolegliwościach i chorobie. Kobieta postanowiła pojednać się z Bogiem, przyjąć Komunię św. Finał tego spotkania był taki, że na następny dzień Bóg zawołał ją do siebie. Dzięki ks. Wojciechowi zapukała do bram nieba z czystym sercem – wzrusza się ks. Adam.

Księdza Łosia, który pochodził z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Targu, Pan Bóg przywołał do siebie w 35. roku życia i 10. roku życia kapłańskiego.

Rozmowy nad Dunajcem

Po święceniach jego pierwszą parafią była Lipnica Mała. Ksiądz Wojciech od razu wziął się do pracy. Jedną z wielu zmian, jakie wniósł do swojej malowniczo położonej wspólnoty na Orawie, było podwojenie liczby pielgrzymów uczestniczących w pielgrzymkach Sursum Corda i na Jasną Górę. Kapłan był kilkakrotnie opiekunem grupy orawskiej.

Danuta Marek, emerytowana już nauczycielka z Podhala, pamięta zmarłego jeszcze z czasów szkolnych. – Cechą charakterystyczną Wojtka był jego wzrost – miał ponad dwa metry. Chcąc być z nim na równi, wkładałam buty na obcasie. On wiedział, że go wtedy na pewno zapytam. I tak było. Nawet nie musiałam go wywoływać, sam przychodził do biurka – śmieje się pani Danuta. Wojciech i jej syn Kuba bardzo się przyjaźnili. Znali się do dziecka, najpierw jako ministranci, a potem lektorzy z parafii NSPJ. – Uwielbiali wypady rowerowe, wycieczki w góry, ale podczas spacerów wzdłuż Dunajca prowadzili rozmowy teologiczne. Mój Kuba dopytywał w czasach seminaryjnych Wojtka o wiele kwestii. Kiedy Kuba odszedł do Pana spod szczytu Mont Blanc, Wojtek bardzo nas wspierał. Na prymicjach przy wszystkich gościach podziękował nam, mówiąc, że dzięki Kubie został księdzem – opowiada pani Danuta. – Teraz, w niebie, pewnie nie mogą się nawspominać niezliczonych historii, które przyszło im przeżyć na ziemi – dodaje D. Marek.

Uroczystości pogrzebowe ks. Łosia odbyły się 30 października na os. Kalinowym w Krakowie i 31 października, w wigilię Wszystkich Świętych, w Nowym Targu. Najpierw była Msza św. w kościele NSPJ, a potem ciało z trumną zmarłego kapłana zostało odprowadzone uroczystym konduktem przez miasto na nowotarską nekropolię. Księdza Wojtka żegnała najbliższa rodzina, przyjaciele i wielu duchownych.

– Żegnaj, Wojciechu! Już nie zapalimy razem watry „na Klocku” – szczycie obok Długiej Polany, skąd rozpościerał się piękny krajobraz na nasze miasto, a gdzie docieraliśmy, wyjeżdżając na rowerach – wspominali znajomi.