Dobroczynne zioła i wódki

Bogdan Gancarz

|

Gość Krakowski 31/2020

publikacja 30.07.2020 00:00

Przez wieki apteki klasztorne były źródłem lekarstw przygotowywanych przez mnichów. Służyły także okolicznej ludności i pobożnym pielgrzymom. Można się o tym teraz przekonać w Tyńcu.

Do sporządzania medykamentów niezbędna była  m.in. prasa do ziół. Do sporządzania medykamentów niezbędna była m.in. prasa do ziół.
Adam Wojnar

Na wystawie „W klasztornej aptece”, którą można oglądać w Muzeum Opactwa Benedyktynów, pachnie ziołami.

– Bo w przyklasztornych aptekach można było dostać zioła lecznicze oraz oparte na nich lekarstwa. Mnisi wykorzystywali przy tym swoją wiedzę na temat roślin, siejąc je w ogrodach przyklasztornych oraz sporządzając zielniki. Nie inaczej było u benedyktynów. Nie tylko przechowywali, ale i pomnażali wiedzę o leczniczej mocy ziół. Przykładem jest choćby Walafryd Strabo, mnich benedyktyński z IX w., autor wierszowanego dzieła „Hortulus” („Ogródek”), z którego kolejne pokolenia uczyły się m.in. praktycznego stosowania ziół – mówi Marta Sztwiertnia, kurator wystawy. „Jest gorzki, lecz gdy zjesz go, kaszel stłumić może, /Który szarpie wnętrzności. W tej samej pomoże /Chorobie, gdy zjesz trochę tłuczonych nasionek” – pisał o chrzanie Strabo (przekład polski Henryka Szancera).

Gorzki piołun też miał zastosowanie lecznicze, bo „Silne koi pragnienie i zbija gorączki /Ten słynny i sprawdzony środek na bolączki”. Dbanie o chorych i dawanie im lekarstw nie było czymś wyjątkowym w działalności klasztorów. Reguła benedyktyńska z opieki nad cierpiącymi uczyniła bowiem chrześcijański obowiązek zakonników: „Nade wszystko należy troszczyć się o chorych, służyć im jak samemu Chrystusowi”. Początkowo apteki klasztorne służyły jedynie mnichom. Potem były stopniowo otwierane także dla potrzeb pielgrzymów. Kupowali tam oni nie tylko lekarstwa, lecz także, jak podaje Helena Komarynska, znawczyni dziejów szpitala bonifratrów w Krakowie, „wyroby cukiernicze, przyprawy korzenne, owoce południowe, wina, miody, piwo, świece, wosk, atrament, farby, pachnidła, mydła”.

Przeglądając dawne spisy inwentarzowe apteki bonifratrow, spotyka się m.in. aequae – wódki, confectione – konfekty, electuariae – powidełka, syrupi – syropy, pilulae – pigułki, troschisci – pastylki, olea – olejki, ungentae – maści, ulepi – ulepki, emplastrae – plastry, herbae – zioła, succi – soki, miody, cukry. Przy tym „wódkami” nazywano wówczas wszelkie destylaty wodne przyrządzane ze świeżych roślin lub ich części, zawierające m.in. olejki eteryczne. Do robienia lekarstw były także używane inne, czasem niezwykłe składniki, np. sproszkowany róg jednorożca (sic!), tłuszcz z niedźwiedzia czy... kał psa.

Bardzo często jednak, prócz leków, sięgano po... ostry nóż lub skalpel. Upuszczanie krwi było bowiem popularnym sposobem leczenia osób cierpiących na żylaki, hemoroidy, nadciśnienie, migrenę, prostatę, choroby nerek czy bóle kręgosłupa. Na wystawie zaaranżowano m.in. wygląd dawnej apteki klasztornej, gdzie można zobaczyć zioła, które były bazą dla „kręcenia” pigułek, prasę do ziół, moździerze do ucierania ingrediencji, pigulnice, stare słoje na lekarstwa z łacińskimi napisami. Pokazano także wydany w Krakowie w 1672 r. słynny zielnik Szymona Syreniusza, zawierający opis 765 roślin, głównie leczniczych, kopie wybranych stron z rejestru rachunków apteki tynieckiej z lat 1649–1662 oraz rejestry chorych szpitala bonifratrów w Krakowie.

Ów szpital, podobnie jak apteka, istnieje do dziś! Wpierw działał przy ul. św. Jana, od 1812 r. zaś – w dawnym klasztorze trynitarzy na Kazimierzu. – Powołaniem bonifratrów jest szpitalnictwo. Na wystawie pokazujemy m.in. prowadzone od XVII w. księgi chorych ich krakowskiego szpitala. Były prekursorskie, jeśli idzie o unowocześnianie szpitalnictwa w ogóle. Zapisywano w nich bowiem nie tylko dane personalne chorych, ale także opis ich dolegliwości, co ułatwiało leczenie – informuje M. Sztwiertnia. Wystawę „W klasztornej aptece” można oglądać codziennie w godz. 10–18. Będzie czynna do marca przyszłego roku.