Piękna część Kościoła

Monika Łącka

|

Gość Krakowski 25/2021

publikacja 24.06.2021 00:00

– Dlaczego warto z nami iść? Bo na każdym kroku dzieją się mniejsze i większe cuda – przekonuje Filip Banaś, który w tym roku na Jasną Górę pójdzie już po raz 23.

▲	Wszystkie intencje pątników są zanoszone do Maryi każdego dnia drogi, podczas wspólnego odmawiania Różańca. ▲ Wszystkie intencje pątników są zanoszone do Maryi każdego dnia drogi, podczas wspólnego odmawiania Różańca.
Monika Łącka /Foto Gość

Zaczęło się niewinnie – gdy miał 16 lat, do udziału w pielgrzymce namówił go kolega, lektor z parafii. Okazało się, że wędrówka do Częstochowy wciąga i uzależnia tak bardzo, że za rok nikt już nie musiał namawiać Filipa do drogi.

– Najpierw tylko szedłem, modląc się i śpiewając. Potem zacząłem angażować się w organizację pielgrzymki – jako służba porządkowa, kierujący ruchem, czy tzw. muzyczny, a później dostałem jeszcze bardziej odpowiedzialne zadania związane z logistyką – opowiada i podkreśla, że dziś nie wyobraża sobie, że miałby zostawić Pieszą Pielgrzymkę Krakowską i wspólnotę III – Podgórsko-Wielicką, z którą jest od samego początku związany. – Przez te wszystkie lata zbudowaliśmy grupę ludzi dających z siebie wszystko, by do celu, do Maryi, dojść godnie i sprawnie. Są wspaniali kwatermistrzowie, osoby odpowiedzialne za przewóz bagażu, zbieranie śmieci, a nawet za to, by nie brakło ciepłej wody na kawę i herbatę. Wiem też, że musimy być znakiem wiary radosnej, która przyciąga innych – mówi F. Banaś.

A co jego samego tak bardzo przyciąga do pielgrzymki? – Widzę, że w drodze dzieją się cuda – mniejsze i większe. Widzę też ludzi, którzy zmagają się ze swoim zmęczeniem, a siłę czerpią z tego, co dostają – z przeżywania przynależności do wspólnoty, a to naprawdę zmienia ludzi – tłumaczy. Za każdym razem czuje też wielkie wzruszenie, gdy każdego dnia odczytywane są intencje niesione przez pielgrzymów. – Spisujemy je na kartkach, a potem wrzucamy do kapelusza i „omadlamy” podczas Różańca. To niezwykle intymne doświadczenie, bo w kościele, podczas modlitwy wiernych, słyszymy tylko oficjalne formułki, a tu każdy prosi o to, co go boli: o uzdrowienie z choroby, o pracę, dobrego męża. W ten sposób stajemy się piękną częścią Kościoła, w którym dla każdego jest miejsce, i w którym wszyscy się dogadują – zapewnia. O sile tej wspólnej modlitwy przekonał się wiele lat temu, gdy z chorobą alkoholową zmagała się jego kuzynka. Na pielgrzymkę zabrał ją w swoim sercu. Spektakularnego cudu nie było, bo dziewczyna jeszcze przez rok walczyła z uzależnieniem, ale okazało się, że Pan Bóg tak pokierował sprawą, że na kolejną pielgrzymkę poszła już jako osoba niepijąca.