Najlepsze dopiero przed nami

Justyna Zygmunt

|

Gość Krakowski 6/2019

dodane 07.02.2019 00:00

– Żywa wiara, pełna energii, którą Panamczycy pokazywali w swoich modlitwach, idealnie uzupełniała spokojne rozmodlenie Polaków. Jedni czerpali od drugich i razem uwielbialiśmy Boga – wspomina Ola.

Tradycyjna parada odbywa się zwykle w Boże Ciało. Uczestniczą w niej wszyscy mieszkańcy diecezji. Tradycyjna parada odbywa się zwykle w Boże Ciało. Uczestniczą w niej wszyscy mieszkańcy diecezji.
Justyna Zygmunt

Dni w Diecezjach, które my, pielgrzymi archidiecezji krakowskiej, spędzaliśmy w Chitré (od 13 do 21 stycznia), oraz wydarzenia centralne w Panama City (od wieczora 21 do 27 stycznia) były dwiema różnymi, ale równie niezapomnianymi częściami Światowych Dni Młodzieży. Nie tylko ze względu na lokalizację – daleki, latynoamerykański kraj. Doświadczenie działania Boga w każdym momencie oraz otwartość i życzliwość nieznanych wcześniej ludzi sprawiły, że to dzieło nie skończyło się na Mszy Posłania, ale dopiero się zaczęło.

Stajemy się rodziną

Jako grupa „Panama Nowa Huta” przybyliśmy do miejscowości Monagrillo 13 stycznia w nocy, na trzy dni przed oficjalnym rozpoczęciem Dni w Diecezjach. Wolontariusze i mieszkańcy z parafii pw. św. Michała Archanioła czekali na nasz przyjazd do późnej nocy. Powitali nas bardzo serdecznie i zabrali do swoich domów. – Mieszkałem u 80-letniej Meladis. Gdy przyjechaliśmy do domu, ok. 3.00 w nocy, gospodyni oprowadziła mnie po nim i pokazała najważniejsze miejsce – mały ołtarzyk z obrazkami Jezusa i Maryi oraz zdjęciami bliskich zmarłych z jej rodziny. Od razu mogłem poznać jej życiowe priorytety – opowiada Michał. – Zawsze przed śniadaniem odmawiała Różaniec, a przy posiłku rozmawialiśmy o jej krewnych, których miałem okazję poznać podczas wspólnej kolacji – dodaje. Pielgrzymi w Monagrillo to nic nowego. Co roku odbywają się tam spotkania młodzieży z całej Panamy. Przez weekend uczestników goszczą miejscowe rodziny. – Przyjmując kogoś pod swój dach, stajemy się dla niego prawdziwą rodziną. Ta osoba może na nas polegać, interesujemy się nią, pytamy o wrażenia. Przygotowujemy wszystko najlepiej jak się da – mówiła Marta Maria Corro, która również podczas ŚDM gościła pielgrzyma. Gospodarze otwierali przed nami nie tylko drzwi swoich domów, ale również miejsc pracy, ważnych dla lokalnej społeczności. Zwiedziliśmy m.in. fabrykę sera, piekarnię oraz smażalnię kukurydzy. Za każdym razem zachęcano nas do aktywności i degustacji miejscowych specjałów. – Nie były to typowe miejsca dla turystów, dlatego mogliśmy poznawać obcą kulturę w sposób charakterystyczny chyba tylko dla ŚDM – wspomina Krzysiek. Według niego fenomenem była parada, którą Panamczycy zorganizowali specjalnie dla pielgrzymów. Wzięli w niej udział przedstawiciele wszystkich parafii diecezji, orkiestry oraz miejscowe grupy folklorystyczne. Różnorodność strojów oraz przedstawianych scenek oczarowała wszystkich zebranych.

Nie tacy znów poważni

Każdy dzień rozpoczynaliśmy od wspólnej modlitwy w kościele, która przybierała formę energicznego uwielbienia. Panamczycy chwalą Boga całym ciałem i każdym zmysłem, dlatego nie boją się klaskać, a nawet tańczyć w kościele. – Przeżywanie wiary w Panamie, szczególnie w miejscowości Monagrillo, było dla mnie zaskoczeniem. Wiara ta sama, Bóg ten sam, ale jakby inne podejście do Niego – uważa Ola. – Żywa wiara, pełna energii, którą Panamczycy pokazywali w swoich modlitwach, idealnie uzupełniała spokojne rozmodlenie Polaków. Oczywiście jedni czerpali od drugich i razem uwielbialiśmy Boga – dodaje. Msze św. sprawowane były po polsku, hiszpańsku i łacinie. Liturgia słowa oraz homilie zawsze były tłumaczone na drugi język, co pomagało nam tworzyć jeszcze silniejszą wspólnotę eucharystyczną. Wolontariusze byli obecni podczas każdego punktu programu. Dbali o bezpieczeństwo, bawili się z nami i często rozmawiali mimo nieznajomości języka. Jeden z nich, Gabriel, przyznał, że na początku miał wrażenie, iż Polacy są bardzo poważni. Gdy zobaczył, jak śpiewamy i tańczymy, był zaskoczony i chciał do nas dołączyć.

– Zazwyczaj jestem nieśmiały wobec nieznajomych. Przy was czułem się swobodnie i świetnie spędzałem z wami czas – zapewniał. Zdecydował się zostać wolontariuszem, ponieważ wiedział, że to niepowtarzalna okazja oraz wielkie błogosławieństwo. Przez cały pobyt w Monagrillo doświadczaliśmy życzliwości mieszkańców. Każda mijana osoba uśmiechała się, witała i niejednokrotnie rozpoczynała rozmowę. Nawet bariera językowa nie stanowiła problemu, bo wspólne spędzanie chwil na modlitwie oraz zabawie zdawało się największym i najtrwalszym łącznikiem. – Nie przejmuj się swoim łamanym angielskim. Wykorzystaj w pełni spotkanie z człowiekiem, którego dziś daje ci Bóg. Nie zmarnuj tej okazji. We wspólnym przeżywaniu wiary nie ma przecież barier językowych – zachęcał ks. Krzysztof Porosło, jeden z opiekunów grupy. Natalia wspomina, jak stopniowo przełamywała lody za pomocą tłumacza w telefonie. Po kilku dniach jej panamska rodzina rozmawiała z jej rodzicami z Polski! Wiele osób ma nadal kontakt z gospodarzami z diecezji Chitré. Na bieżąco wymieniają się zdjęciami, spostrzeżeniami, a w trakcie wydarzeń centralnych rodziny dawały wskazówki dotyczące miasta oraz zawsze były gotowe do udzielenia pomocy.

W niebie będzie tłoczna fiesta!

Dla Karoliny wydarzenia centralne były „namiastką nieba”: wszechogarniająca radość, wspólne uwielbienie, którego nikt nie powstrzymywał i nie próbował w sobie zdusić. – Każda forma ekspresji była dobra, by oddać Bogu chwałę. Miejsce też nie miało znaczenia: metro, ulica czy zwykła knajpa. Każde było dobre do tego, by podzielić się z innymi, jak wspaniały jest nasz Bóg – opowiada. Z kolei podążanie do miejsca spotkania z papieżem Franciszkiem było prawdziwą pielgrzymką, która pozwalała na oderwanie myśli od codzienności i kierowała je w stronę Boga. To sprawiało, że inaczej postrzegało się wszystkie niedogodności i przeciwności, jakimi były upały czy tłok wśród pielgrzymów. Ważnym elementem spotkania z Franciszkiem była adoracja Najświętszego Sakramentu podczas wieczornego czuwania. Po wielkiej euforii, ciągłym śpiewie i zabawie wszyscy zebrani w kampusie im. Jana Pawła II zamilkli. – Nie mogłem nie wzruszyć się na widok tylu tysięcy ludzi, którzy parę minut wcześniej wrzeszczeli wniebogłosy, a nagle ucichli. Oni naprawdę wierzyli i rozumieli, że przyszedł Ten, który cichutko do nich mówił. Przyszedł Gospodarz, który zaprosił ich na spotkanie – wyjaśnia ks. Dariusz Nawara. Kapłan także brał udział w ŚDM. – Członkowie zespołu i czytający rozważania również klęczeli, więc nie odgrywali tylko swojej roli. Modlili się razem z nami – opowiada. Papież Franciszek zaprosił nas do tego, byśmy wszelkie doświadczenia zabrali do naszych krajów, parafii i wspólnot, bo to, co najlepsze, dopiero się rozpoczyna. – ŚDM tak naprawdę nie kończą się, one trwają dalej w naszym życiu. To właśnie w codzienności ich owoce będą rosnąć i dojrzewać – zapewnia s. Karolina.