To nasz port i drogowskaz

Monika Łącka

|

Gość Krakowski 38/2021

publikacja 23.09.2021 00:00

Andrzej Machalica, przychodząc do oazy, nie spodziewał się, że Ruch Światło–Życie tak bardzo przemieni jego życie. – Tam zrozumiałem, że tylko dążenie do świętości i postawienie Chrystusa na pierwszym miejscu gwarantuje, że można przetrzymać wszystkie trudności – mówi.

◄	Oazowy zespół muzyczny z pierwszym moderatorem w Bieżanowie Nowym ks. Władysławem Stecem- -Salą. ◄ Oazowy zespół muzyczny z pierwszym moderatorem w Bieżanowie Nowym ks. Władysławem Stecem- -Salą.
Archiwum Lidii Łojszczyk

Oaza działająca przy parafii Najświętszego Salwatora w Krakowie, która świętuje jubileusz 50-lecia istnienia, odcisnęła się także niczym pieczęć w sercach wielu innych osób. – Spotkałam tutaj Boga, którego zaczęłam traktować osobowo, a nie jak kogoś, komu daję tylko 10 minut modlitwy dziennie. On stał się moim przyjacielem, kimś najbliższym, komu chciałam się poświęcić. I tak się stało, bo Kościołowi i parafii oddałam swoje życie – wyznaje Bogumiła Szewczyk, wieloletnia animatorka, a A. Machalica dodaje, że oprócz spotkania żywego Boga w salwatorskiej oazie spotkał też... swoją przyszłą żonę Beatę. – Ruch ukształtował mnie również moralnie, a nawet wpłynął na wybór zawodu – zdradza.

Zachłysnęłam się Bogiem

Gdy w czerwcu 1971 r. podczas ogłoszeń parafialnych odczytana została informacja o tym, że do parafii przychodzi nowy ksiądz – Krzysztof Tadeusz Sojka [później zasłużony kapelan cmentarza Rakowickiego w Krakowie, zmarł w 2018 r. – przyp. red.], nikt nie spodziewał się, że – przy wsparciu proboszcza ks. Jerzego Bryły – zapoczątkuje on coś nowego i bardzo ważnego. Ksiądz Sojka, który wraz ze śp. ks. Franciszkiem Chowańcem był wtedy jednym z założycieli Ruchu Światło–Życie w archidiecezji krakowskiej, szybko rozpoczął „łapankę” i do oazy zapraszał osoby, które częściej bywały w kościele, należały do służby liturgicznej albo bardziej udzielały się na lekcjach religii. – W ten sposób zwerbował i mnie, choć początkowo wcale nie miałam na to ochoty. Przyszłam jednak na spotkanie i... w oazie zostałam na 21 lat. Przyciągnął mnie i zatrzymał śpiew, tak bardzo inny od tego, który znało się z kościoła. A że byłam nieśmiała, wolałam próby muzyczne od spotkań formacyjnych, na których trzeba było rozmawiać. Z czasem poczułam się też tutaj potrzebna – opowiada B. Szewczyk.

Kolejnym odkryciem były wakacyjne rekolekcje, do udziału w których ks. Sojka wszystkich usilnie namawiał. – Zobaczyłam wtedy, że Ewangelią da się żyć przez całą dobę oraz że młodzież może tworzyć radosną wspólnotę. Nie miało więc znaczenia, że podczas rekolekcji mieszkało się na poddaszach domów albo w pomieszczeniach kościelnych i że brakowało bieżącej wody. Mieliśmy siebie i to było piękne – przekonuje pani Bogumiła. O to bycie razem ks. Sojka dbał przez cały rok – dał się poznać jako kapłan, który ma czas dla młodych, potrafi ich słuchać, grać z nimi w piłkę na Błoniach albo zabierać na rowerowe wycieczki. – Wymagał od nas i od siebie, dlatego uczestnictwo w spotkaniach formacyjnych (które były nazywane ewangeliczną rewizją życia) i Liturgicznej Służbie Ołtarza traktowaliśmy jako obowiązek, może nawet ważniejszy od obowiązku szkolnego – uśmiecha się A. Machalica. Nie ma też wątpliwości, że oaza umocniła jego światopogląd (wyniesiony z domu o prawicowych korzeniach), a dzięki ks. Sojce jeszcze dobitniej nauczył się odróżniać dobro od zła. – Świadectwem dla swojego otoczenia staram się być również przez to, że od ponad 30 lat nie piję alkoholu. Dzięki oazie wybrałem też zawód, który jest służbą innym ludziom – wspomina A. Machalica, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, pracujący także na SOR w Oświęcimiu.

Salwatorską oazę, którą często odwiedzał kard. Karol Wojtyła (bywał np. na spektaklach wystawianych przez młodzież), po ks. Sojce przejęli m.in. ks. Włodzimierz Łukowicz, ks. Józef Święcicki, ks. Andrzej Szczotka i wielu innych kapłanów, którzy starali się dać tej wspólnocie kawałek swojego serca i prowadzić jej uczestników do Boga. W ciągu 50 lat były jednak i dwa momenty, kiedy oaza przestawała działać. – Drugi kryzys udało się pokonać w 2018 r. i obecnie do Ruchu znów należy kilkadziesiąt osób – m.in. harcerze, uczniowie ze szkoły sióstr pijarek oraz animatorzy, którzy do Krakowa przyjechali na studia – mówi ks. Jacek Bernarcik, prowadzący oazę do lipca. Teraz pałeczkę przekazał ks. Marcinowi Naporze. – 25 września, podczas obchodów jubileuszu, będziemy dziękować Bogu za wszystkie minione lata, wspominać je i prosić o błogosławieństwo na przyszłość – zapowiada ks. Marcin.

Ideały wciąż owocują

Jubileusz 40-lecia (przełożony z ubiegłego roku ze względu na pandemię) w ostatni weekend września będzie również świętować oaza „Latorośle”, działająca przy sanktuarium Najświętszej Rodziny w Nowym Bieżanowie. 24 września zostanie odprawiona urodzinowa Msza św., a na sobotę 25 września planowane są atrakcje dla dzieci. Wszystko zaś w niedzielny wieczór o godz. 19 zakończy koncert zespołu niemaGotu, na który przyjść może każdy. – Zależało mi, by na nowym osiedlu, przy powstającej na przełomie lat 70. i 80. parafii, zaczął działać Ruch Światło–Życie, dlatego ucieszyłem się, że ks. Władysław Stec-Sala, który przyszedł tu w 1980 r., chciał się podjąć tego zadania. Na szczęście mógł działać swobodnie, bo władze komunistyczne miały już wtedy na głowie ważniejsze problemy od przeszkadzania kapłanom w ich obowiązkach. Z wielkim zapałem zabrał się więc m.in. za organizowanie rekolekcji, zabierając młodzież do Zubrzycy, czyli do swojej rodzinnej miejscowości – wspomina ks. Józef Jakubiec, emerytowany proboszcz parafii w Nowym Bieżanowie.

Jako że ks. Władysław miał na oazę swój pomysł, szybko zaczęła się ona rozwijać i działać bardzo dynamicznie. – Oaza tętniła wtedy życiem i wypełniała nasze życie. Była wręcz naszym sposobem na życie, proponując zarówno duchową formację, która kształtowała nasz kręgosłup moralny, jak i wiele wycieczek oraz ciekawych zajęć, dzięki którym rozwijaliśmy talenty. W tej wspólnocie rodziły się też przyjaźnie, które przetrwały przez lata – opowiada Lidia Łojszczk, która w oazie spędziła 8 lat. Ksiądz Władysław stery oazy przekazał ks. Romanowi Sławeńskiemu, a ten oddał je później ks. Stanisławowi Mice. To właśnie za jego czasów życie wspólnoty rozkwitło jeszcze bardziej – organizowane były m.in. rekolekcje ewangelizacyjne, dni skupienia, celebracje, pielgrzymki i spotkania z ciekawymi ludźmi. W kolejnych latach oazą opiekowali się też: ks. Dariusz Ostrowski, ks. Janusz Grodecki, ks. Janusz Skorupa, ks. Janusz Enz oraz ks. Piotr Wieczorek, który w ubiegłym roku przekazał ją ks. Pawłowi Filipiakowi. – 10 lat spędzonych w Nowym Bieżanowie mogę podsumować krótko: to był cudowny czas pracy z młodzieżą, która ciągle chciała coś robić i miała mnóstwo pomysłów – mówi ks. Janusz Grodecki, obecnie dyrektor Katolickiego Centrum Edukacyjnego Caritas Archidiecezji Krakowskiej.

Jednym z takich pomysłów była akcja 24-godzinnego czytania Pisma Świętego (czyli Dobra Nowina przez Całą Dobę), która odbywała się co roku przed uroczystością Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Wymyślił ją Łukasz Majka, jeden z animatorów. Do Bieżanowa Nowego przyjeżdżali wtedy oazowicze z całego Krakowa. – Z perspektywy czasu widzę, jak wiele dała mi oaza. Przede wszystkim jest to poczucie przynależności do wspólnoty Kościoła, które pozwoliło mi zbliżyć się do Boga. To z kolei stało się punktem wyjścia do tego, że w 2013 r. zostałem nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. Posługuję w parafii Świętej Rodziny z Nazaretu w Balicach, czyli w rodzinnej parafii mojej żony, którą – a jakże! – poznałem na oazie – uśmiecha się Ł. Majka. Do przyjścia na oazę zachęcił on także młodszego brata Michała, który decyzji nigdy nie żałował. On również zapewnia, że ideały ks. Franciszka Blachnickiego, zaszczepione w nim przez Ruch Światło–Życie, mocno odcisnęły się na jego życiu i wciąż owocują. – Cieszę się, że wszedłem na tę drogę, że mogę być blisko Boga i Kościoła – przekonuje M. Majka.

– Dla mnie zaś oaza stała się portem i drogowskazem podczas różnych życiowych burz. Dziś, pracując jako naukowiec, mam kontakt z wieloma osobami, które nie do końca rozumieją, kim jest Bóg i czym jest wiara. Ja, dzięki oazie, mam w sercu mocną wiarę i doświadczenie żywego Boga i tym się z nimi dzielę. Jestem też przekonana, że gdyby nie Ruch Światło–Życie, nie byłabym dziś tym, kim jestem – mówi Bożena Augustyn, która do oazy przyszła w 2007 r. Jak dodaje, we wspólnocie odnalazła siebie i swoje miejsce na ziemi. Znalazła też przyjaciół – ludzi, którzy ją rozumieli i wyznawali te same wartości. Jeżdżąc zaś na rekolekcje, najpierw jako uczestniczka, potem jako animatorka, czuła również, jak Bóg daje jej siły do pokonywania codziennych trudności.

Dziś do oazy w Bieżanowie Nowym należy kilkanaście osób, którym też „chce się chcieć”, i to na tyle, że jedna z animatorek pojechała na wolontariat do Tanzanii, gdzie prowadzi rekolekcje Ruchu Światło–Życie.