Zakaz bycia szczęśliwym?

Magdalena Dobrzyniak

|

Gość Krakowski 50/2021

publikacja 16.12.2021 00:00

Jak osiągnąć szczęście, nawet jeśli nikt nam nie pokazał, jak ono wygląda – piszą psycholog i psychoterapeutka Monika Wasilewska oraz dziennikarka i neurologopeda Monika Szubrycht.

	Aby być spełnionym dorosłym, trzeba przejść etapy dojrzewania przy wsparciu rodziców. Aby być spełnionym dorosłym, trzeba przejść etapy dojrzewania przy wsparciu rodziców.
Maciej Rajfur /Foto Gość

O tym, że doświadczenia dzieciństwa mają wpływ na to, jakimi jesteśmy dorosłymi, nikogo specjalnie nie trzeba przekonywać. – Od pewnego momentu w życiu prenatalnym już zapamiętujemy przeróżne bodźce ze świata zewnętrznego, a przede wszystkim emocje matki, bo jesteśmy z nią połączeni – wyjaśnia M. Wasilewska, współautorka książki „Jak być szczęśliwym dorosłym bez szczęśliwego dzieciństwa”, wydanej nakładem krakowskiego wydawnictwa Mando. Jak podkreśla, nasz układ neurowegetatywny dopasowuje się do układu matki. Przeprowadzone przez nią badania na temat depresji poporodowej pokazują, że kobiety cierpiące na depresję w ciąży rodziły noworodki, których fale mózgowe wskazywały na stan depresji.

Last minute

Nie oznacza to jednak, że dzieciństwo determinuje przyszłość człowieka. Oczywiście, aby być szczęśliwym, spełnionym dorosłym, trzeba przejść etapy dojrzewania przy wsparciu rodziców. Gdy tego brakuje, pojawiają się deficyty, które dają o sobie znać w życiu dorosłym, a także schematy myślowe i nawyki przekazywane w rodzinach z pokolenia na pokolenie, utrudniające osiągnięcie życiowej harmonii i dojrzałości. Są one często nieuświadomione przez wiele lat. – Ważny jest kryzys wieku średniego, bo wtedy możemy popatrzeć na siebie z dystansu. Mamy nie tylko wiedzę, ale i doświadczenie. W wieku średnim nabieramy mądrości, potrafimy analizować, patrzeć krytycznie i dopuszczać sprzeczności w świecie – zauważa druga z autorek M. Szubrycht. Podczas spotkania zorganizowanego przez Fundację „Carpe Diem” precyzowała, że do takiej autorefleksji zdolne są osoby, które potrafią myśleć, wątpić, zaciekawiać się. – To niekoniecznie osoby, które wiedzą lepiej, ale po prostu zadające poważne pytania: kim jestem, co mnie blokuje – dodaje. Czy w wieku średnim nie jest na to za późno? Monika Wasilewska przyznaje, że do takiej refleksji zdolni są ludzie dojrzali społecznie i emocjonalnie, już w wieku 24–25 lat. – Wtedy jednak nie ma na to czasu. Jest wiele zadań: kariera zawodowa, związek, rodzina. Ludzie pędzą, brakuje im czasu na autorefleksję. Zatrzymują się koło 40. roku życia i uderza ich myśl: „Last minute – teraz albo nigdy” – podkreśla. Tworzy się bilans życia, do którego skłaniają na ogół bodźce negatywne, jak stany depresyjne, poczucie bycia nieszczęśliwym, niezrealizowanym. Jak sobie wtedy pomóc? – Spojrzeć na siebie i zapytać, na ile jesteśmy świadomi naszych potrzeb, czego nam brakuje tu i teraz. Czy potrafimy te potrzeby zaspokoić? Jeśli odpowiedź jest negatywna, kolejnym krok to spojrzenie na dzieciństwo. Wiele osób nie umie oddzielić potrzeb od lęku. Nie podejmują wyzwań, bo słyszeli, że świat nie jest bezpieczny, że lepiej się nie wychylać – wyjaśnia terapeutka. Jej zdaniem, trzeba sobie uświadomić schematy wyniesione z domu rodzinnego i zastanowić się nad tym, czy one nam służą i wspierają, czy przeciwnie – są przeszkodą i trzeba je zweryfikować.

Lojalni wobec przodków

Ludzie przychodzą na terapię, gdy źle się czują i cierpią na objawy, które utrudniają im życie. Przez wiele lat wydaje się, że wszystko jest w porządku, że mają udane życie. Problem pojawia się nagle, a jego źródłem są często nieświadome przekazy rodzinne, wpajane przez zachowanie rodziców, ich słowa. – Czy można się od nich uwolnić? Nie jest to łatwe, gdyż zwykle realizujemy te przekazy, bo nie chcemy być nielojalni wobec przodków. Czasy się jednak zmieniają i te przekazy nie są już funkcjonalne – podkreśla M. Wasilewska. Znaczenie ma fakt, czy rodzina jest otwarta na zmiany. – Niszczący efekt psychologiczny ma polskie narzekanie. Ono ma głębokie korzenie. 80 proc. pacjentów żyje pod ciężarem nieświadomego zakazu bycia szczęśliwym – zauważa psychoterapeutka. Ważny jest kontekst kulturowy, społeczny i historyczny. – 74 proc. Polaków uważa, że jesteśmy narodem, który wycierpiał najbardziej na świecie. Wpajana nam była apoteoza martyrologii – dodaje. – Czemu boimy się pokazywać innym, że jesteśmy szczęśliwi? Przecież im więcej zadowolonych, uśmiechniętych ludzi, tym więcej radości wokół. Tacy ludzie są życzliwi dla innych, otoczeni dobrą energią, która się udziela – zastanawia się M. Szubrycht. Tymczasem w polskiej tradycji utrwaliło się przeświadczenie, że cierpienie jest szlachetniejszą formą życia niż szczęście. – Trzech rzeczy nie mogę zmienić: przeszłości, prawdy i drugiego człowieka. Ale siebie już tak – przekonują autorki książki o szczęśliwej dorosłości.