Kraków. Wspominali prof. Plesnara

Bogdan Gancarz Bogdan Gancarz

dodane 25.10.2019 15:27

Na cmentarzu Rakowickim pochowano dziś prof. Łukasza Plesnara (1951-2019), wybitnego filmoznawcę, wykładowcę Uniwersytetu Jagiellońskiego, niegdyś redaktora i publicystę krakowskich czasopism niezależnych.

Kraków. Wspominali prof. Plesnara Zmarły uczony i redaktor przeżył blisko 68 lat Bogdan Gancarz /Foto Gość

Żegnała go rodzina, przedstawiciele UJ, przyjaciele z liceum, Instytutu Sztuk Audiowizualnych a także środowiska dawnej "Arki" i "Czasu Krakowskiego".

 Swymi wspomnieniami o zmarłym podzielił się z czytelnikami "Gościa" m.in. Jan Polkowski, poeta, założyciel i pierwszy redaktor "Arki" oraz "Czasu Krakowskiego". - Łukasz był z natury przede wszystkim naukowcem. Praca na uniwersytecie była dla niego bardzo ważna. Działalność w "Arce", "Świecie" i "Czasie". stanowiła jedynie epizod, choć nie najmniej ważny, w jego biografii. Widywaliśmy się w tym czasie bardzo często, nie tylko przy okazji natury zawodowej, lecz także prywatnych. Mieszkał wówczas przy ul. Marchlewskiego (dawniej i obecnie Beliny-Prażmowskiego), więc ode mnie z Chrobrego było tam 5 minut drogi piechotą. Byłem ojcem chrzestnym jego młodszej córki - wspomniał J. Polkowski.

 - Potrafił godzić pracę intelektualną nad semiotyką filmu z niewątpliwą pasją polityczna, która wypływała z miłości do Polski, z poczucia, że jest to rodzaj obowiązku wobec Ojczyzny, idei, od której uczciwy człowiek nie może się wyzwolić. Należał do tych członków redakcji, na których mogłem zawsze polegać. Wspominam go jako człowieka bliskiego z okresu heroicznego w moim życiu, w latach 80. i początku 90. ub. wieku. Był wielbicielem Józefa Mackiewicza, pisarza oraz publicysty. Uważał się za jego spadkobiercę, jeżeli chodzi o zasadniczy, fundamentalistyczny antykomunizm. Znalazło to wyraz w tekstach pisanych do "Arki", z jednej strony interpretujących myśl Mackiewicza, z drugiej wyrażających chęć jej kontynuacji. Lubił używać powiedzenia: "Na prawo ode mnie jest tylko ściana". Pod koniec lat 80. Łukasz był zdecydowanym krytykiem gier wokół Okrągłego Stołu. Nie miał żadnych wątpliwości, że nie tylko rozmawiamy z kimś słabym, z kimś, kto już podjął decyzję o rezygnacji z "socjalizmu realnego", jak to się wtedy mówiło. Traktowanie chorego jako siłacza było wg naszego środowiska błędem i Łukasz takie stanowisko formułował bardzo mocno. Był zdania, że nie było tam dwóch stron, lecz wszyscy siedzieli po jednej, negocjując, jak uzgodnić sprawę wobec społeczeństwa. W tym jego zasadniczym antykomunizmie wcale nie było oderwania się od rzeczywistości, pozostania na antypodach życia politycznego. Przeciwnie - był to twardy, logiczny realizm i uwzględnianie faktów, o czym przekonaliśmy się bardzo boleśnie, gdy przez 25 lat owi "uzgadniacze" okrągłostołowi manipulowali państwem i społeczeństwem - dodał przyjaciel zmarłego profesora.

Z dawnych czasów znał go  dobrze także prof. Ryszard Legutko, filozof, poseł do Parlamentu Europejskiego. - Stanowiliśmy w "Arce" "wesołą trzódkę", a Łukasz był w niej najweselszy, jowialny w sposobie bycia. Łączył to jednak z zasadniczością, choćby wówczas, gdy deklarował się jako wielki miłośnik Józefa Mackiewicza. Był antykomunistą integralnym. Uważał za Mackiewiczem, że komunizm demoluje i duszę, i ciało człowieka, więc nie ma tu pola na kompromis. Te jego poglądy przedstawiał m.in. w trakcie naszych dyskusji redakcyjnych w "Arce" i w tekstach, które do niej pisywał pod pseudonimem Michał Spis. Zastanawiał się m.in. nad tym, jak może wyglądać sytuacja w Polsce, gdy komunizm upadnie. Wyobrażał sobie ów upadek jako dokonanie się sprawiedliwości, połączone z rozliczeniem. Jak się okazało w rzeczywistości, po upadku komunizmu nastąpiło rozmycie tej sprawiedliwości, co było dla niego niesłychanie rozczarowujące. Bardzośmy go lubili, co wyrażało się w naszych określeniach pod jego adresem - Łukaszek, Plesnarenko - powiedział profesor.

Z Berlina przyjechał na pogrzeb przyjaciela także prof. Andrzej Nowak, wybitny historyk, niegdyś współpracownik, potem redaktor naczelny "Arki" i "Arcanów". - Zapamiętałem Łukasza z czasów "Arki" a potem "Czasu Krakowskiego" pewnie tak jak wielu innych, jako człowieka dowcipnego, z ciętym ironicznym zmysłem sytuacyjnym. Był bardzo życzliwy wobec młodszych osób, które zachęcał do współpracy. Jednocześnie był człowiekiem zasadniczym w swych poglądach, nie tylko na temat komunizmu, lecz także na temat filmu. Pewien pion moralny, który odnajdywał w szlachetnym kinie amerykańskim - klasycznym westernie, służył mu jako układ odniesienia, na którego tle pokazywał zjawiska degeneracji kultury masowej. Niekiedy jego publikacje były bardzo oryginalne. Pisał np historię alternatywną wojny 1920 r. - wspomniał uczony.

Obowiązki zatrzymały w Warszawie prof. Ryszarda Terleckiego, historyka, polityka, wicemarszałka Sejmu, innego z bliskich znajomych prof. Plesnara. Podzielił się jednak telefonicznie swymi wspomnieniami. - Patrząc z perspektywy czasu widać, że Łukasz nie był postacią tuzinkową. Poznaliśmy go na początku lat  80. ub. wieku, gdy już działała redakcja "Arki". Szukaliśmy bowiem osób, które mogłyby ją wzbogacić redakcyjnie i publicystycznie. Łukasz bardzo mocno zaangażował się w redagowanie pisma. Był obok Janka Polkowskiego i Ryśka Legutki jego mocnym filarem. Spotkania redakcyjne odbywały się często u niego w domu. Wymagało to w tym czasie pewnej odwagi, by udostępniać swoje mieszkanie dla potrzeb pisma uważanego przez władze komunistyczne za nielegalne. W 1990 r. objął kierownictwo Działu Zagranicznego "Czasu Krakowskiego", który stworzyło środowisko "Arki". Jego talenty spowodowały, że namówiliśmy go, by objął szefostwo telewizji krakowskiej. Zgodził się na to nie bez oporów, bo nie był typem urzędnika - wspomniał prof. Terlecki..

W czasach wspólnej pracy na uczelni poznał go także Leszek Czapliński, publicysta muzyczny i filmoznawca. - Było to w październiku 1981 r. , kiedy rozpoczął współpracę z krakowską filmologią. W 1984 roku na stałe związał się z Zakładem Filmu i Telewizji UJ, w którym pracowałem. Łukasz nie należał do najbardziej przystępnych osób, musiało upłynąć nieco czasu, zanim zaczęliśmy mówić sobie po imieniu. Z tego okresu pamiętam jego błyskotliwe wystąpienie na zebraniu naukowym, poświęcone nowomowie, której analizę przewrotnie zestawił z wybranymi wątkami z "Chatki Puchatka" Milne’a - powiedział red. Czapliński. - Był człowiekiem bezkompromisowym, ale i uczciwym. Niech zaświadczy o tym następujące zdarzenie. Od roku 1980 na studiach zaczęli pojawiać się oficerowie wojska polskiego. Ci na teatrologii nie mieli łatwego życia, albowiem, wówczas docentka, a obecnie emerytowana profesorka UJ, nie przepuszczała im i z marszu oblewała. U Łukasza bardzo trudno było zdać egzamin z teorii filmu, ale pewien wojskowy, który na to zasłużył, otrzymał najwyższą ocenę, ponieważ, wtedy jeszcze doktor Plesnar, jako wykładowca nie kierował się własnymi uprzedzeniami czy krzywdami (internowanie w stanie wojennym), lecz wyłącznie względami merytorycznymi, nigdy bowiem nie mieszał polityki z działalnością dydaktyczną - dodał.

Czytaj także:

Sylwetka prof. Łukasza Plesnara