Z dżungli do katedr

Magdalena Dobrzyniak

|

Gość Krakowski 42/2019

dodane 17.10.2019 00:00

Nie można zrozumieć historii i kultury Indian Guarani bez wiedzy o redukcjach jezuickich. Do świata znanego z filmu „Misja” przeniósł krakowian koncert w sanktuarium św. Jana Pawła II.

Misję zamieszkują Indianie Chiquitanos. Misję zamieszkują Indianie Chiquitanos.
Roman Koszowski /Foto Gość

Muzyka pochodząca z archiwów z Nowego Świata była do połowy XX w. w Europie ignorowana lub traktowana jako mniej wartościowa. Dzieł Hiszpanów, metysów i innych kompozytorów amerykańskich nie wykonywano, choć niczym nie ustępują twórczości znanych kompozytorów europejskich.

Muzyka jak wyznanie wiary

Dzięki systematycznym badaniom naukowym świat odkrył muzykę strzeżoną dotąd w katedrach, misjach i archiwach Ameryki, jej bogactwo, niezwykły kunszt i różnorodność form. Msze polifoniczne, nieszpory, lamentacje, antyfony, opery sakralne – niektóre z tekstami w językach Indian – hymny, koncerty i sonaty barokowe trafiły do prestiżowych katedr i sal koncertowych wszystkich kontynentów.

Jedna z największych kolekcji tej muzyki znajduje się w Boliwii. Charakterystyczne jest to, że jedynie tam społeczności Indian Chiquitos i Moxos zachowały muzykę z byłych redukcji (misji) jezuickich. Komponowali ją Indianie, ale była ona stosowana przez misjonarzy jako narzędzie ich ewangelizacji. W boliwijskiej dżungli muzyka barokowa nigdy nie wyszła z użycia. Świadczy o tym niemal 13 tys. stron tej muzyki stosowanej w liturgiach i kopiowanej przez indiańskich muzyków aż do początku XXI wieku.

Dziś ta muzyka podbija świat, a na terenie, gdzie powstała, co dwa lata odbywa się jeden z największych festiwali muzyki dawnej na świecie – Festiwal Misji Indian Chiquitos, w którym uczestniczą muzycy z czterech kontynentów i ponad 20 krajów świata. W 2018 r. wystąpił tam chór Dysonans z Poznania. To w jego wykonaniu krakowianie usłyszeli przede wszystkim dzieła pochodzące z archiwów amerykańskich, wydanych przez misjonarza i muzykologa ks. prof. Piotra Nawrota. Poza muzyką komponowaną dla wielkich katedr Ameryki Południowej w programie znalazły się kompozycje, których tekst pisany był w językach Indian: nahuatl, quechua, guarani oraz chiquitano.

Redukcje jezuickie

Ich pozostałości znajdują się w argentyńskiej prowincji Misiones. Były to osady, prowadzone głównie przez jezuitów. Zakładali je po to, by rdzennych mieszkańców nauczyć osiadłego trybu życia. W tych osadach ewangelizowali, rozwijali kulturę, uczyli rzemiosła i różnych zawodów. Zazwyczaj w centrum wielkiego prostokątnego placu, wokół którego postawione były budynki mieszkalne i warsztaty, znajdował się kościół z dzwonnicą. Do kościoła zwykle przylegał budynek, w którym mieszkali misjonarze. Zbudowany był i wyposażony na wzór ówczesnych europejskich klasztorów. Budynki i kościoły, wznoszone z kamienia, były zdobione elementami nawiązującymi do indiańskiej kultury i roślinności.

Redukcje organizowano najczęściej w miejscach, gdzie znajdowały się tereny uprawne i w pobliżu rzek dostarczających różnorodnego pożywienia i będących drogami komunikacji. Przez długie lata rozwijały się i kwitły, mimo przeszkód stawianych przez zazdrosnych o sukcesy hiszpańskich i portugalskich kolonizatorów. Kres ich historii położyła kasata zakonu jezuitów w 1773 r. Większość misjonarzy jezuickich uwięziono i odesłano do Europy, a Indian skazano na dalszą poniewierkę i niewolnictwo. Pozostali przy życiu nie potrafili już sami oprzeć się kolonizatorom. Powoli budynki popadły w ruinę i porosły dziką roślinnością.

Dopiero w XX w. niektóre z nich zostały odkryte i zamienione w muzea. W naszych czasach potomków Indian można spotkać wśród historycznych zabytków, gdzie sprzedają różne wyroby pamiątkarskie, aby zarobić na życie. Osady dla Indian Guarani zakładali jezuici także przy wodospadach Iquazu. To właśnie tam nagrywano film „Misja”, opowiadający o redukcjach.

Guarani w Argentynie

Jak opowiada s. Bożena Najbar z wydziału duszpasterstwa misyjnego krakowskiej kurii, można z podziwem popatrzeć na to, jak żyją i mieszkają pierwsi właściciele czerwonej ziemi – Indianie Guarani. – Na wygląd domów wpływają warunki geograficzne i klimatyczne. To domy proste, o dużych wymiarach, aby mogły pomieścić 30 lub więcej rodzin. Ich ściany są zrobione z gliny, natomiast dach z bambusa – mówi s. Bożena. Pokryte są trzciną lub gałęziami palmowymi. Od środka całą konstrukcję podtrzymują drewniane słupy, które rozdzielają mieszkania dla poszczególnych rodzin.

Centralnym punktem wioski jest plac, który tętni życiem i na którym skupia się działalność całej społeczności. Podstawowym źródłem pożywienia są plony ziemi i owoce drzew. Indianie zajmują się także polowaniem i rybołówstwem. Tereny, które w XVII w. nazywano Misiones, miały dużo większy zasięg niż dzisiaj. Nie można mówić o ich historii i geografii, nie wspomniawszy o pierwszej ewangelizacji i osiedlach indiańskich założonych i zarządzanych przez jezuitów z Europy.