Jak Kinga Klemensa do wiary przywiodła

Monika Łącka

|

Gość Krakowski 18/2021

publikacja 06.05.2021 00:00

Rok temu brała udział w konkursie biblijnym. Dzieje Apostolskie, które wtedy czytała, tak bardzo ją zainspirowały, że najpierw zaczęła rysować poszczególne sceny, a potem napisała książkę „Droga do Prawdy”. Nie byłoby w tym pewnie nic niezwykłego, gdyby nie to, że miała wtedy… 13 lat.

Ogromne wsparcie nastolatka ma w swoich rodzicach. Ogromne wsparcie nastolatka ma w swoich rodzicach.
Monika Łącka /Foto Gość

Do konkursu biblijnego, organizowanego przez Wydział Katechetyczny Kurii Metropolitalnej w Krakowie oraz Małopolskie Kuratorium Oświaty, Kingę Kozieł przygotowywał katecheta, który roczną praktykę przed przyjęciem święceń kapłańskich odbywał w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Krakowie-Sidzinie.

Konkurs, ze względu na epidemię, został zakończony na etapie rejonowym, a wszyscy uczestnicy dostali tytuł finalisty. Kinga nie chciała jednak na tym poprzestać i, mając więcej czasu (gdy trwał pierwszy lockdown), postanowiła, że na święcenia przygotuje swojemu katechecie wyjątkowy prezent – własnoręcznie wykonane ilustracje do Dziejów Apostolskich. Rysując, coraz więcej rozmyślała nad wydarzeniami opisanymi w księdze, a że ma bardzo bogatą wyobraźnię, to w jej głowie układały się kolejne historie dotyczące bohaterów, osadzone w realiach starożytnego świata i rozwijającego się chrześcijaństwa.

Każde słowo jest jej

– Kiedy Kinga wręczyła mi wydrukowany przez jej rodziców egzemplarz pięknie zilustrowanej książki (wraz z dedykacją), byłem bardzo zaskoczony. Kiedy przeglądnąłem przy niej książkę, byłem pod wrażeniem ogromu pracy, jaki w to włożyła, a kiedy ją przeczytałem, byłem w takim szoku, że od razu zapytałem jej tatę, czy napisała to sama. Odpowiedział krótko: „Każde słowo jest jej” – opowiada ks. Bartłomiej i dodaje, że jest to rzecz absolutnie niezwykła, by 13-letnia dziewczynka pisała opowieść przenikniętą nie tylko Dziejami Apostolskimi, ale również całą Ewangelią i listami apostołów Piotra i Pawła.

– W ten sposób powstała powieść imponująca pod względem literackim i zaskakująca uwzględnieniem specyfiki starożytnego świata. Kinga zadbała bowiem nawet o takie szczegóły, jak poprawność łacińskich nazw, odległości między miastami (są podawane w dniach drogi) czy opisy najazdów barbarzyńców. Co najważniejsze, jest to opowieść nie prosta i naiwna, lecz mądra i motywująca do osobistej lektury Pisma Świętego, a więc do osobistego poszukiwania Prawdy – uważa ks. Bartek.

Nie ma też wątpliwości, że Pan Bóg sporo w Kingę zainwestował, otaczając ją swoją miłością, stawiając dobrych ludzi na jej drodze i obdarzając ją licznymi talentami. – A ona odwdzięcza Mu się, dając żywe świadectwo działania łaski Bożej. To, co zrobiła, ma ogromną wartość nie tylko dlatego, że jest fantastycznie napisane i zachęca do czytania Pisma Świętego, ale przede wszystkim dlatego, że pochodzi z głębi jej serca. Kinga zamknęła w tej książce kawałek siebie i podzieliła się dobrem, jakie w niej mieszka – przekonuje kapłan. Ile czasu Kinga poświęciła na pracę? Trudno policzyć, bo to zadanie musiała łączyć zarówno ze zdalną nauką w szkole podstawowej, jak i w szkole muzycznej (gra na skrzypcach, pianinie i gitarze) oraz ze zwykłymi domowymi zajęciami. Bywały dni, że pisała „na jednym wdechu”, a kolejne zdania same układały się w kolejny rozdział. Bywały jednak i takie, że przychodziła niemoc twórcza, a Kinga martwiła się, czy zdąży skończyć to dzieło do dnia święceń kapłańskich. – Widzieliśmy, ile emocji wkłada w książkę, bo dużo opowiadała nam o tym, co chciałaby w niej zawrzeć i jakie wątki poruszyć, a potem dzieliła się tym, jak do nich dochodziła – wspomina Agnieszka Kozieł, mama Kingi.

Musi być w tym plan

Głównym bohaterem książki jest Klemens, Rzymianin, który uważa, że chrześcijaństwo jest jednym wielkim oszustwem, a chrześcijanie to szaleńcy, których trzeba „wyrywać jak chwasty – z korzeniami”. Wyrusza więc w misternie zaplanowaną podróż, by udowodnić, że ma rację, jednak podczas wędrówki spotyka apostołów i innych świadków Jezusa Chrystusa, którzy – niczego nieświadomi – pokazują mu, jak bardzo się myli. W efekcie Klemens obserwuje rodzący się Kościół i odkrywa, że chrześcijanie to ludzie z krwi i kości – niepozbawieni wad, ale często obdarzeni nadprzyrodzoną charyzmą, wielką odwagą i niewzruszoną wiarą, której źródło nie jest z tego świata… Wyprawa staje się więc jego drogą do Prawdy i przemiany życia, bo finalnie Rzymianin wyznaje przed św. Pawłem swoją wiarę i przyjmuje z jego rąk chrzest.

– Gdy zaczynałam pisać, byłam świeżo po lekturze „Quo vadis” i dużo z tej książki czerpałam. Szukałam też w internecie faktów dotyczących starożytnego Rzymu. W swojej książce chciałam przede wszystkim ukazać apostołów oraz inne osoby z kart Pisma Świętego, które spotkały Chrystusa, opisując, co mogli wtedy przeżywać, a historia Klemensa, postaci fikcyjnej, miała być tłem splatającym to wszystko w jedną całość – tłumaczy Kinga.

Nie spodziewała się, że książka zostanie wydana (stało się tak z inicjatywy ks. Bartka i dzięki jego staraniom) i że zrobi się o niej tak głośno. Jeszcze większym zaskoczeniem stało się dla dziewczynki to, że już dwa razy została poproszona o danie świadectwa – w parafii w Lipnicy Wielkiej i w Marcyporębie. – Nie jest to dla mnie łatwe, bo nigdy nie lubiłam być na pierwszym planie. Jednak tłumaczę sobie to tak, że skoro Pan Bóg dał mi pomysł na książkę i siłę, by ją skończyć, a przez ten cały czas było wiele wydarzeń, w których było widać Jego opiekę i działanie Ducha Świętego, to musi mieć w tym jakiś plan, a ja powinnam zapomnieć o sobie i zaświadczyć o Nim. Muszę dać świadectwo Prawdzie – przekonuje Kinga i dodaje, że te słowa wynikają z jej osobistej relacji z Jezusem, którego traktuje jak przyjaciela, a w związku z tym często o Nim myśli. – Wierzę, że On jest blisko każdego z nas i że jest w każdym z nas. Wierzę też, że nie jest obojętny na to, co się z nami dzieje. Taką postawę zaszczepili we mnie rodzice i katecheci – mówi dziewczynka. Nie kryje też, że w zwykłej codzienności stara się oddawać Bogu różne sprawy i prosić Go, by się nimi zajął. – Otwieram się na Jego działanie. Nawet podczas tej rozmowy albo podczas świadectw, które mówiłam, modliłam się, by mówił poprzez moje usta, bo przecież należą do Niego – wyznaje Kinga.

Dobra jak chleb

Zagadkę, skąd u 13-latki taki zasób słów, by napisać książkę, która wciąga od początku do końca, rozwiązuje fakt, że Kinga od kilku lat pochłania książki. – Wyłapuje w nich rzeczy, których ktoś inny może nawet nie zauważyć. Zapamiętuje opisy rzeczywistości, sposób narracji i wykorzystuje to potem u siebie, budując tło sytuacji i atmosferę wydarzeń, a potem puentuje wszystko, trafiając w samo sedno, w to, co jest najważniejsze – zauważa mama Kingi, a tata Mirosław dodaje, że córka tak bardzo lubi czytać, że czasem, gdy rodzice wieczorem odpoczywają, przychodzi do nich i czyta im na głos albo czytają wspólnie, z podziałem na role.

– Kinga zachwyca lekkością pióra, czystością stylistyki oraz dojrzałością wypowiedzi. „Droga do Prawdy” nie jest jej pierwszym dziełem – kiedyś napisała już krótki kryminał. Pisze również drobne opowiadania do szkolnej gazetki, którą chcemy wydać – mówi Małgorzata Malisz-Kućma, wychowawczyni i polonistka Kingi ze Szkoły Podstawowej im. Orła Białego w Krakowie-Sidzinie. Dziewczynkę uczy trzeci rok i nie ma wątpliwości, że jest to uczennica pilna i niezwykle pracowita, a co przy tym ważne – bardzo lubiana przez rówieśników. – Świetnie odnajduje się w różnych sytuacjach, nawet grając z chłopcami w piłkę. Jest też bardzo delikatna, wrażliwa na drugiego człowieka i zawsze chętna do pomocy. Duża jest w tym zasługa rodziców, w których Kinga ma mądre wsparcie – podkreśla nauczycielka.

Rodzice mówią zaś skromnie, że ich córka jest zwykłą dziewczyną – radosną, pogodną i dobrą dla każdego, jak chleb. A fakt, że książkę udało się wydać, traktują jak cud i widzą w tym palec Boży. Kinga bardzo docenia też to, że „Droga do Prawdy” dostała imprimatur krakowskiej kurii, a wstęp do niej zgodził się napisać abp Marek Jędraszewski. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Fides w 700 egzemplarzach. Większość z nich została już sprzedana i planowany jest dodruk. W związku z tym ks. Bartek, były katecheta Kingi, snuje nieśmiałe plany – może z czasem kapłani będą polecać tę lekturę kandydatom do bierzmowania?