Pogrzeb ks. Jacka Pietruszki odbył się na cmentarzu Rakowickim w Krakowie

Monika Łącka Monika Łącka

dodane 09.11.2019 16:53

Uroczystościom pogrzebowym ks. Jacka Pietruszki, dyrektora Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach, które rozpoczęła Msza św. w bazylice św. Floriana, przewodniczył bp Jan Zając.

Pogrzeb ks. Jacka Pietruszki odbył się na cmentarzu Rakowickim w Krakowie Na miejsce wiecznego spoczynku ks. Jacka Pietruszkę odprowadził bp Jan Szkodoń. Monika Łącka /Foto Gość

Koncelebrowali ją m.in. kard. Stanisław Dziwisz, bp Janusz Mastalski, bp Jan Szkodoń i ks. infułat Dariusz Raś.

W homilii bp Mastalski zauważył, że ks. Jacek Pietruszka wziął sobie do serca słowa Jezusa  "Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem" i w imię Miłości chciał iść drogą Jezusa: najpierw jako ministrant, potem lektor, oazowicz, a w końcu kapłan.

- A skoro idziemy drogą życia, zostawiamy po sobie ślady. Jakie zostawił ks. Jacek - zastanawiał się bp Mastalski. Jego zdaniem były to cztery najważniejsze ślady.

- Pierwszy to dobroć i uśmiech. Ks. Jacek był bowiem kapłanem uśmiechu, który wypływał z głębi serca i wynikał ze spokoju sumienia. Warto więc być dobrym, tak jak on, zapominać o sobie, być darem dla innych, a nie krzyżem i konsekwentnie iść ku Panu, walcząc z egoizmem - wskazywał bp Janusz.

Drugi ślad to synowska miłość. Ks. Jacek swoją mamę kochał bowiem nad życie - odczytywał jej potrzeby i pragnienia, troszcząc się aż do końca, nawet wtedy, gdy był już chory.

- Trzeci ślad to wrażliwość na drugiego człowieka. Nigdy nie przeszedł obojętnie obok kogoś, kto go prosił o pomoc i… nie prosił. Nie był specjalistą od plotek i pomówień, ponieważ umiał budować relacje, odpowiedzialnie podejmować decyzje i zawsze dostrzegał dobro. Ostatnim śladem jest pracowitość. Był sumienny, dokładny, systematyczny. To zaowocowało tym, że pozostawił po sobie wiele dzieł - zauważył bp Mastalski.

Podczas uroczystości ks. Jacka pożegnała też jego chrześnica. - Jacek żył tak, jak został wychowany: w miłości do Boga i szacunku do ludzi. Skromny i pomocy, silny i delikatny, empatyczny i życzliwy, dyplomatyczny i serdeczny, pogodny i uśmiechnięty - mówiła dodając, że przegrywając nierówną walkę z chorobą ks. Jacek razem z sobą zabrał cząstkę każdego z członków swojej rodziny, zostawiając wyrwę w ich sercach. - Możesz być pewny, że wypełnimy ją szacunkiem  i miłością. Obiecujemy też, że zaopiekujemy się twoją mamą i pójdziemy twoim śladem, by świadectwo twojego życia nie poszło w zapomnienie. Chcę cię też pożegnać słowami, które słysząc od swojej mamy kierowałeś do mnie w trudnych chwilach: "Pamiętaj, że jesteś najlepszy" - dodała.

Ks. Filip Badurski, dla którego - podobnie jak i dla ks. Jacka - rodzinną parafią jest bazylika św. Floriana, wspominał z kolei rozmowy z dwiema osobami, jakie odbył już po śmierci ks. Jacka. Jedna z opiekujących się nim pielęgniarek zauważyła, że choć był już w stanie krytycznym, nie chciał nic poza kolejnością. Z kolei pewna kobieta, która przyszła do kościoła, gdy dowiedziała się, że zmarł ks. Pietruszka, powiedziała: "Odszedł ksiądz anioł".

Na pogrzebie był również obecny ks. Mirosław Król, kanclerz polonijnego ośrodka oraz zakładów naukowych w Orchard Lake w stanie Michigan w USA. - Nie tak się umawialiśmy. W ten weekend miałeś być u nas, w polskim seminarium w Orchard Lake. W niedzielę Miłosierdzia Bożego otwierałeś wystawę "Urodziłem się w Wadowicach" w archidiecezjalnym sanktuarium św. Jana Pawła II w Chicago, a teraz miałeś ją zamykać w centrum polonijnym w Orchand Lake. Nie mogło więc mnie tu nie być, jak również kapłanów z różnych stanów w USA - zaznaczył. Wspomniał również, że jest jednym z wielu świadków tego, w jaki sposób ks. Jacek pełnił misję, jaką mu powierzono: szerzył dziedzictwo Jana Pawła II Wielkiego z dumą i miłością mówiąc o tym, czego nas nauczał i do czego powinniśmy wracać.

Posłuchaj całej homilii bp. Janusza Mastalskiego: