• facebook
  • rss
  • Dwie komory serca

    Prof. Tadeusz Budrewicz

    |

    Gość Krakowski 30/2012

    dodane 26.07.2012 00:00

    Kraków był dla Kraszewskiego bardzo ważnym miejscem, w którym formowała się polska kultura narodowa. Jeszcze go nie widział, a już pisał o nim. Wystarczy przypomnieć jedną z jego wczesnych powieści historycznych „Zygmuntowskie czasy”. Napisał ją w 1845 r. Treść tej książki, jej akcja dzieje się w 80 proc. w Krakowie. Oparł ją na studiach dokumentalnych, które prowadził z zapałem. Jego wyobrażenia miasta były bardzo wczesne.

    Opierały się na dokumentach historycznych i doskonałej znajomości historiografii. Do Krakowa przyjechał b. późno. Kraszewski od powstania listopadowego, w trakcie którego aresztowano go, był pod stałą inwigilacją policji. Stąd też trudności w zdobyciu paszportu zagranicznego. A dokument taki musiał mieć nawet na wyjazd do Królestwa Polskiego. Stąd do Krakowa przyjechał dopiero w końcu lat 50. XIX w. Później, po powstaniu styczniowym, gdy pisarz został zmuszony do emigracji, ćwierćwiekowego wygnania, gdy nie mógł się spotkać z żoną ani pozostawionymi w Warszawie dziećmi, kilkakrotnie przyjeżdżał jeszcze do Krakowa. Chciał nawet zamieszkać tu na stałe. Był jednym z kandydatów do objęcia redakcji słynnego dziennika „Czas”. Zamierzał ubiegać się również o stanowisko profesora literatury polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Miał tutaj wiele oddanych przyjaciół, np. malarza Walerego Eliasza Radzikowskiego. Wreszcie nadszedł dzień jego krakowskiego jubileuszu – 50. rocznicy pracy pisarskiej w 1879 r. To była nie tylko jego uroczystość. To była także wielka uroczystość zniewolonego narodu. Wówczas, w trakcie jubileuszu, Kraków i Kraszewski byli bez wątpienia lewą i prawą komorą polskiego serca.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół