7 kilometrów Ewangelii

Monika Łącka

|

Gość Krakowski 49/2019

publikacja 05.12.2019 00:00

Często zdarza się, że turyści, zwłaszcza z Japonii, przyjeżdżają tu tylko po to, by zobaczyć zabytkowe miejsce. Wyjeżdżają już jako pielgrzymi, bo coś stało się w ich sercu. – Dotknęli sacrum – mówi o. Konrad Cholewa OFM, kustosz sanktuarium pasyjno-maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Za klauzurą jedyną kobietą jest Maryja. Niepokalana spogląda z klasztornego chóru na modlących się wiernych. Na Nią zaś patrzy, spod sklepienia bazyliki, Ukrzyżowany. Za klauzurą jedyną kobietą jest Maryja. Niepokalana spogląda z klasztornego chóru na modlących się wiernych. Na Nią zaś patrzy, spod sklepienia bazyliki, Ukrzyżowany.
Monika Łącka /foto gość

Dobrą okazją do przeżycia takiej przemiany jest trwający właśnie Adwent. Warto więc przyjechać do Kalwarii, zanurzyć się w ciszy, odzyskać duchowe siły, zastanowić się nad sensem życia i poczuć klimat zbliżających się świąt Bożego Narodzenia.

Co nowego w Betlejem?

Sprzyja temu m.in. uczestnictwo w Roratach. Zaczynają się o godz. 5.55 rano, gdy celebransi, niosąc lampiony, wchodzą do pogrążonej w ciemnościach świątyni, w której rozlega się śpiew „Rorate caeli”. Można też obserwować postępy prac nad przygotowaniem kalwaryjskiego Betlejem, czyli jednej z największych ruchomych szopek w Polsce.

Rozpoczęły się one tuż po Wszystkich Świętych i początkowo trwały w ukryciu, m.in. w klasztornej piwnicy, gdzie br. Zacheusz Rąpała OFM i o. Kasjan Sadowski OFM budowali nowy pałac Heroda. Pierwszy z nich z godną podziwu cierpliwością wycinał, kleił, szpachlował, malował i dopasowywał wszystkie jego elementy, nadając im fakturę kamienia. Taką, jaką miały budowle w Jerozolimie za czasów Chrystusa. Pod koniec listopada montaż wielkiej konstrukcji (która będzie także dziełem br. Eligiusza Gelmudy OFM) przeniósł się do kościoła i trwa tam nocą, po zamknięciu bazyliki, by nie przeszkadzał w nabożeństwach.

– Najpierw rozkładamy panoramę Betlejem, mierzącą 11 m szerokości i 8 m wysokości. Później ustawiamy podest (mający 30 m kw.), a na nim – poszczególne elementy krajobrazu i 150 figurek. 100 jest statycznych, a 50 to figury ruchome. Najstarsze pochodzą z XIX w. – opowiada br. Zacheusz. Efekt ma być nie tylko piękny, ale przede wszystkim ma wprowadzać wiernych w tajemnicę narodzenia Syna Bożego w zwykłej rzeczywistości. Bo przecież Chrystus przyszedł na świat pomiędzy ludzkimi sprawami, ich zawodami i krzątaniną. – Co roku wiele osób sprawdza, co zmieniło się w szopce i porównuje ją ze zdjęciami z poprzednich lat. Dlatego o wszystkich nowościach na razie nie mówimy, by goście wykazali się spostrzegawczością – uśmiecha się zakonnik.

Ważny jest każdy kamień

Nie wszyscy odwiedzający Kalwarię pamiętają, że nazywana jest ona Małopolską Jasną Górą, Częstochową Południa, a nade wszystko – Polską Jerozolimą. Powstała dzięki Mikołajowi Zebrzydowskiemu herbu Radwan. Gdy mieszkał na zamku w Lanckoronie, pewnego wieczoru podczas modlitwy wraz z żoną zobaczył, że na przeciwległej górze Żarek jaśnieją krzyże, które po pewnym czasie zniknęły. Zdecydował wtedy o wybudowaniu w tym miejscu świątyni. Kościółek Ukrzyżowania, według modelu przywiezionego z Jerozolimy, powstał w 1600 roku. Dokument fundacyjny, podpisany w Krakowie 1 grudnia 1602 r. i zatwierdzony 21 maja 1603 r. przez biskupa krakowskiego Bernarda Maciejowskiego oraz króla Zygmunta III, był zaś oficjalnym początkiem tego miejsca. Mikołaj Zebrzydowski oddał w nim całą górę Żarek zakonowi bernardynów i zobowiązał się do wybudowania klasztoru oraz kaplic Drogi Krzyżowej na wzór kalwarii jerozolimskiej. Słowa dotrzymał, a dzieło rozbudowy tego miejsca podjęli następnie jego syn, wnuk oraz druga żona księcia Józefa Czartoryskiego – Magdalena.

– W tej niezwykłej świątyni, która rozciąga się na przestrzeni 7 km, i na którą składają się 42 kaplice, kościoły oraz bazylika, ważne jest każde miejsce, drzewo, a nawet każdy kamień będący – w rękach pielgrzymów – symbolem grzechu, oddanego tutaj Bogu. Kalwaria prowadzi do krzyża, ale też pozwala zrozumieć głębszy sens tego, co dzieje się w codzienności. Działanie Bożej łaski jest tu wręcz namacalne – przekonuje o. Tarsycjusz Bukowski OFM, rzecznik sanktuarium.

Piękno krajobrazu, jak również jego walory duchowe, doceniła komisja, która 20 lat temu, w grudniu 1999 r., wpisała „Manierystyczny zespół architektoniczno-krajobrazowy oraz park pielgrzymkowy w Kalwarii Zebrzydowskiej” na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To jedyna kalwaria na świecie, która znalazła się na tej liście. Sukces był owocem wspólnych starań ówczesnego kustosza o. Oktawiana Jusiaka OFM i prof. Anny Mitkowskiej. Złożona przez nich dokumentacja historyczno-naukowa była tak dobrze przygotowana, że komisja UNESCO decyzję podjęła szybko i jednogłośnie. Ten przywilej nie jest jednak dany raz na zawsze, dlatego obowiązkiem stróżów Kalwarii jest dbanie o nią tak, by ze skarbu mogły korzystać kolejne pokolenia. Oznacza to zarówno pielęgnację drzewostanu, jak również odnawianie zabytkowego terenu. W tym roku gruntowny remont przeszła kaplica Wniebowstąpienia, a z myślą o grupach zorganizowanych (które np. chcą zorganizować sympozjum) niebawem powstać ma multimedialna aula konferencyjna.

Okienko Ojca Świętego

– Wizytę w sanktuarium warto zacząć od modlitwy w jego sercu, czyli w kaplicy Cudownego Obrazu – mówi o. Cholewa. Cuda wypraszane tu od 417 lat przez ręce Maryi są skrupulatnie dokumentowane, a znakiem wdzięczności pielgrzymów są składane przez nich wota dziękczynne. – Idąc do kaplicy, wiele osób nie zauważa, że mija... Matkę Bożą Anielską, patronkę bazyliki. Jej srebrną figurę, znajdującą się w ołtarzu głównym, z włoskiego Loreto przywiózł Mikołaj Zebrzydowski. Przez pierwszych 40 lat to właśnie Jej kult rozwijał się w Kalwarii – przypomina kustosz.

Łaskami słynący (koronowany w 1887 r.) obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej (uważany za kopię obrazu Matki Bożej Myślenickiej, Beskidzkiej Eleusy) do klasztoru w 1641 r. przyniósł Stanisław Paszkowski, właściciel pobliskiej wsi Kopytówka. Wcześniej jego rodzina modliła się przy nim aż do dnia, kiedy na wizerunku Maryi pojawiły się krwawe łzy. Będąc tu, nie sposób nie iść też na dróżki, na których losy Jezusa i Jego Matki splatają się z codziennością tych, którzy mieszkają na ich szlaku. – Przez wieki ci, którzy nie mogli jechać do Jerozolimy, przyjeżdżali właśnie do Kalwarii, by modlić się przy Bożym grobie – zaznacza o. Cholewa. – Na dróżkach najważniejsze wydarzenia zawarte w Ewangelii opowiedziane są w terenie, zgodnie z topografią Ziemi Świętej – dodaje o. Bukowski. To odwzorowanie znalazło swój wydźwięk także w nazewnictwie. Są więc m.in. Ratusz Piłata, Wieczernik i kaplica Nałożenia Krzyża, a góra Żarek to Golgota. Nawet miejscowy potok Skawinka zamienił się w Cedron. – Dróżki rozsławił też Jan Paweł II, który z sanktuarium związany był od dziecka i nigdy o nim nie zapomniał – przypomina o. Tarsycjusz. – W 2000 r., gdy Ojciec Święty przebywał we Lwowie, poprosił o spotkanie z prowincjałem bernardynów. „Za dwa lata będzie jubileusz w Kalwarii, z okazji jej 400-lecia. Nie zapomnijcie mnie zaprosić” – powiedział mu wtedy Jan Paweł II.

Przyjechał w sierpniu 2002 r., podczas ostatniej wizyty w Polsce – opowiada o. Tarsycjusz i zdradza, że za klauzurą, w klasztornej kaplicy, Ojciec Święty miał „swoje” okienko, przez które lubił patrzeć na bazylikę. Zdarzało się też, że Karol Wojtyła jej wnętrze podziwiał z zakonnego chóru, skąd na modlących się każdego dnia patrzy i wyprasza potrzebne łaski jedyna kobieta za klauzurą, czyli Maryja. Na Niepokalanie Poczętą spod sklepienia bazyliki spogląda natomiast Chrystus Ukrzyżowany. – Z tego miejsca dobrze widać imponującą polichromię, będącą dziełem Włodzimierza Tetmajera – wskazuje o. Tarsycjusz.

Tylko w ubiegłym roku Kalwarię odwiedziło ponad 1,8 mln pielgrzymów. Najliczniejszą grupę stanowili Polacy. Dużo było również Francuzów, Włochów, Amerykanów, Słowaków, Węgrów oraz Japończyków. Nie zabrakło też pątników z odległych stron świata: Mauritiusa, Sri Lanki, Wybrzeża Kości Słoniowej czy Filipin. Dla tych, którzy w Kalwarii szukają duchowego SPA, ojcowie bernardyni wciąż poszerzają ofertę sanktuarium. To dlatego w październiku działalność rozpoczęła Pracownia Sztuki Sakralnej pw. św. Bernardyna i św. Mikołaja (opiekuje się nią o. Cyprian Moryc OFM), w której chętni, uczestnicząc w rekolekcjach, uczą się pisania ikon. – Powstają w otulinie modlitwy, adoracji, Mszy św. i pogłębiania wiedzy teologicznej i z zakresu historii sztuk. Zbliżamy się do Chrystusa, by móc Go potem zapisać językiem koloru, linii, symbolicznych znaków. Co więcej, gdy piszemy ikonę, ona rzeźbi nas, nasz charakter – zaznacza o. Cyprian i zaprasza do wypłynięcia na duchową głębię. Tak jak uczył Jan Paweł II.•