O życiu w warunkach wojennych i pomocy uchodźcom opowiada o. Andrij Syvak, jezuita pracujący we Lwowie.
– Ważne jest, by uchronić ludzi od nieodwracalnej traumy – podkreśla ukraiński zakonnik.
Archiwum prywatne
Magdalena Dobrzyniak: Agresja Rosji w Ukrainie trwa już ponad miesiąc. Jak zmieniło się Wasze życie w tym czasie?
O. Andrij Syvak SJ: Diametralnie. Wojna wprowadziła efekt dezorganizacji i chaosu. To dotyczy każdego, w mniejszym lub większym wymiarze, choć najbardziej jej skutki odczuwają oczywiście mieszkańcy zaatakowanych miast. Codzienne alarmy przeciwlotnicze napełniają ludzi trwogą. Uchodźcy z atakowanych terenów przemieszczają się w bardziej bezpieczne regiony kraju jub za granicę. Mężczyźni są mobilizowani, rodziny rozdzielane. Życie dziś jest jedną wielką niewiadomą, bo trudno przewidzieć, co się wydarzy w kolejnych dniach czy godzinach. Jest też ryzyko dywersji, a to nie daje poczucia spokoju, bo nie wiadomo, skąd może przyjść zagrożenie. Codziennością stało się zagrożenie życia i zdrowia, wybicie z normalnego rytmu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.