Pojednanie tak głębokie jak rozłam

Miłosz Kluba

dodane 20.05.2019 19:18

- Wspólnota wydaje się rajem, który utraciliśmy, za którym być może tęsknimy - mówił ks. Rafał Kowalski podczas konferencji "Jan Paweł II. Komunikacja i Przebaczenie", która odbyła się 20 maja w Wadowicach.

Pojednanie tak głębokie jak rozłam Spotkanie odbyło się w sali konferencyjnej wadowickiej parafii św. Piotra Apostoła. Miłosz Kluba /Foto Gość

Wśród prelegentów znaleźli się m.in. ks. dr hab. Robert Nęcek, który wygłosił referat "Przebaczenie dynamiką komunikacji" oraz red. Magdalena Drohomirecka, która z dziennikarskiej perspektywy opowiadała o odchodzeniu i śmierci Jana Pawła II, które nazwała jego "ostatnią pielgrzymką".

Dr hab. Agnieszka Łukasik-Turecka mówiła o komunikowaniu politycznym Jana Pawła II. Podkreślała, że odbiorcami przekazu Ojca Świętego - jako aktora politycznego i przywódcy państwa watykańskiego - byli nie tylko wierzący, ale ogół społeczeństwa, media i inni politycy. Przypomniała ona bardzo dobre relacje papieża z mediami, jego reakcje na konkretne wydarzenia oraz działania na rzecz pokoju.

Jednym z gości konferencji był także ks. dr Rafał Kowalski, rzecznik prasowy archidiecezji wrocławskiej. W wystąpieniu "Bóg zlecił nam posługę jednania. Chrześcijański głos przeciw rozbijaniu wspólnot" mówił on m.in., że współczesną rzeczywistość społeczną opisują trzy słowa - frustracja, izolacja, rywalizacja.

- Wspólnota wydaje się rajem, który utraciliśmy, za którym być może tęsknimy - mówił ks. Kowalski. - Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem socjologów, że musimy na nowo stworzyć więzi między sobą - dodał.

Mówiąc o roli Kościoła w budowaniu jedności na świecie, przywołał słowa św. Jana Pawła II, który w adhortacji apostolskiej "Reconciliatio et Paenitentia" pisał, że "pojednanie nie może być mniej głębokie niż sam rozłam". Jak zauważył ks. Kowalski, oryginalność Kościoła - według Jana Pawła II - polega na tym, że nie zatrzymuje się on na powierzchownych działaniach, ale chce budować jedność, sięgając aż do przyczyny rozłamu.

Podkreślał przy tym, że to zadanie wymaga dziś odpowiedniego języka - pełnego szacunku, a nie uprzedzeń do drugiego człowieka i takiego, który dąży do zlikwidowania podziału na "my" i "oni". Nawet, jeśli mowa o upomnieniu czy wskazaniu błędów innych osób, instytucji czy prądów.